Dlaczego trzeba było wcześniej wszystko przygotować na przyjście dziecka? Historia Reni: niezapomnia…

polregion.pl 1 dzień temu

Trzeba było wcześniej zatroszczyć się o przygotowania do narodzin dziecka!

Moje wyjście ze szpitala zapamiętam na długo. Mój mąż, Michał, był wtedy w pracy i przyjechał po mnie prosto z urzędu w Warszawie. Prosiłam go nieraz o kilka dni wolnego albo chociaż o urlop, ale jego kierownik się na to nie zgodził. Prosiłam również, żeby przygotował wszystko na przyjazd dziecka do domu. Zapewnił mnie, iż wszystkim się zajmie. Gdyby było inaczej, pewnie wcześniej byśmy zrobili pranie, kupili najpotrzebniejsze rzeczy i doprowadzili mieszkanie do porządku. A tak…! poskarżyłem się, mając trzydzieści lat i będąc świeżym ojcem synka Piotrusia.

Nie dotrzymał słowa?

Do szpitala trafiłem nieprzygotowany. Po powrocie do mieszkania zastałem tam okropny bałagan. Wstydziłem się przed mamą i teściami, którzy od razu przyszli zobaczyć dziecko. Kurz leżał wszędzie, można było po nim rysować palcem na półkach. Wózka dla dzieci nie było, komody na ubranka też nie, Michał choćby nie fatygował się kupić podstawowych ciuszków dla malucha. Na szczęście koleżanki z pracy podrzuciły mi trochę pieluch jednorazowych i body dla Piotrusia opowiadałem dalej trochę rozgoryczony.

Renia, moja żona, jest ode mnie młodsza o dwa lata. Pobraliśmy się sześć lat temu, ale z decyzją o dziecku czekaliśmy, aż sytuacja finansowa się ustabilizuje. Kiedy już poczuliśmy grunt pod nogami, postanowiliśmy, iż to dobry moment na powiększenie rodziny.

Uprzedziłam szefa, iż jestem w ciąży wspominała Renia. Od razu zostałam zwolniona. Wiem, iż inni walczyliby o swoje, ale pomyślałam, iż widocznie tak miało być. Skupiłam się na ciąży. Haftowałam serwetki, cieszyłam się spacerami po Łazienkach i tym, iż w końcu mam chwile dla siebie. O kasę nie musieliśmy się martwić, bo Michał właśnie dostał awans i zaczął zarabiać porządnie w złotówkach.

Ciąża przebiegała bez problemów. Renia dużo czytała, chodziła do parku, na spokojnie wybierała rzeczy dla synka.

Michał nie pozwolił mi niczego kupić przed porodem. Powtarzał, iż u nas lepiej kupować wszystko już po narodzinach, pech może dopisać, jeżeli się zacznie wcześniej tłumaczyła. Siostra obiecała, iż odstąpi nam komodę i łóżeczko po swoim dziecku. Odłożyła też kilka drobiazgów. Namawiała, żebym wszystko wcześniej odebrała, wyprała i posprzątała, ale zgodnie z zasadami w naszej rodzinie mogłam tylko spakować torbę do szpitala, reszty nie wolno mi było dotykać rozkładała ręce Renia.

Kiedy zaczęły się bóle porodowe, Michała jakby olśniło. Zorientował się, ile wydatków nas czeka. Renia pojechała na porodówkę z głową pełną zmartwień, bo nie zdążyła wyjąć prania z pralki, więc wciąż leżało mokre. Dopiero po powrocie wzięła się za nie.

Dobrze, iż koleżanki podarowały nam trochę ubranek i pieluch, dzięki nim mogliśmy w ogóle przebrać dziecko. Michał biegał po całym mieście, ściągając skąd się dało wyprawkę. Przywoził jednak wszystko zakurzone, brudne, niektóre rzeczy wymagały prania i suszenia. Byłem bliski załamania nerwowego przyznaję.

Przez kilka następnych dni sprzątaliśmy mieszkanie. Od narodzin Piotrusia minęły już dwa miesiące, a ja przez cały czas nie mam chęci nikogo zapraszać.

Rodzina twierdzi, iż już pora ich odwiedzić, zorganizować niedzielny obiad, usiąść razem Tak, jasne! Już mi zaplanowali wszystko! mówię z lekkim sarkazmem.

Moja mama nie rozumie, dlaczego nie jestem szczęśliwy. Uważa, iż najwyraźniej nie przygotowaliśmy się wcześniej na dziecko. Mówi, iż wystarczyło poprosić Michała, by wniósł meble i pomógł z porządkami. I pewnie dałoby się przekonać go, aby samemu kupił coś przed porodem. Według niej o wszystko trzeba samemu zadbać po co liczyć na mężczyzn?

A Wy co sądzicie? Czy mam prawo mieć żal do najbliższych, czy może sam jestem sobie winien? Czy rzeczywiście powinienem zadbać o wszystko wcześniej? Jak Wy byście postąpili na moim miejscu?

Idź do oryginalnego materiału