O humorze, dziecięcej wyobraźni i mocy zabawy słowem opowiada Agata Komosa-Styczeń, autorka zabawnych książek dla dzieci oraz… reportaży dla dorosłych.
Co by było, gdyby skarpetki miały własne przygody, czapki opowiadały historie, a sylaby potrafiły czkać i znikać z książek? W świecie Agaty Komosy-Styczeń literatura dla najmłodszych wyrasta z codzienności – z rzeczy, które dzieci dobrze znają i które nagle zaczynają mówić własnym głosem. Autorka serii „Ody do garderoby” i „Sylabozaur i Bajo Jajo. Czytam sylabami” pokazuje, iż czytanie może być zabawą, a śmiech jest jednym z najlepszych nauczycieli. Rozmawiamy o poezji ukrytej w zwykłych przedmiotach, o wychowywaniu dziecka w skandynawskiej rzeczywistości, o rodzicielstwie bliskości i o tym, dlaczego dzieci najlepiej uczą się wtedy, gdy świat liter i słów naprawdę je bawi.
O dzieciństwie i codzienności
W Twoich książkach bardzo wyraźnie odczuwa się czułość wobec codzienności – skarpetek, czapek, drobiazgów z życia dziecka. Skąd wzięła się ta „poezja zwykłych rzeczy”?
Wydaje mi się, iż dzieciństwo i poezja mają co najmniej jedną wspólną cechę. Nakładają na nasze postrzeganie świata filtr, który sprawia, iż codzienność staje się niezwykła. Kiedy dorosłam, trochę straciłam umiejętność patrzenia na przedmioty codziennego użytku w wyjątkowy sposób. Te supermocne wróciły, gdy zostałam mamą. Nie same z siebie, ale dzięki mojej córce, która właśnie w skarpetkach, patykach, kamykach potrafiła wyczytać niecodzienne historie. I dzięki niej sama dostałam bilet powrotny do swojego dzieciństwa i patrzenia przez czarodziejskie szkiełko.
Czy uważasz, iż dzieci widzą świat bardziej poetycko niż dorośli?
Nie wiem, czy poetycko – widzą je po swojemu. Chociaż jakby się głębiej zastanowić, to być może jest to jednoznaczne. Im bardziej pozwolimy maluchom na własną perspektywę, nie będziemy jej korygować lub narzucać swojej, tym bardziej wyjątkowe, a przez to poetyckie będzie ich postrzeganie świata. Przecież rzeczywistość dorosłych to nie jest coś, co kolektywnie wytwarzamy, gdy osiągniemy pełnoletniość. To jakaś wizja świata, na którą się wspólnie umawiamy, a często musimy iść na kompromisy, by się do niej dostosować. A ja uwielbiam bezkompromisowe dziecięce opowieści i bardzo mnie one inspirują.
Czy uważasz, iż kontakt z wierszami od najmłodszych lat ma wpływ na rozwój wyobraźni i wrażliwości na język u dziecka?
Jest oczywiście cała masa badań, które potwierdzają, iż wiersze czytane od najmłodszych lat są znakomitym motorem rozwojowym. Poszerzają słownictwo, uczą rytmu, zabawy słowem, a także budują bliskość między dzieckiem i opiekunem. I mimo tego iż wiersze wydają się w dzisiejszych czasach mało praktyczne i kojarzą się z rozmarzonymi lekkoduchami, mam wrażenie, iż potrzebujemy ich bardziej niż zwykle. Jest coś nieopisanie przyjemnego w byciu porwanym przez wiersz – jego treść, brzmienie czy sens. To brzmi bardzo górnolotnie, ale przyjemność w nawiązaniu porozumienia poprzez poezję – czy to między autorem a czytelniczką, czy czytającą i słuchającą – jest dla mnie jak dotknięcie takiego świetlistego punktu. Pobudza nie tylko wyobraźnię, ale także empatię – chyba zasłużenie uznaną za najważniejszą kompetencję współczesnych czasów.
Wychowujesz dziecko w kraju skandynawskim. Czy tamtejsze podejście do dzieciństwa i edukacji wpłynęło na Twój sposób myślenia o książkach dla najmłodszych?
Tak. Duńskie podejście do dzieci jest bardzo demokratyczne i partnerskie. Pełne szacunku. Widzę, iż dzieci, które są szanowane, których zdanie jest brane pod uwagę i które mogą być sobą, stają się wspaniałymi uczestnikami dyskusji i towarzyszami dnia codziennego. Dlatego dużo bliżej mi do książek dających zwykłą przyjemność czytania, a niekoniecznie istotny morał.
O rodzicielstwie bliskości
W wielu Twoich tekstach widać uważność na emocje dziecka i jego sposób przeżywania świata. Czy bliska jest Ci idea rodzicielstwa bliskości?
Trudno mi sobie wyobrazić inne rodzicielstwo – bo bliskość, solidna bezpieczna więź, jest moim zdaniem podstawą relacji dziecka z rodzicami. Jednocześnie daleko mi do helikopterowego stylu wychowania, nadopiekuńczości. Podkreślam to, bo rodzicielstwo bliskości czasami bywa błędnie interpretowane. Wierzę, iż dzieci są kompetentne na wielu poziomach, iż potrafią być samodzielne w wielu sprawach i iż bliskość, danie przestrzeni na wyrażanie własnych emocji i nazywanie ich w przyszłości przekształci się w fajną relację dwóch w pełni niezależnych osób. A nie toksyczną więź opartą na zależnościach.
Uważasz, iż czytanie dla najmłodszych może być narzędziem budowania relacji między rodzicem a dzieckiem?
Wspólne czytanie to, moim zdaniem, jedna z najbardziej intymnych sytuacji. Jest znakomitym sposobem na budowanie więzi na wielu poziomach – dzięki kontaktowi fizycznemu, wspólnemu przeżywaniu fabuły, a potem rozmawianiu o przygodach bohaterów. Książki otwierają dzieci na różne tematy, pozwalają mentalizować, nazywać emocje i różne sytuacje, odnaleźć siebie w perypetiach bohaterów. Dzięki temu wspierają w codzienności i dla rodzica mogą być kluczem, który otworzy nasze dziecko na to, by opowiedziało o swoich problemach, radościach, lękach czy kompleksach. I tak między innymi tworzy się solidną więź.
O humorze
W Twoich książkach humor jest bardzo istotny – często absurdalny i lekko przewrotny. Dlaczego śmiech jest tak istotny w dziecięcej literaturze?
To dość banalne – uważam, iż książki dla dzieci mają być fajne. Mają dawać euforia i nie ma dla mnie większego komplementu niż moja córka zaśmiewająca się z jakiegoś fragmentu, który napisałam. pozostało jeden aspekt: sama jako czytelniczka uwielbiam takie książki dla dzieci, które puszczają też oko do dorosłych. Jak już piłujemy jedną pozycję bez przerwy, to sama też chcę mieć z tego radochę.

Jak znaleźć granicę między humorem, absurdem i nonsensem, żeby wiersz przez cały czas był zrozumiały dla najmłodszych?
Nie wiem! Mam nadzieję, iż mi się to udaje, ale nie mam pewności. Staram się przede wszystkim nie spinać, nie myśleć o wierszu jak o wizytówce siebie samej. W takim wypadku głupio byłoby mi pisać o bekach, pierdach i całej masie absurdów, które jednak tak bardzo fascynują dzieciaki. Dlatego jakoś zapominam o żenadzie i o tym, co wypada. Kiedy siadam do klawiatury, bardzo pilnuję się, żeby się nie nadymać, ale używać prostych słów, prostych – co wcale nie znaczy, iż banalnych – metafor. Skomplikowane kwestie wcale nie wymagają ekwilibrystyki słownej. Ale szczerości – a tę dzieci wyczuwają od razu – tak samo jak fałsz. I znakomicie rozumieją.
O Sylabozaurze i Bajo Jaju
Sylabozaur i Bajo Jajo to bohaterowie bardzo nieoczywiści i niezwykle zabawni. Skąd wzięła się ta para?
Zastanawiałam się nad najdziwniejszym możliwym duetem. Smok to oczywisty wybór – dzieciaki uwielbiają smoki i dinozaury. Ale jajo? Inspiracją stał się brytyjski Humpty Dumpty – ikona literatury dziecięcej. Chciałam, by smok, mimo iż silny i potężny, był jednak bardziej nieporadny niż kruche Bajo Jajo. I to absurdalne zestawienie nadało książkom ich ton. Bohaterowie wzięli mnie za rękę i poprowadzili – no bo przecież wiadomo, iż przygody jaja i dinozaura muszą być komiczne.
Czy ich humor i absurd pomagają dzieciom oswoić naukę czytania? Czy zgadzasz się, iż śmiech wspiera proces nauki?
Dzieci, które czują się zrelaksowane, zadowolone i szczęśliwe, łatwiej przyswajają wiadomości. To udowodnione naukowo. Uważam, iż przyswajanie liter, zaśmiewając się przy bekającym smoku, koniec końców będzie dużo bardziej efektywne niż kucie alfabetu w ciszy i napięciu.
O procesie twórczym
Jak wygląda Twój proces twórczy – zaczynasz od obrazu, rytmu zdania czy pomysłu na bohaterów?
Zawsze od bohaterów. I najpierw od ich drobnych cech, które potem składają mi się w jakiś konkretny charakter. Nie myślę o nich jako o osobach, które są „jakieś”. Najpierw klarują mi się ich zwyczaje, wady, jakieś wyjątkowe cechy charakteru, a dopiero później powstaje pełna osobowość. I jak już mam takie postaci, to fabuła lub wiersz piszą się prawie same.
Czy pisząc dla dzieci, słuchasz rytmu języka bardziej niż w przypadku literatury dla dorosłych?
Tak. Rytm, zwłaszcza w wierszach, jest kluczowy. Czasami nie mogę spać, gdy mam jakiś fantastyczny fragment, ale nie pasuje mi rytmicznie do całości. To rujnuje mi cały pomysł na wiersz! W reportażach dla dorosłych zdania mają mi dobrze brzmieć, ale to dobre brzmienie oznacza zupełnie coś innego niż w literaturze dla dzieci.
O książkach Agaty piszemy na Ładne Bebe

O autorce:
Agata Komosa-Styczeń urodzona w 1986 roku jest absolwentką polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Przez 15 lat pracowała w polskich mediach – współtworzyła portal naTemat, którego była redaktorką naczelną. Zarządzała serwisem internetowym radia TOK Fm i była redaktorką naczelną redakcji newsowej w Wirtualnej Polsce. Jest autorką książki „Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie”(2021) i „Wyspy niechcianych kobiet”(2025). Pisze wiersze i książki dla dzieci – wydała ich już ponad 20 (seria „Bibi i Bąbel na tropie Zmorka”, cztery tomy wierszy w seriach „Annanasy i Gagatki” oraz „Wiersze bliskościowe” „Księga świątecznych radości” – przetłumaczona także na węgierski, seria „Ściółka i spółka” oraz „Legendy o dzielnych księżniczkach i sprytnych rycerzach”. Tłumaczy z angielskiego literaturę dziecięcą. Współpracuje z Kukbukiem i magazynem Ładne Bebe. Publikowała w Wysokich Obcasach. Jest absolwentką klasy śródziemnomorskiej liceum Stefana Batorego i płynnie porozumiewa się po włosku i francusku. Dlatego nigdy nie przypuszczała, iż po młodości spędzonej na nauce języków romańskich osiądzie w Danii – w której mieszka od trzech lat – i przyjdzie jej jeszcze uczyć się duńskiego.








