Były takie czasy, gdy z moją siostrą bliźniaczką, Darią, większość dzieciństwa spędziłyśmy w różnych domach dziecka rozrzuconych po całej Polsce. Nasza mama zmarła młodo, a ojca nigdy nie znałyśmy. Kiedy miałyśmy dwanaście lat, nasza ciotka, siostra mamy pani Halina, która właśnie osiągnęła pełnoletniość, postanowiła się nami zaopiekować. Z czasem, również jej mąż, pan Roman, stał się dla nas jak prawdziwy ojciec. Oboje traktowali nas jak własne córki i do dziś czuję ogromną wdzięczność za ich dobroć i poświęcenie.
Przyszedł moment naszych osiemnastych urodzin, tak przez nas wyczekiwany. Wtedy ciotka Halina z wujkiem Romanem zaprowadzili nas do przestronnego, trzypokojowego mieszkania w centrum Krakowa, które niegdyś należało do naszych rodziców. Przez lata mieszkanie było wynajmowane, a dochód z niego pozwalał rodzicom zapewnić nam skromne utrzymanie. Teraz ciotka zaproponowała, by je sprzedać i podzielić pieniądze na pół, by każda z nas mogła zacząć samodzielne życie pod własnym dachem. Pomysł bardzo nam się spodobał. Kiedy mieszkanie udało się sprzedać za sporą sumę ponad sześćset tysięcy złotych każda z nas otrzymała kwotę wystarczającą, żeby z pomocą kredytu kupić własne lokum. Ja kupiłam dwupokojowe mieszkanie na Bronowicach i przez kolejne miesiące sama wykańczałam je i urządzałam od podstaw. Z mojej pensji i oszczędności szybciej niż planowałam spłaciłam całość kredytu.
Ciotka Halina i wujek Roman byli dumni, iż tak dobrze sobie radzę i staram się być niezależna. Martwili się natomiast o Darię, która lekkomyślnie podchodziła do pieniędzy wydawała oszczędności na nowoczesny sprzęt, modne restauracje i zagraniczne wyjazdy, jeszcze zanim na poważnie pomyślała o własnym kącie.
W końcu ciotka nie wytrzymała i z poważną miną postawiła sprawę jasno jeżeli Daria nie znajdzie sobie mieszkania, póki ma jeszcze jakiekolwiek środki, sama będzie sobie winna i nie może liczyć na ich wsparcie. Kiedy została z zaledwie kilkunastoma tysiącami złotych, było już za późno na zakup czegokolwiek w Krakowie. Zdecydowała się wynająć kawalerkę na Prądniku Czerwonym, a koszty połowicznie dzieliła z chłopakiem, Maćkiem, z którym po kilku miesiącach zamieszkała.
Cieszyłam się, gdy widziałam, iż Daria się uspokoiła i powoli zaczęła myśleć o przyszłości. Sama właśnie awansowałam w pracy, pomagałam cioci Halinie i wuja Romanowi, a na urlopie poznałam sympatycznego chłopaka, z którym planowałam założyć rodzinę.
Niedługo potem, kiedy wszyscy zebraliśmy się w moim nowym mieszkaniu na kolacji, Daria oznajmiła, iż spodziewa się dziecka. Z euforią przyjęłam tę wiadomość, ale chwilę potem zaczęła wyrażać swoje obawy opowiadała, jak trudno dzisiaj młodym ludziom wynająć mieszkanie, iż czynsze w Krakowie są coraz wyższe, a zarobki nie nadążają za kosztami życia.
Nie rozumiałam celu tej opowieści, dopóki Daria nie zwróciła się do mnie bezpośrednio:
Oddaj mi swoje mieszkanie, Doroto. Ja zaraz rodzę, a ty i tak mieszkasz sama, możesz się przenieść do cioci, a tam byłby wolny pokój rzuciła z pretensją w głosie.
Byłam zaskoczona i powiedziałam stanowczo „nie”. Daria nie wytrzymała, wybuchła płaczem i razem z Maćkiem opuściła moje mieszkanie.
Później jeszcze kilkakrotnie próbowała mnie przekonać, dzwoniła, żaląc się na swój los. Ale ja byłam nieugięta zainwestowałam w swoje mieszkanie wszystko, co miałam, poświęciłam mnóstwo pracy i serca, a teraz miałabym to wszystko po prostu oddać?
Nie raz powtarzałam sobie i bliskim każdy jest kowalem własnego losu. jeżeli Daria nie pomyślała o przyszłości wtedy, gdy miała okazję, to niestety, sama ponosi konsekwencje swoich wyborów.













