Dlaczego w Norwegii rodzice boją się własnych dzieci? "Po szkole pod dom zajechały służby"

gazeta.pl 2 godzin temu
W niektórych krajach każde zgłoszenie dotyczące dobrostanu dziecka traktowane jest bardzo poważnie. W Norwegii drobna przepychanka, która jest tak naprawdę formą zabawy, może wystarczyć, by pod dom rodziny przyjechały służby, a rodzice zostali objęci kontrolą i kursami wychowawczymi.
Jedna z użytkowniczek TikToka @paulinamikulska99, farmaceutka, która pracuje i mieszka w Norwegii, opublikowała filmik, w którym dzieli się dość nietypową sytuacją. Kobieta opowiedziała historię swojego kolegi, ojca dwójki dzieci urodzonych w tym kraju. Pewnego dnia mężczyzna bawił się z jednym z chłopców, siłując się z nim i przepychając. Oczywiście nic złego się nie stało, jednak chłopiec następnego dnia opowiedział nauczycielce o całym zajściu i wspomniał, iż "tata go popycha".

REKLAMA







Zobacz wideo Media społecznościowe dla dzieci wzmagają klasizm



Efekt był natychmiastowy. Jeszcze tego samego dnia pod domem wspomnianej rodziny zjawił się Barnevernet, czyli państwowa służba ochrony dzieci. Chłopiec, którego dotyczyło zgłoszenie, został zbadany fizycznie (sprawdzono, czy nie jest głodzony, czy nie ma żadnych siniaków), a rodziców skierowano na kursy dotyczące opieki i tzw. okazywania dzieciom miłości.






Na tym jednak nie koniec. Jak opowiada internetowa twórczyni, codziennie w domu rodziny pojawiał się asystent, który kontrolował, czy dzieci nie są bite, głodne ani psychicznie zaniedbywane. Dopiero po dwóch miesiącach chłopiec przyznał tej samej nauczycielce, iż przepychanki z tatą były formą zabawy. Jak dodaje influencerka, efekt tej sprawy był taki, iż "to rodzice doświadczyli większej traumy niż dziecko".


"Zgłosiła, iż jest bita, bo rodzice nie chcieli jej czegoś kupić"
Okazuje się, iż podobne sytuacje zdarzają się też w innych krajach. "To samo w Danii. Znam historię, gdzie dziewczynka była zła na rodziców, bo jej czegoś kupić nie chcieli i zgłosiła, iż ją biją. Przyjechali, zabrali dziecko, nie było tłumaczenia rodziców, iż to nieprawda…" - opowiada jedna z internautek w komentarzach pod filmem.
Inna osoba dodaje: "W Anglii to samo. U nas w domu była sytuacja, iż mąż trochę nakrzyczał na naszego syna. Następnego dnia syn opowiedział o tym wychowawczyni. Byliśmy wzywani do szkoły, a mąż czuł się jak przestępca" - wspomina.



Pod opublikowanym na TikToku filmem pojawił się też komentarz dotyczący wychowania dzieci w Austrii. Jak pisze jedna z czytelniczek: "Mieszkam w Austrii, znam przypadek, gdzie nastolatek wezwał numer pomocy i powiedział, iż rodzice go głodzą i się nad nim znęcają. Zadzwonił, bo powiedzieli, iż nie kupią mu nowego iPhone'a. Ile ci ludzie mieli problemów przez głupotę chłopaka. Prawie stracili pozostałą trójkę dzieci, w tym niemowlę. Niby dobrze, iż pomagają, szkoda tylko, iż najpierw dziecko odbiorą, a dopiero później pytają. Siedem tygodni próbowali go odzyskać".
Wielu internautów zauważa jednak, iż lepiej przesadzić w stronę ostrożności niż bagatelizować sygnały mogące wskazywać na zagrożenie.
A Ty jak to postrzegasz? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału