Dlaczego przygotowania do narodzin dziecka powinny być wspólną troską rodziny? Historia trzydziestol…

twojacena.pl 15 godzin temu

No trzeba było się wcześniej ogarnąć z tym dzieckiem!

Wyobraź sobie moje wyjście ze szpitala mówi Renia, lat trzydzieści Mój mąż, Andrzej, przyjechał po mnie prosto z biura, w garniturze i z miną człowieka, który właśnie uciekł z zebrania o budżecie. Prosiłam go, żeby wziął wolne albo chociaż godzinę urlopu, ale według szefa nie da się bez Andrzeja żyć. Prosiłam też, żeby posprzątał i przygotował wszystko na naszego Stasia, a on mi tylko kiwał głową i zapewniał, iż wszystko ogarnę, skarbie!. Gdyby nie to, pewnie zrobilibyśmy porządki, jakieś pranie i kupilibyśmy te całe akcesoria do dziecka. A tak? No masz babo placek! wyżaliła się Renia.

No a słowa dotrzymał, czy nie?

Do szpitala trafiłam zupełnie nieprzygotowana. Wróciłam do mieszkania, a tam Armageddon. Wszędzie kurz, aż się chciało pisać po półkach. Rodzina przyszła świętować, a tu nie ma ani łóżeczka, ani przewijaka, wózka niet, choćby jednej czapeczki dla dzieciaka nie wygrzebał! Dobrze, iż przyjaciółki podrzuciły mi paczkę pieluch i jakieś body kontynuuje Renia.

Renia i Andrzej wzięli ślub sześć lat temu. Odkładali dziecko, aż trochę staną na nogi, a kiedy wreszcie odłożyli parę tysięcy złotych i Andrzej dostał awans, postanowili, iż czas na potomka.

Uprzedziłam szefa, iż jestem w ciąży, a on mnie zwolnił od ręki. W sumie mogłabym powalczyć, ale pomyślałam to los. Zaczęłam haftować śpioszki, pić herbatki i delektować się wolnym czasem. Z pieniędzmi się nie martwiłam, bo Andrzej miał super premię tłumaczy Renia.

Ciąża bez komplikacji. Renia książki czytała, spacerki po parku zaliczała, przeglądała sklepy internetowe i wybierała idealny kocyk dla Stasia.

Andrzej powtarzał, żebym nic nie kupowała, póki nie urodzę. Bo tak lepiej, żeby nie zapeszyć!. Siostra obiecała, iż pożyczy komodę i łóżeczko po swoich bliźniakach, a resztę rzeczy odłożyła w siatkach. Prosiła, żebym je wcześniej zabrała, umyła, wyprała. No to spakowałam tylko torbę do szpitala, bo reszta nie wolno, przyniesie pecha wzdycha Renia.

Ale kiedy zaczęły się bóle, Andrzej złapał się za głowę, bo okazało się, iż nagle trzeba klatki schodowej pieluch i wanienki za grube pieniądze! Renia przez cały poród myślała, iż zostawiła ubrania w pralce jak wróci, wyjmie je z bębna.

Dobrze, iż mam koleżanki, bo chociaż one podrzuciły mi trochę ciuszków i paczkę pampersów rzuca Renia z przekąsem. A Andrzej? Latał po Warszawie, zbierał łóżeczko od znajomego, wózek z ogłoszenia w internecie, śpiochy od kuzynki. Ale wszystko brudne, pyliste albo poplamione po starszakach. Prałam i prałam, a i tak nie schło miałam ochotę wszystkich wyrzucić z mieszkania, a u męża sprawdzić, czy da się rozwieść ekspresowo przez internet! prawie wybucha śmiechem i płaczem naraz.

Przez kolejne dni sprzątała, jakby miała wpaść do niej inspekcja sanepidu. Od narodzin Stasia minęły już dwa miesiące, a Renia jeszcze nikogo nie wpuszcza.

Rodzina już dyżur rozpisuje na wizyty i chce, żebym świętowała chrzciny z trzema potrawami, ciastem i bigosem, jasne! Widzę, iż sama muszę się jakoś zorganizować, bo to oni już mi robotę znaleźli mówi z irytacją.

Matka Reni patrzy tylko z dezaprobatą. Co ta młoda? Dziewięć miesięcy wolnego! Mogła wszystko przygotować z wyprzedzeniem, mężowi tylko dać listę, sama pójść do sklepu, powtarza do wszystkich cioć. Jak się czeka na faceta, to się czeka i czeka aż się nie doczeka!

No i powiedzcie powinna Renia mieć żal do męża i rodziny, czy może to jednak jej wina? Może jednak mogła się jakoś ogarnąć przed porodem? Jak Wy to widzicie? Co byście zrobiły na jej miejscu?

Idź do oryginalnego materiału