Dobrych też zostawiają: Historia Anny, trzydziestopięcioletniej Polki z dyplomem z Uniwersytetu Warszawskiego, która marzyła o idealnej rodzinie, a mimo miłości i poświęcenia została porzucona przez męża – czy współcześni polscy mężczyźni naprawdę wiedzą, czego chcą?

twojacena.pl 18 godzin temu

Z lustra patrzyła na mnie piękna trzydziestopięcioletnia kobieta o smutnych oczach. Patrzyłem na Agnieszkę i zastanawiałem się, czego tak naprawdę pragną współcześni mężczyźni. Szkoda, iż nie uczą tego na studiach. Po co w ogóle zdobywałem dyplom z wyróżnieniem?

Agnieszka od zawsze marzyła o rodzinie, kochającym mężu i dzieciach najlepiej trójce. Przed oczami miała obraz swoich rodziców wzorowej rodziny. Tak bardzo spieszyło się jej do zamążpójścia, jakby bała się przegapić własne szczęście.

Mnie, jej późniejszego męża, poznała jeszcze na studiach. Łukasz był przystojny, wysportowany, inteligentny i gwałtownie zdobywał sympatię ludzi potrafił rozkręcić każdą imprezę. Poznali się na domówce i od razu przypadli sobie do gustu. Łukasz przyjechał na studia do Wrocławia z Kielc, a Agnieszka mieszkała z rodzicami na Krzykach.

Po pół roku znajomości Łukasz poprosił Agnieszkę o rękę. Zgodziła się bez wahania. Wzięli ślub tuż po zakończeniu studiów. Mąż wydawał się ideałem troskliwy, czuły, z poczuciem humoru. Znalazł pracę jako inżynier w firmie energetycznej, a Agnieszka dostała posadę w jednym z dużych banków.

Minęło pół roku od ślubu, gdy Agnieszka dowiedziała się, iż jest w ciąży. Łukasza to nie ucieszyło.

Agnieszko, jak to się stało? Przecież mówiłaś, iż wszystko masz pod kontrolą!

Łukasz, sama nie wiem, jak do tego doszło odpowiedziała cicho, zdezorientowana niezadowoleniem męża. Ale czy to naprawdę takie ważne? I tak planowaliśmy dziecko. Może tak miało być, to nasz los.

Nie opowiadaj głupot! To nie przeznaczenie, tylko brak rozwagi. Dopiero co zaczęliśmy pracę. Teraz trzeba się skupić na karierze, a nie na przewijaniu pieluch.

Agnieszka ledwo powstrzymywała łzy. Spodziewała się zupełnie innej reakcji.

Aga, powiedział wtedy delikatnie Łukasz, obejmując ją za ramiona. Może zaczekamy Po co się spieszyć, jeszcze zdążymy

Patrzyła na niego osłupiała.

choćby o tym nie myśl! jeżeli nie chcesz nie będę cię zmuszać. Zdecyduj sam.

Agnieszka wybiegła z mieszkania. Przez długi czas błąkała się po wrocławskich ulicach, próbując dojść do siebie. Jej marzenie o dużej, szczęśliwej rodzinie zaczynało się rozpadać na kawałki.

Nie rozmawialiśmy z Agnieszką przez kilka dni. Ostatecznie Łukasz przeprosił żonę, mówiąc, iż wszystko przemyślał i cieszy się, iż zostanie ojcem. Agnieszka promieniała ze szczęścia. Osiem miesięcy później przyszedł na świat syn, Tomek.

Agnieszka była szczęśliwa jako matka. Z przyjemnością zajmowała się synkiem, dbała o dom, gotowała Łukaszowi ulubione potrawy. Gdy Tomek skończył trzy lata, Agnieszka wróciła do pracy, a syn poszedł do przedszkola.

Żona cieszyła się życiem była przekonana, iż jest najszczęśliwszą kobietą na świecie. Nasi przyjaciele również zauważali udane życie naszej rodziny. Często zapraszaliśmy znajomych ze studiów z rodzinami do naszego mieszkania. I to podczas jednego takiego spotkania Agnieszka usłyszała rozmowę Łukasza ze znajomymi.

Łukasz, masz naprawdę szczęście do żony! Ładna, mądra, pracuje, w domu zawsze porządek, gotuje tak, iż palce lizać.

Prawda przytaknął drugi kolega. Moja to tylko potrafi ode mnie wyciągać pieniądze i ciągle się czepia.

Wiesz jak jest rozłożył ręce Łukasz. Ja też niczego sobie, to i żonę mam super zażartował.

Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Ale ja pamiętam, iż żony kolegów miały zupełnie inne zdanie i często dzieliły się swoimi myślami z Agnieszką.

Patrząc dziś na to wszystko, widzę, iż choćby dobrzy ludzie często są zostawiani. Często nie chodzi o winę, ale o niespełnione oczekiwania, różnice w podejściu do życia, o które nikt nas nie nauczył rozmawiać. Zrozumiałem, iż szczęście w małżeństwie to nie tylko dobra wola i marzenia, ale codzienna praca i dialog. Tego nie nauczyła mnie ani szkoła, ani uczelnia tylko samo życie.

Idź do oryginalnego materiału