W samym centrum Bielska-Białej, w jasnym mieszkaniu w starej kamienicy, Ania stworzyła dom dla siebie, siedmioletniej Marysi, trzyletniej Heleny i psa Haru. Są tu świetliki, sztuka, meble z historią i dziecięce pokoje, w których można bezkarnie rysować, naklejać i być sobą. Z Anią rozmawiamy o łączeniu starego z nowym, codzienności z dwiema córkami i spełnionym marzeniu o własnej cukierni.

Ładne Bebe: Kto mieszka w Waszym domu?
Ania: Mieszkam tutaj z moimi córkami: siedmioletnią Marysią i trzyletnią Heleną, oraz z naszym psem Haru.
Co było dla ciebie najważniejsze podczas urządzania tego mieszkania?
Zależało mi na zachowaniu oryginalnego klimatu kamienicy i na tym, żeby mieszkanie pasowało do budynku. Starałam się zachować wszystkie świetliki, mamy dużo przeszkleń w drzwiach i nad nimi. Są choćby w łazience i to chyba mój ulubiony element tego wnętrza.
Jako architektka jestem dumna z tego, iż udało mi się połączyć charakter starej kamienicy z nowym mieszkaniem. Ta spójność była dla mnie najważniejsza.



W mieszkaniu ważne miejsce zajmuje również sztuka.
Ania: Kocham sztukę, dlatego w salonie znajduje się kilka prac, które są dla mnie szczególnie ważne. Mam fotografie Karola Pałki, który fotografuje między innymi stare ośrodki i opuszczone wnętrza, oraz fotografię Tadeusza Rolke. Są też obrazy różnych artystów.
Jedną z prac kupiłam od Krzysia Mężyka. W wyborze pomagał mi przyjaciel, który kolekcjonuje sztukę. Mam także obraz Anastasii Rydlevskiej, białoruskiej artystki malującej bardzo symboliczne prace. Kupiłam go z myślą o Marysi – chciałabym, żeby w przyszłości należał do niej. Jest tu też portret Moniki Misztal. Bardzo lubię jej sposób malowania, również palcami.
Łączysz tu sztukę współczesną z meblami znalezionymi na targach staroci.
Bardzo lubię zestawiać stare meble i dodatki z nowymi przedmiotami. Krzesła nie są nowe – znalazłam je u pana z Krakowa, który sprzedaje piękne rzeczy vintage. Od niego pochodzi też stół, w którym wymieniłam drewniany blat na kamienny, oraz stoliki kawowe przywiezione z Włoch. Połączyłam je z nowym dywanem i regałem. Wydaje mi się, iż właśnie dzięki takim zestawieniom mieszkanie zyskuje klimat i staje się przytulne.


Jak wygląda codzienność waszej rodziny w tym mieszkaniu?
Bardzo lubię to, iż mieszkanie jest duże, jasne i dobrze nasłonecznione. Udało mi się stworzyć dwa osobne pokoje dla dziewczyn, żeby w przyszłości każda z nich mogła mieć własną przestrzeń. Mamy też dwie łazienki, a przy dwóch córkach osobna łazienka dla nich bardzo się przydaje. Chciałam stworzyć dom, w którym dziewczyny będą dobrze się czuły. Jest tu przytulnie i domowo, ale każda z nich ma też miejsce, w którym może się schować, kiedy potrzebuje pobyć sama.



Czy udało ci się pogodzić estetyczne wnętrze z życiem z małymi dziećmi?
Życie z małymi dziećmi oznacza ciągły chaos i bałagan. Staram się więc organizować mieszkanie tak, żeby dziewczyny miały miejsca, w których mogą swobodnie rysować, naklejać i bawić się bez obawy, iż coś zniszczą.

Podzieliłam mieszkanie na strefy. Pokoje dzieci i ich łazienka znajdują się w jednej części, a salon i moja sypialnia, w drugiej. Dzięki temu zabawki zwykle zostają w pokojach dziewczyn. Chyba mają po prostu za daleko, żeby przenosić je do salonu.



Gdzie spędzacie razem najwięcej czasu?
Oczywiście w pokojach dziewczyn. Jeden jest większy i pełen zabawek, drugi trochę mniejszy. Czasem, kiedy się na siebie obrażą, każda może bawić się osobno.


Bardzo istotny jest dla nas też kąt w kuchni. Początkowo znajdowała się tam spiżarnia z drzwiami, ale bardzo chciałam mieć kuchenną ławę. To ogromne ułatwienie. Kiedy przygotowuję dziewczynom śniadanie albo obiad, mogę mieć je na oku, rozmawiać z nimi i jednocześnie zajmować się resztą rzeczy.


To miejsce sprawdza się również wtedy, kiedy przychodzą przyjaciele. Każdy ma gdzie usiąść, a ja mogę przygotowywać jedzenie i przez cały czas uczestniczyć w rozmowie.


A w którym miejscu Ty najlepiej się czujesz?
Najbardziej lubię salon. To mieszkanie ma taką energię, iż naprawdę chce mi się do niego wracać. W poprzednich mieszkaniach wolałam jak najwięcej czasu spędzać poza domem. Wracałam na kolację, bawiłam się z dziećmi, a później chętniej szłam do łóżka niż do salonu.
Tutaj jest inaczej. Lubię wrócić, usiąść w salonie, a kiedy dziewczyny zasną, przeczytać książkę albo obejrzeć dobry film, również stare kino. Czasami oczywiście po prostu zasypiam razem z nimi. Wtedy przynajmniej rano jestem wyspana.



Mieszkanie znajduje się w samym centrum Bielska-Białej. Co daje wam ta lokalizacja?
Jesteśmy blisko wszystkich ważnych miejsc. Ja mam niedaleko do pracy, do Cremino, a dzieci do szkoły i przedszkola. Z balkonu widać ratusz, niedaleko mamy bielski rynek, plac Wojska Polskiego, Cavatinę, parki i place zabaw. Prawie wszędzie docieramy pieszo w pięć lub dziesięć minut.
W weekendy chodzimy na spacery, czasem zaglądamy na targ niedaleko rynku. Dziewczyny lubią pobliski plac zabaw, ale chętnie spędzamy też czas w domu: układamy puzzle, budujemy z klocków i malujemy. Marysia ma artystyczną duszę, dlatego nie brakuje u nas występów i odgrywania różnych ról.


Mieszkacie w mieście, ale góry macie adekwatnie na wyciągnięcie ręki.
To jedna z największych zalet Bielska. Możemy pojechać do lasu na spacer z psem, a w okresie zbieramy z Marysią grzyby. Niedawno zaczęłam też jeździć na rowerze. W okolicy jest mnóstwo świetnych tras – nie tylko górskich, ale także szosowych i gravelowych. Jedynym minusem mieszkania w kamienicy jest brak ogrodu. Mamy tylko balkon, dlatego w bardzo ciepłe dni odwiedzamy przyjaciół albo dziadków, którzy mają ogród. Świeże powietrze i basenik potrafią uratować lato z dziećmi.



Prowadzisz cukiernię i lodziarnię Cremino. Skąd wzięła się jej nazwa?
Nazwa pochodzi jeszcze z czasów, kiedy byłam modelką i mieszkałam w Mediolanie. Spróbowałam tam lodów cremino i od razu stały się moim ulubionym smakiem. Wtedy pojawiło się marzenie o własnej cukierni. Zawsze kochałam piec i wiedziałam, iż jeżeli kiedyś otworzę swoje miejsce, będzie nazywało się właśnie Cremino. Dzieci są oczywiście bardzo szczęśliwe, iż ich mama prowadzi cukiernię i lodziarnię.


Czym jest dla ciebie dom?
Miejscem, do którego chce się wracać. Takim, w którym możemy być razem, ale każda z nas ma też własną przestrzeń. Dom nie musi być zawsze idealnie posprzątany. Czasami wolę spędzić czas z dziewczynami, położyć je spać i sama się wyspać, niż wieczorem walczyć z bałaganem. Wszystko trzeba jakoś połączyć, żeby było fajnie.












