Dodatek

twojacena.pl 1 dzień temu

Dodek

Halina, no ale ona jest z dodatkiem! Tobie to nie przeszkadza? Danuta, opierając się łokciem o płot, uśmiechnęła się krzywo do sąsiadki. Chłop jak się patrzy, nie krzywy, nie łysy, a takie coś sobie znalazł? Przecież dziewczyn tu masa, to po co mu taka?

Halina westchnęła ciężko. Przed sobą nie chciała przyznać, iż wybór syna ją boli. A od takiej, jak Danuta, słuchać to było podwójnie przykro.

A nam dzieci w domu zawsze na radość, Danusia! Rozumiesz? Co jej niby brakuje? Młoda, ładna, spokojna, porządna. To wiem! Że ma dziecko? No i co z tego? Dziecko z małżeństwa, nie jakieś tam przygodne. A iż wdowa? Pod opieką Boga wszyscy jesteśmy. Wychowamy, wykształcimy będę mieć drugiego wnuka! I nie ma co jęzor strzępić po próżnicy!

Halina zacisnęła usta i przegoniła kota, który szedł z płotu w jej kierunku.

Znowu się łazi! Już trzy kurczęta mi wyniósł, Danusiu. Pilnuj tego swojego ogona, bo spuszczę Atosa i będzie po sprawie.

Strasz mi, strasz! Danuta odsunęła zezowatego dachowca. Jeszcze zobaczymy, kto kogo pogoni! Zamknę łobuza. W zeszłym roku też mi kurczaki ganiał. Gdyby nie to, iż świetnie łapie szczury, już dawno by go nie było. A co poradzisz na naturę?

Niech swoją naturę trzyma za zamkniętymi drzwiami!

Halina, przypomniało mi się! Słoiki! Dżem pewnie już gotowy.

Ty tu gadasz, a kto dżem robi?

Ola. Przyjechała wczoraj pomóc w ogrodzie.

Przecież ona chyba w ciąży?

No właśnie wszystko w ogrodzie, a ona woli gotować. Nie da się zagonic do łóżka. Nie synowa, a złoto!

To co ją chwalisz, a przed nią ślęczysz?

Dla zachowania porządku! znów się Danuta uśmiechnęła. Jak ty zostaniesz teściową, weź ze mnie przykład. Będziesz zbyt miła to ci wejdą na głowę i nogi spuszczą!

Poradzę sobie! Halina machnęła ręką. Dawać ci te słoiki, czy masz swoje? Czas do roboty, nie na pogaduchy.

Gdy wyprowadziła sąsiadkę, wróciła do zagniatania ciasta. Jutro miał przyjechać Radek z narzeczoną, takim oto dodatkiem. Halina przestała ugniatać ciasto, zastygła przy stole patrząc przez okno. Co będzie

Pola znała tylko ze słyszenia, parę razy widziała ją z daleka, będąc u siostry w sąsiedniej wsi. Dziewczyna jak dziewczyna. Wysoka, jasnowłosa, duże oczy. Po ślubie była, dziecko ma chłopca, trzy lata. Los Pole nie oszczędził. Rodziców straciła mając parę lat, wychowywali ją dziadkowie. Dali radę, wykształcili, wyswatali. Tyle się jej nażyć udało, a zaraz potem mąż w wypadku zginął. Została wdową z dzieckiem i ledwo sobie radziła. Serce Haliny bolało o syna. Odkąd męża zabrakło, Radek był jej oparciem i całą rodziną. Cieszyła się, iż jest przy niej, i martwiła, bo już wiek na rodzinę, a on wciąż zwleka. Pytana żartował, iż czeka na wielką miłość. I niespodziewanie oświadczył, iż znalazł… Polę.

Zaraz pobiegła do siostry Teresy. Musiała się dowiedzieć, co za jedna.

Czego tak z łóżka zeskoczyłaś?

No co za dziewczyna? Przyprowadzi, a potem co?

Przyprowadzi, na trochę i tyle.

Jak to na trochę? nie dowierzała Halina.

Nie wiedziałaś, iż dom po dziadku na Radka zapisany? Trochę stary, ale działka porządna. Zbudują sobie na nowo.

Myśli Haliny latały, nie wiedziała co gorsze. Syn odejdzie, a ona? Co z tego, iż to dwa przystanki, autobus kursuje. Różnica jednak, gdy codziennie przychodzi, w obejściu pomoże. Inną rzeczą mieszkać osobno. Co święto, to wizyta…

Zmarkotniałaś? Nie cieszysz się? Teresa przysiadła przy Halinie. Czas Radka już puścić. Wyrośnięty jest. Musi mieć swój dom, swoją rodzinę.

Wszystko racja. Ale boję się. Jak im nie wyjdzie? A dziecko jeszcze…

Powiem ci coś, Halinka. Dziewczyn dużo, ale o takiej dobrej opinii nie usłyszysz, jak o Poli.

Właśnie to mnie przeraża. Za dobra…

To już nie dogodzisz! Zła, to źle, dobra, też źle! Teresa już się zirytowała. Najważniejsze, żeby swoim szczęściem żyli. A ty żadnego błędu nie rób, Halina. Bo na stracie syna się skończy!

Jakiego błędu?

Nie zaakceptujesz jej Radka stracisz. Widziałam jego spojrzenie. Kocha ją.

Halina słuchała i ten ścisk w piersi nie znikał. Kombinowała, próbowała zrozumieć. W końcu chwyciła się, wyprostowała i wróciła do ciasta. Teraz nie o to chodzi, by pokazać, iż zła na całą sytuację. Trzeba się postarać, by narzeczona nie poczuła się niechciana. Lida ma rację pożyjemy zobaczymy.

Na dużym półmisku układała maleńkie, równe paszteciki, takie, jakie lubił jej Stefan. Pamiętała jego śmiech, gdy ją całował w dłoń i przekomarzał się o te nasionka. Zabrakło jej go bardzo. Poradziłby, pogłaskał, uspokoił.

Noc zarwała, nie mogła spać czekając na jutro…

Pola stała za plecami Radka, nieśmiało patrząc w stronę przyszłej teściowej. Mały Staś kręcił się jej w ramionach, wszystko go ciekawiło. Duży pies siedział przy budzie. Nie szczekał, a to nieliche dziwy! Kotek przechodził się po podwórku, ogonem kręcąc. Staś ruszył za nim.

Daj mu pobiegać. Atosa zamknę zawołała Halina, zerkając na narzeczoną syna.

Jaka to dziewczyna, Boże drogi? Chuda, blada, aż niewiarygodne, iż taki zuch syn na rękach. Coś się w sercu Haliny poruszyło, jak widziała Stasia. Chłopiec podbiega pod jej nogi i pyta:

A gdzie poszedł kot?

Jaki kot? zaniepokoiła się Halina. Przecież nie mam kota, gdzie widziałeś?

Staś wskazał w stronę stodoły, a Halina jęknęła.

Chodź złapiemy, bo znowu kurczęta rozgoni!

Ganiali za kocurem, aż w końcu pod kurnikiem udało się go odgonić. Staś śmiał się w głos, Halina uśmiechnęła się mimo woli. Chłopaczek szybki i serdeczny. Podała mu kurczaczka, a on tylko pogładził za mały!.

Po paru minutach siedział już u niej na kolanach, wcinał paszteciki. Chwyciła Polę na spojrzeniu skierowanym na Radka i uśmiechnęła się:

Dobry chłopak, Pola! Bystry, je jak trzeba marzenie każdej babci.

Gdy Pola cicho odetchnęła z ulgą, Halina poczuła, iż ów ścisk w piersi zniknął. Nie całkiem, został lęk o syna, ale już lżejszy.

Radek żartował przy obiedzie o weselu, Pola milczała. Gdy Radek wszedł na moment do drugiego pokoju, Halina spytała:

Czemu tak siedzisz cicho, dziewczyno?

A co ja mam mówić? Pola zerknęła na Halinę. Powiedziałam już Radkowi, iż nie chcę hucznego wesela. Lepiej po cichu.

A on?

Mówi, iż tak nie wypada. Rodzina czeka.

Co racja, to racja. Ale swoje też powinnaś powiedzieć. Skąd ten strach?

Pola uniosła szare oczy na Halinę, zamyśliła się.

Boję się. Szczęście ciszę lubi. Raz miałam wesele radosne i…

Nie bój się, Pola. Zasłużyłaś jeszcze na szczęście. Każdemu pisane co innego i cierpień, i radości. Przyjmuj, co los niesie zawsze z wdzięcznością.

Bałam się oceny…

Mojej? A za co?

Bo mogę uchodzić za niewdzięcznicę. Taki chłopak, a tu wdowa z dzieckiem…

Staś zaczął się wiercić, Halina postawiła go na ziemię.

Kim jestem? spytał. Te same szare oczy.

Twoja babcia już teraz, Staś. Mów mi babcia Halina.

Dobrze! odrzekł poważnie.

Wesele odbyło się jednak po myśli Radka. Plotki krążyły, ale Halina gromiła każdego, kto chciał coś rzucić. Przez prawie rok młodzi z Haliną pod jednym dachem żyli. Kłopotliwy ścisk i wątpliwości znikły. Patrząc, jak Pola jest wobec Radka, Halina zrozumiała, iż czas odpuścić nadmierne zamartwianie się synem. Nie było łatwo, czasem jeszcze coś jej się nie podobało, ale Pola łagodziła wszystko nie odpowiadała obrażaniem, nie prowokowała, tylko rozbrajała spory.

Czemu tak milczysz, Pola? Powinnaś czasem popłakać, powiedzieć! Może byś odpoczęła od Haliny doradzała Danuta, wyganiając krowę z podwórka.

Gdzie tam! Zaczną się kłócić, matka z synem? Świetna rada, Danusia!

Jesteś dumna, Polka! To cię zgubi!

Lepiej swój rozum trzymać niż cudzych słuchać skwitowała Pola.

Dom, który Radek zaczął budować po ślubie, był gotów po roku. Pola i Radek zamieszkali u siebie. Nowe obowiązki, praca czas gnał. Gdy zorientowała się, iż coś jest nie tak, poszła do lekarza.

W ciąży? zdziwiła się.

Owszem. Dziecko niechciane?

Jak pani mówi! Upragnione, tylko… pierwszy raz zupełnie inaczej było.

Problemy są, ale damy radę. Proszę się położyć do szpitala.

Halina przyjechała od razu, pomóc przy Stasiu. Pola otwierając drzwi prawie odsunęła się w bok.

Co ci? zapytała Halina nie rozumiejąc.

Wyglądałaś na złą… Myślałam, iż jesteś obrażona.

Halina aż popatrzyła w zdumieniu. Ta Danuta! Zepsuła jej humor, zacukała cały poranek.

Sama nie wiem. W autobusie dwie kobiety się pokłóciły. Co ludzie przez kłótnię zyskują…?

Pola wiedziała, iż Halina nie umie kłamać. Ale skoro ją pociesza, to nie na nią jest zła.

Pakuj się i już!

Pakuję, ale aż mi żal szpitala…

Musisz, Pola. Dla dziecka.

Radek odwiózł żonę do szpitala, rozpoczął się czas czekania. Mijały dni, lekarze mówili: już niedługo do domu.

Tymczasem Halina zajęła się Stasiem. Rano chłopiec bawił się na podwórku, a ona gotowała na powrót Poli. Zerknęła przez okno Staś coś budował z piasku. Odwróciła się dosłownie na chwilę, odlała kompot, znowu patrzy Stasia nie ma!

Wyszła na ganek, rozgląda się, a chłopca nigdzie. Przestraszona, wybiegła na ulicę. Brama otwarta. Rozpaczliwie szukała wzrokiem dziecka…

Staś odgłosy z ulicy usłyszał i wybiegł sprawdzić, co się dzieje. Starsi chłopcy znęcali się nad małym biało-czarnym szczeniakiem.

Puśćcie go! Boli go! Staś próbował siłą, ale starsi tylko się śmiali.

Gdy kobieta z ulicy przepędziła chłopaków, Staś przytulił szczeniaka do siebie.

Ty też go krzywdzisz? spytała kobieta.

Nigdy! On jeszcze maleńki…

Ruszyła dalej, a Staś został sam. Jak się zgubisz, stań i czekaj przypomniał sobie słowa mamy. Siadł przy cudzej furtce na ławeczce, czekając na odnalezienie.

Nie wiedział, iż odszedł bardzo daleko, a Halina szuka go tylko po okolicy.

Gdy Radek wrócił samochodem, zobaczył otwartą bramę i domyślił się, iż coś się stało. Pola leżała jeszcze w aucie, zmęczona podróżą.

Chyba z matką poszli do sklepu. Zaraz przyjdą rzucił, spokojnie prowadząc Polę do łóżka.

Halina zobaczyła Radka na sąsiedniej ulicy.

Synku! Stasia nie ma, szukam! zdyszana, ze łzami w oczach.

Spokojnie, mamo! Gdzie go szukałaś?

Tu, niedaleko. Przecież daleko się nie zapędził

Może? Przejdź jeszcze raz po sąsiednich, ja pójdę dalej. Do domu nie wracaj, Pola nie może się denerwować!

Przez godzinę szukali. W końcu Radek odnalazł syna śpiącego na ławce, tulącego szczeniaka.

Dobry z ciebie będzie stróż pochwalił psa. Staś, budź się!

Tato… Siedziałem tu, jak mnie uczyliście.

I dobrze. Dlatego cię znalazłem. A kto to? Na Atosa podobny.

Możemy go zabrać?

Oczywiście. Dom bez psa, to nie dom!

W drodze powrotnej Halina, widząc wnuka, opadła z sił. Przytuliła mocno.

Tak się bałam… więcej nie rób mi takich numerów!

Nie chcę, babciu, przepraszam!

Halina płakała ze wzruszenia. Komu jest bardziej obcy? Ten chłopiec był przecież jej równie bliski jak własna krew.

Pola gwałtownie się dowiedziała o wszystkim, choć Staś nie zdradził, by nie martwić mamy. Wieczorem razem z babcią i tatą myli nowego psa. Śmiali się i pieszczotliwie się przytulali.

Tęskniłem! rzucił Staś.

Ja też, kochany.

Córeczka Poli i Radka urodziła się dokładnie w terminie. Mała, przebojowa dziewuszka dostała imię Halinka, na cześć babci. Halina rozkwitła ze szczęścia, jeździła do nich do wiejskiego domku, kiedy tylko mogła. Bała się, iż Pola nie powierzy jej dzieci, ale synowa nigdy nie miała za złe za żadną wpadkę.

Przecież u mnie też by poszedł… Staś kocha każde żywe stworzenie. choćby biedronkę przenosił na trawę, żeby jej nie rozdeptać.

Serce dobre i to najważniejsze!

Nie doradzała, tylko pomagała, gdzie ręce potrzebne. Pola z wdzięcznością to przyjmowała, a w Halinie rosła siła.

Widząc, jak Staś rzuca się jej w ramiona, jak Pola rozkwita, przekazując jej córkę do przytulania, Halina czuła, iż wszystko robi dobrze.

Co, znów do wnuczki? Danuta znowu przy furtce, patrzy jak Halina zamyka swoją. Rozpieszczasz ich!

Do wnuków, Danusiu. Mam dwójkę.

Tylko jedno z ciebie…

Dwoje, Danusiu. Dwoje z mojego serca. I wnuczka, i wnuczek. Ale co ty możesz zrozumieć? wsunęła klucz do torebki. Chcesz, powiem ci sekret? Tak często ludziom tłumaczysz, jak mają żyć…

No, zaskocz mnie.

Miłość, Danusia, jest na wzajemność. Myślisz, iż to wstyd czasem się postarać, żeby cię kochano? Ja wiem, iż mnie kochają i dzieci, i wnuki. A ciebie?

Szanują mnie!

I to dobrze. Ale myślę, iż jednak miłość jest lepsza. A, już muszę biec, bo autobus za chwilę odjedzie, a mnie czekają!

Bo w życiu najważniejsze, by nie zamykać swojego serca otwarta dłoń znajdzie drugą dłoń, a dobro wraca do tego, kto nim dzieli się ze szczerością.

Idź do oryginalnego materiału