Dowcipna historyjka

twojacena.pl 5 godzin temu

Dziennik Ani, 15 listopada

Ania! Anka! Daj odpisać!

Szept Leny przeleciał przez całą klasę i pani Marzena oderwała się od dziennika, który wypełniała.

Tytus, spokój tam, co? Pisz sama!

Pani Marzeno, no przecież to trudne jest! Lena, jak zawsze, nie bała się tego powiedzieć głośno.

A kto powiedział, iż będzie łatwo? Poza tym, Lenko, Ania ma inny zestaw. Więc choćby nie licz, iż ci pomoże.

Jak to?! Przecież siedzi w pierwszej ławce!

No właśnie! uśmiechnęła się pani Marzena, naśladując ton Leny. Dla niej jest osobne zadanie.

No super! To nie fair! Lena na chwilę schowała głowę w zeszycie, ale zaraz znów zaczęła szukać innych możliwości ratunku.

Nikt choćby nie zauważył, jak Ania skuliła się za swoją ławką, bojąc się spojrzeć w stronę klasy czy oderwać wzrok od zeszytu.

To, iż była kołem ratunkowym dla całej klasy, wiedzieli wszyscy nauczyciele. Dziecko z bystrą głową, do której każdy chętnie się przyklejał. I spróbuj odmówić zaraz obrazę murowana.

Ale Ania nie była złośliwa. Odpisać dawała, jednak stosując się do rad mamy, starała się robić to tak, by nauczyciele nie mieli pretensji.

Ania, wiem, iż jesteś bardzo dobrą dziewczyną. Ale pamiętaj o swoich sprawach. jeżeli chcesz się dostać tam, gdzie marzysz musisz mieć dobre świadectwo. Nie warto ryzykować z powodu lenistwa kogoś, kto paru regułek nie chce opanować.

Słowa mamy były rozsądne, ale słuchać ich z westchnieniem to już codzienność. Mama nie rozumiała, jak trudno być najlepszą w klasie, której nikt o nic się nie stara

Do tej podstawówki mama przepisała mnie po rozwodzie z tatą. Powodów było mnóstwo, a jednym z nich był mój młodszy brat, który pojawił się w nowej rodzinie ojca jeszcze za czasów naszego wspólnego życia.

Nikt mi niczego nie tłumaczył. Dorośli rozwiązywali swoje sprawy, a ja siedziałam w pokoju dziecięcym z blokiem i kredkami, systematycznie zamalowując kartkę za kartką na czarno. Ostrożnie, by nie zostawić ani jednej jasnej przerwy.

Pierwsza zauważyła to babcia.

Co wy dziecku robicie?! Do czego doprowadziliście wnuczkę?!

Babcia była teściową mojej mamy, a jednak w tej sprawie stanęła po jej stronie.

Cała po ojcu, co? On też latał, ile go znałam. Charakter taki… Nikczemny… Podobieństwo zadziwiające, niestety. Z tą tylko różnicą, iż mój zawsze wracał bez dzieci na boku.

I mu wybaczałaś?

Wyjścia nie było, Oleńko. Kochałam. I widziałam, iż on mnie też bo wracał. Inaczej by nie przychodził.

Było ciężko wybaczyć?

Trudno powiedzieć. Chyba nigdy do końca nie wybaczyłam. Męczyłam się przez całe życie. Po co? Kogo to obchodzi? Tylko lat nie cofniesz. Może to dziwne, ale powiedz losowi dziękuję, iż twój mąż doczekał się dziecka na boku. Bo widzę cię, Olu. Jesteś jak ja Wytrzymałabyś, wszystko byś zniosła. Tak?

Nie wiem Bardzo boli

Wiem. Na pewno Ania między wami cierpi najbardziej. Zatroszczcie się o nią! Mój syn już mnie nie słucha. Ale ty jesteś rozsądna. Bardzo żałuję, iż do tego musiało dojść. Olo, postaraj się, żeby Ania nie była ofiarą. Przecież to nie jej wina…

Ma Pani rację. To nasza wina

Mama zrobiła wtedy rzecz niespodziewaną. Posadziła mnie naprzeciw siebie i wytłumaczyła wszystko, gdy miałam sześć lat.

Aniu, od dziś nie będziemy z tatą razem mieszkać.

Czemu?

Rozwodzimy się. Będziemy we dwie, a z tatą będziesz czasem się widywać, w weekendy albo kiedy będzie czas. Ale tata będzie zawsze twoim tatą! Obiecuję!

A ty? rozmazywałam łzy, złoszcząc się, iż dorośli wszystko robią po swojemu

Ja zostaję z tobą. Nie zostawię cię nigdy!

Dopiero wtedy mama zrozumiała, czego najbardziej się bałam, kolorując kartki na czarno.

Długo jej zajęło, by wyjaśnić mi, co się dzieje i pozbyć się tego strachu. Oczywiście, nie było łatwo, ale z czasem wszystko się ułożyło. Z tatą widywałam się rzadziej, niż bym chciała, ale wystarczająco często, żebym poczuła, iż mnie nie zostawił. Tak naprawdę zostawił mamę, nie mnie. Tata starał się, bym nie czuła się pominięta jeździliśmy razem nad Bałtyk z jego nową rodziną, bawiłam się z bratem, a z nową żoną ojca, Ireną, dogadywałyśmy się bez problemu. I nie było o co się spierać.

Ale wszystko, co się wydarzyło, zostawiło na mnie ślad. Czasem myślałam, iż może tata odszedł, bo w czymś mu nie odpowiadałam. Z Irką żył spokojnie, dziecko mieli, planował kolejne. A mnie… nie chciał? Może byłam nie taka jak trzeba?

Mama i babcia powtarzały, iż to nieprawda, iż jestem kochana, ale robak wątpliwości podgryzał moje serce, nie pozwalając mi być pewną, iż to niczyja wina.

To małe coś umiało kryć się świetnie i wyskakiwać zawsze wtedy, kiedy najbardziej potrzebowałam pewności, iż dam radę.

Na początku to nie było takie oczywiste. Myślałam, iż po prostu trema sprawiała, iż na szkolnym apelu w pierwszej klasie trzęsły mi się kolana. Przez cały tydzień mama ze mną ćwiczyła wierszyk. Ćwiczyłam go przed lustrem i byłam przekonana, iż wszystko pójdzie dobrze. Przecież w przedszkolu zawsze dostawałam najtrudniejsze role bo wiedzieli, iż się nauczę.

Tym razem się nie udało. Gdy złapałam mikrofon, spojrzałam na rodzinę stojącą w rogu sali i… zapomniałam wszystko. Łzy płynęły po policzkach, a nie potrafiłam wydusić słowa.

Wicedyrektorka, która mi wręczyła mikrofon, przykucnęła koło mnie, pogłaskała mnie po policzku i szepnęła:

Opowiesz mi potem?

Kiwnęłam głową.

Na szczęście, pani Marzena pamiętała o moim wierszu i po lekcjach poczekała na mnie przed szkołą.

O, jesteś! Opowiesz mi? Bardzo chcę posłuchać!

Nieważne, iż to drobiazg, którego dorosły może choćby nie zauważyć. Dla mnie wtedy najważniejsza była możliwość udowodnienia, iż mi się uda. Wyprostowałam się, puściłam maminą dłoń i wyrecytowałam wiersz tak głośno, iż zebrani obok dorośli zaczęli klaskać.

Brawo! Wiedziałam, iż dasz radę!

Ale… Nie dałam rady wtedy…

Jak to nie?! Przecież nas tu tyle i wszyscy bili brawo! Nieważne, iż nie od razu na apelu. Ja jako wicedyrektor szkoły mówię ci: Brawo! Rozumiesz?

Chyba tak

Ten moment zapamiętałam na zawsze. A potem, kiedy w starszych klasach pani Marzena została moją wychowawczynią, bardzo się z tego cieszyłam wiedziałam, iż to mój człowiek. Nie zdradzi, wesprze, zrozumie.

I faktycznie tak było.

Bardzo wrażliwa ta twoja córka! Dobra, mądra, ale krucha. Takie dzieci trzeba chronić. Myślałaś o przeniesieniu jej do szkoły z rozszerzoną matematyką? Ma do tego wielki talent, a u nas Cóż, szkoła zwyczajna. Dzieci niby dobre, ale niewielu o coś walczy. Ania próbuje się nie wyróżniać. To jak nakryć ją trzema kołdrami, jeszcze mocniej owinąć. Rozumiesz?

Mama rozumiała, ale nie mogła nic zrobić. Ta szkoła była w innej dzielnicy nie miałby jej kto dowozić. U ojca czekali na następnego potomka, babcia chorowała, a mama pracowała na dwa etaty, żeby uzbierać na większe mieszkanie. W kawalerce, w której mieszkałyśmy po rozwodzie, robiło się już za ciasno.

Aniu, jeszcze trochę wytrzymaj. Jak tylko ogarnę wszystkie sprawy, coś wymyślimy z nauką, dobrze? mama zmęczonym ruchem przytulała mnie na kanapie.

Mamusiu, nie martw się! Wytrzymam

Jak w szkole?

Daje radę! odpowiadałam najweselszym głosem, chociaż myślałam zupełnie co innego.

Żadnego daje radę! zaczynała mnie łaskotać mama. Opowiadaj wszystko, ze szczegółami!

Pod śmiechem w końcu i tak wyznawałam, co się działo.

Nikt mnie w klasie otwarcie nie wyśmiewał, ale co i rusz za plecami słyszałam:

Znów Anka się popisuje! Słyszeliście, jak odpowiedziała na historii? Po czymś takim nikt z nas piątki nie dostanie! Nie mogła odpowiedzieć jak zwykły człowiek?!

Nikt nie mówił mi tego wprost do czasu.

Anka! Mam dziesięć minut, nic nie zdążę! warknęła Lena, więc podałam jej brudnopis.

Pani Marzena akurat coś czytała na telefonie.

Wojtek, mój sąsiad z ławki, przysunął mi swój zeszyt, żebym lepiej widziała zadania z Leny wersji.

Dzięki szepnęłam i pokazałam błąd w jej zadaniu.

Nie wymagało to żadnych wyjaśnień. Z Wojtkiem siedziałam od podstawówki, rozumieliśmy się bez słów. Kilka cyfr na brudno, kiwnięcie głową wszystko jasne.

Mój brudnopis trafił na ławkę Leny i zapanowała cisza aż do końca lekcji.

Ale po dzwonku zaczął się cyrk.

Ty jesteś normalna?! Siedzisz jak posąg! Koniec semestru! Ja choćby zaczętych zadań nie mam, a ty?! Przyjaciółka od siedmiu boleści! Lena stuknęła pięścią w moją ławkę.

Lena, nie masz racji powiedziałam spokojnie, choć w środku mnie nosiło.

Dlaczego wiecznie mam obowiązek pomagać wszystkim naokoło?

To babcia nauczyła mnie nie kląć, zamieniała wszystkie przekleństwa na motyla noga.

Jesteś dziewczyną, nie dokerem portowym! Zachowuj się!

Babciu, ty też jesteś dziewczyną, a słyszałam, jak klniesz!

Ale już się nie liczę! Ja mogę choćby papierosa zapalić i przeklinać. Ty nie to nie wypada, Aniu. W moim wieku to jeszcze jakoś ujdzie, w twoim nie. Wierz mi, wiem co mówię!

Ale chłopcy też klną!

I to co innego! Zapamiętaj nie wszystko, co wolno mężczyźnie, przystoi kobiecie. Dyskryminacja? Takie życie. Ty nie chcesz być dla ukochanego tylko kumplem.

A czemu nie?

Bo normalny facet żeni się z kobietą, nie z kolegą! Zrozumiałaś?

Chyba tak Babciu, a z mamą i tatą też tak było?

Po części. Ale to nie opowieść na dziś. Spytaj mamy. Ale jedno powiem tajemnica, delikatność, mgła w kobiecie to nie bajka. Tak jest. Większość mężczyzn tego szuka. Przekleństwa od takiej jak ty to nie rodzynki.

A co?

Co innego! Aniu, nie zmuszaj mnie mówić wprost!

Przypomniało ci się, iż jesteś dziewczyną, babciu?

Choć czasem trzeba o tym pamiętać…

I teraz miałam ochotę rzucić mocniejszym słowem, jak Lena, ale coś mnie powstrzymało.

Lenka, daj spokój Wojtek, już zirytowany, pakował podręcznik do plecaka. Sama sobie winna! Wszyscy ci muszą pomagać?

Bo przyjaciele tak nie robią! Lena znów stuknęła w ławkę. A ty też ściągasz!

Nieprawda! przerwałam, w końcu nie wytrzymałam. Co ty zmyślasz?! Wojtek sam umie, ja mu tylko czasem pomagam! Mam dość! Pomogłam ci, tak? To o co ci chodzi?!

Złapałam plecak i, odpychając Lenę, wybiegłam z klasy, bojąc się rozryczeć na oczach wszystkich, którzy śledzili naszą awanturę.

Lena za mną nie poszła, ale rzuciła tylko cicho pod nosem:

No jasne, Anka Iwańska. Zobaczysz, jeszcze się popłaczesz… Skromniej trzeba być, Aniu, skromniej…

Nie rozmawiałyśmy ani tego, ani kolejnego dnia.

Ani za tydzień.

Lena przestała ze mną gadać, a klasa patrzyła, co ona wymyśli.

A wyobraźni jej nie brakowało. Potrafiła komuś zamienić życie w piekło, jeżeli tylko uznała to za cel.

Obawiałam się, co jeszcze wymyśli. Ale Lena mnie zaskoczyła.

Przestań dąsać się! Dwa tygodnie z tobą nudy! Pogódźmy się! uśmiechnęła się szeroko.

Nie dąsam się.

Jasne, widać! Dobra, zapomnijmy. Lepiej powiedz, gdzie spędzisz Sylwestra? W domu czy wyjeżdżacie?

Brzmiała jakby zapomniała. Uspokoiłam się… i bardzo się pomyliłam. Lena nie umiała wybaczać choćby zmyślonych uraz.

Gdy znalazłam w plecaku dziwną karteczkę, nie skojarzyłam jej z Leną.

Aniu, bardzo mi się podobasz! Wojtek

Charakter pisma identyczny jak mojego kolegi myślałam, iż to prawda.

Nie wiedziałam, iż Lena przez tydzień pomagała pani Gali od polskiego przenosić zeszyty i w tym czasie znalazła dziewczynę z sąsiedniej klasy, której pismo bardzo przypominało Wojtkowe. Przyjacółki z sąsiedniego oddziału też się do akcji zaangażowały, i tak oto powstała miłosna intryga.

Teraz popłaczesz, Aniu! Nie tylko ja będę się martwić! cicho śmiała się Lena, wsuwając kartkę do mojego plecaka.

W szatni pod salą gimnastyczną nie było nikogo. Trenowałam serwisy z siatkówki, a kumpelki Leny specjalnie zagadywały mnie.

Anka, no, mocniej! Jeszcze raz, szybciej!

Nikt nie zwrócił uwagi, jak wyciągnęłam tajemniczą notatkę.

Co to? Ale numer! Dziewczyny, patrzcie! Wojtek zakochany w naszej Ani! Lena wyszarpnęła kartkę i zaczęła nią wymachiwać. Trzeba to jakoś rozegrać!

Oddaj, Lena!

Spokojnie! Chyba iż masz rację. adekwatnie po co strategia? Wojtek! wybiegła do chłopaków do szatni.

Zrobiłam się blada. To, iż Wojtek mi się podobał, wiedział tylko mój pamiętnik. I mama.

To źle, mamo?

Dlaczego?

Za wcześnie…

Miłość nie ma wieku, Aniu.

To na pewno miłość?

Raczej zauroczenie. Piękne uczucie, początek drogi.

Jak to?

Wyobraź sobie, iż stoisz na progu. Drzwi do czegoś nowego, nieznanego. Tam radość, szczęście, ból… czasem choćby żal.

Czemu?

Bo miłość to najsilniejsze z uczuć i przynosi całe spektrum emocji. Trudna jest, ale bez niej życie jest puste. Szukamy jej od dziecka, bo boimy się samotności. Każdy chce mieć kogoś bliskiego I znaleźć tego jedynego jest bardzo trudno. A jeszcze trudniej ufać. Przekroczyć ten próg. Ale choćby stać na progu to wspaniałe. Zauroczona być to też cudowne uczucie! Powiem ci coś?

Co?

Nigdy nie czułam nic piękniejszego, chyba iż wtedy, gdy cię urodziłam.

Czyli to dobrze?

Oczywiście! Tylko z rozsądkiem.

Mamo…

Wiem, już nic nie mówię. Jesteś rozsądna, głupot nie zrobisz. Opowiedz mi lepiej o tym chłopaku. Znam go?

Tak

Ta tajemnica była dla mnie jak najcenniejsza rzecz. Bałam się zdradzić ją słowem czy gestem, a zarazem byłam szczęśliwa, iż ją mam.

Ale Lence nie umknęło nic. Po moim szybkim ruchu chowającej karteczkę od razu się zorientowała. Gdybym nie spanikowała przez jej krzyk, zobaczyłabym, iż niemożliwe, żeby Wojtek to sam podrzucił graliśmy razem w siatkówkę!

Chłopcy wybiegli ze śmiechem z szatni, patrząc, jak Lena tańczy z kartką, a ja stoję blada, odchodząc pod ścianę.

Co tu się dzieje?

Nagle pojawiła się pani Marzena i w klasie zapanował spokój. Wszyscy wiedzieli, iż jeżeli uzna to za potrzebne, nie zawaha się wychowawczo przemówić.

Pani Marzeno, mamy news! Lena ucałowała kartkę i uniosła ją w górę. Tili-tili-plotka! Ania i Wojtek zakochani!

Co ty pleciesz? brwi pani Marzeny ściągnęły się. Co trzymasz?

List miłosny od Wojtka do Ani! Że ją lubi!

Śmiech w klasie nie zdążył narosnąć.

Cisza! pani Marzena spojrzała na mnie. Aniu?

W tej sekundzie przypomniał mi się tamten wrzesień, kiedy płakałam na apelu. I pani Marzena, która podała mi mikrofon jeszcze raz.

Nie bój się! Dasz radę!

Teraz też, jakoś sama z siebie, wyprostowałam się, zrobiłam krok przed siebie i stanęłam naprzeciw niej uśmiechała się tak ciepło, jak mama.

Lena zabrała mi karteczkę. Nie chciałam jej nikomu pokazywać.

Rozumiem cię. Wojtek? zwróciła się do chłopaków i wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał.

Tak, to ja napisałem!

Wojtek przepchnął się przez rozradowanych kolegów, podszedł do Leny i wyrwał jej karteczkę.

Nie powinno się czytać cudzych listów, Lenko.

Kłamiesz! Lena już prawie płakała.

Nie będzie wyśmiewania, nie będzie dręczenia. Będę chodzić z podniesioną głową.

Lena przecież nie wiedziała, iż trzymam się prosto tylko ze strachu żeby nie pokazać wątpliwości.

Ale w tej chwili coś się zmieniło. Podbródek poszedł w górę, ramiona jakby mocniej. Nie ze strachu z siły.

Coś chat czy ma skrzydła mi wyrosły? Przecież ludzie nie latają! Więc czemu czuję się lekka, jakbym miała oderwać się od parkietu szkolnych korytarzy?

Lena?

Co?! To był żart! On kłamie, kłamie…

Oddaj! Wojtek zabrał karteczkę i wręczył ją mnie. To dla ciebie. I już nikomu nie pokazuj tego, co piszę, zgoda? Pani Marzeno, mamy dziś wypracowanie? Pani Gala chyba zapowiadała. Nie jestem przygotowany.

Odważny! Przynajmniej uczciwy! Będzie, ale temat nowy na czasie. Już na lekcję, dzwonek był, nie przebieraliście się nawet. Szybko!

Klasa wypadła z szatni już nikt nie patrzył na wściekłą Lenę, głupio uśmiechniętych mnie i Wojtka, czy złożoną w mojej pięści białą karteczkę.

Dokleję ją do pamiętnika i będę trzymać jak skarb, aż kiedyś na własnym weselu wręczę Wojtkowi całą starą, popisaną księgę.

Proszę, mężu!

Co to, żono?

Nasz początek

I mi tak ufasz, iż pozwalasz ją czytać?

Ty wszystko już znasz.

Nie… nie wszystko.

Co zostało tajemnicą? przytulę się do niego, nie dbając o gości i okrzyki Gorzko!.

Mówiłaś o zauroczeniu, o progu i drzwiach?

Tak!

Przekroczyłaś ten próg?

Moje oczy się zaświecą, a Wojtek usłyszy mój szept wyraźnie, mimo śmiechu i muzyki.

A jakże! I zamknęłam drzwi za sobą. Już nie jestem w tobie zakochana…

Jak to? Wojtek spogląda zdziwiony.

Tak po prostu. Kocham cię! Zrozumiałeś?

Teraz już tak! Gorzko, Aniu?

Gorzko!

Idź do oryginalnego materiału