Dym, dym, wstawaj, Małgosia znów płacze!

twojacena.pl 3 godzin temu

Dymek, Dymek, wstawaj, Jadźka znowu płacze!
Dymek czuł, jak mały Saszek szarpie go za rękaw koszulki, a on nie mógł otworzyć oczu. Sen przytłaczał go tak, iż chciało się krzyczeć na brata, po czym włożyć głowę pod poduszkę i zanurzyć się w ciepłą ciemność. Najlepiej, gdyby nie przychodziły wtedy żadne sny, bo dziś po raz kolejny przyśnił mu się ojciec, który usiadł na schodach domu babci, pogłaskał po głowie i zapytał:
Jak się trzymasz, synku? Ciężko? Przepraszam, iż tak wszystko jest Nie chciałem Jadźka znów płacze Ty to

Dymek wyrwał się z półsnu i ledwo nie spuścił się z łóżka. Jadźka wyciągała tak donośny płacz, iż choćby on się obudził. Saszek siedział przy swoim łóżku i patrzył, jak starszy brat walczy z kołdrą.

Już od jak dawna? zapytał Dymek, przeczesując nieprzycięte od tygodni włosy, i podszedł do łóżeczka siostry. Ty zawsze krzyczysz jak wódzik! Co tak głośno? Mamy już nie ma mamy. Jeszcze rano wróci. Chodź tutaj!

Jadźka była już niemal szkarłatna od krzyku. Dymek zręcznie wyciągnął ją z łóżeczka, skinął głową w stronę Saszka, który już przywiózł czystą pieluszkę i przytulił dziecko.

Ach, jak pachnie! Wszystko w porządku, krzycz dokładnie tak, ale nieco ciszej, bo nie wszyscy sąsiadów jeszcze nie słyszeli. Zaraz wszystko zrobimy, poczekaj chwilę.

Dziecko, słysząc dobrze znany głos, nieco się uspokoiło, a po kilku minutach już energicznie wziąło butelkę z mlekiem, którą przygotował brat.

Łakomczuch! dotknął czoła Jadźki w taki przyzwyczajony sposób, iż nie musiał się zastanawiać, czy ma gorączkę. Nie mogła poczekać na mamę? Dobrze, zrobiła to, bo mama przyjdzie zmęczona, a my będziemy musieli się sporo zająć. Jedz i później zdrzemniemy się, dopóki mamy czas.
Saszek! uśmiechnął się Dymek, patrząc na brata. To właśnie ten, co już śpi! Nie tak jak my, co?

Jadźka, półletnia, jeszcze raz zaszczepiła butelkę, po czym wypuściła smoczek. Dymek, starając się nie wywołać kolejnego krzyku, położył ją na swoje ramię i szedł po pokoju, głaszcząc po plecach.

Brawo! Teraz można z powrotem do łóżeczka! położył ją delikatnie i spojrzał na zegar.

Czy kłaść się spać? Do pobudki pozostała jeszcze niecała godzina, a on miał piątkę z biologii i dwójkę z fizyki. Sam się winił, bo w czasie lekcji fizyki grał w Wojny morskie z Władkiem zamiast słuchać. Głupio mu było, ale matka musiała go później zapytać. Trzeba więc powtórzyć ostatnie paragrafy, bo za dwa tygodnie było spotkanie rodziców, a nie chciał, by mama się zawstydziła.

Dymitr! To nie do przyjęcia! Ciągle spóźniasz się! Jeszcze raz i pójdę do dyrektora!

Jakby wytłumaczyć, iż nie spóźnia się z własnej woli, a dlatego, iż mama czasem zostaje dłużej w pracy? I tak Dymek zostawał z Jadźką, a potem gonił Saszka do przedszkola. Nie można zostawiać dzieci same w domu, bo matka miałaby kłopoty. Gdyby ojca nie było, nie byłoby tak trudno.

Babcia nie chciała przychodzić myślom Dymka. Nie wiedział, od czego zaczęły się kłótnie z mamą, ale podejrzewał. Babcia zawsze była krzycząca i nie kryła się w wyrażeniach. Po pogrzebie zjawiła się u nich, a kiedy matka wypędziła dzieci z pokoju, rzuciła się na Dymka z zarzutami.

To twoja wina! Wydałaś całą hodowlę, jak króliczka, a on co miał robić? Musiał pracować! To już się wydało! Jakie serce może to wytrzymać? Nie masz sumienia! To twoja wina, iż nie ma już mojego syna! Ty!

Dymek nie wytrzymał. Wyszedł z pokoju, nie zważając na płaczącą matkę, i podbiegł do babci.

Nie mów tak! Nic nie wiesz! Nie obrażaj mamy! Tata nas kochał! Zrozum? I Jadźkę kochał, i Saszka też. To on chciał ich mieć, a nie matka. Ona go odciągała! Mówiła, iż nie ma pomocy, tylko zło i krzyki! Nie można tak wychowywać dzieci! A ty Zawsze tylko krzyczysz! Po co przychodzisz? Nie mieszkamy już z tobą! Nie wchodź tu więcej!

Dymek wciąż pamiętał ciężkie spojrzenie babci, które mierzyło go. Kilka razy otwierała i zamykała usta, zastanawiając się, co powiedzieć. W końcu rzekła:

Jesteś jeszcze mały, by podnosić głos na mnie

Teraz nie ma nikogo, kto by bronił mamy. Nie pozwolę jej nikomu zaszkodzić, rozumiesz?

Powiedział to, nie od razu rozumiejąc, na kogo patrzy babcia. Spojrzała ponad jego głowę na matkę, smutno, a potem pokręciła głową i odeszła, by już nigdy nie wracać. Dymek czasem widywał ją w mieście, udawał, iż jej nie zna. Ona zawsze się zatrzymywała, patrzyła w ich stronę, ale nie odzywała się. Nie chciał z nią rozmawiać, bał się, iż przyjdzie, gdy nie będzie w domu, bo matka i tak nie ma nerwów na dodatkowe kłopoty. Nie mogła choćby Jadźkę nakarmić po śmierci ojca mleko zniknęło. Gdyby dalej płakała, byłoby naprawdę źle. Dymek doskonale rozumiał, co się stanie, jeżeli ktoś narzeka na ich rodzinę.

To byłoby kiepsko, tak jak z Poliną z czterdziestej trzeciej kamienicy. Jej matka ciągle piła, sąsiedzi zgłaszali skargi, komisje przybywały, a w końcu Polinę zabrano do domu dziecka. Dymek kiedyś przemykał tam z chłopakami, ogrodzenie było słabe, przeskakiwali przez dziury. Kiedy Polina wyszła na spacer, płakała, a on nie wiedział, jak ją uspokoić. Wszystkie cukierki, które matka kupiła dla niego i Saszka, oddał Polinie. Matka pogłaskała go po głowie i powiedziała, iż jest dumna z syna, ale co może pochwalić, skoro nie pomógł Polinie? Ona wciąż mieszka w domu dziecka, twierdzi, iż przyzwyczaiła się i wszystko jest w porządku, ale szepcze, iż marzy, by matka przestała pić i w końcu ją zabrała do domu.

Matka Dymka nie pije, ale nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć. Ciocia Róża, sąsiadka, znowu narzekała, iż Jadźka głośno krzyczy. Co mógł zrobić brat? Siostra była jeszcze mała, czasem bolał ją brzuszek, czasem wyrzynają się ząbki lekarz powiedział, iż ma już trzy ząbki. Przypadkiem ugryzła Dymka palec, prawie krwawił. Dobre ząbki to solidne! Teraz trzeba pilnować, bo ciągnie wszystko do buzi. Wczoraj zasnęła przy Saszkowym króliczku, przytulając długie uszko. Brat najpierw się rozzłościł, potem jednak nie płakał chyba króliczek był ważniejszy niż kłótnia.

Budzik cicho zadrżał, Dymek wyłączył go, bo nadszedł czas wyjścia. Musiał iść do szkoły, Saszek do przedszkola. Matka przyjdzie za chwilę, trzeba zdążyć przygotować śniadanie dla wszystkich, inaczej sama się ogarnięła.

Dymek kończył kanapki, gdy w przedpokoju zaszło zamknięcie i matka weszła do kuchni, zrzucając starą kurtkę. Objęła go mocno, przytulając policzki i patrząc w oczy:

Dzień dobry, mój rycerzu!
Dzień dobry, moja królowa!

Tak witali się od czasu, gdy Dymek znalazł w szafie powieści Waltera Scotta.

Co słychać?
Jadźka znowu w nocy krzyczała. Dałem jej butelkę, nałożyłem żel na dziąsła. Uspokoiła się.
Nowy ząb już wyszedł?
Jeszcze nie, ale dziąsło już puchnące, temperatury nie ma.
Dobrze. DymDym, co bym bez ciebie zrobiła?
Mamo wczoraj widziałem babcię.

Zofia zamrła, wciągając dłonie w koszulę.

Co powiedziała? Rozmawialiście?
Nie. Stała przy naszym klatce schodowej i patrzyła w okna. Gdy podszedłem, odwróciła się i odeszła.

Zofia pokiwała głową, ale gwałtownie zdała sobie sprawę, iż syn nie dostrzega jej twarzy. Chwyciła go za podbródek, utrzymując wzrok:

Dymie, nie gniewaj się na nią, dobrze? Jest skomplikowana, ale to babcia. Nie musi nas lubić, a wy, ja, Saszek i Jadźka, jesteśmy jej wnukami.

Dlaczego więc się narzeka, iż nas jest za wiele?
Ach, synku Zofia usiadła i przytuliła go bliżej. Niektórzy ludzie myślą, iż trzeba żyć tak, jak oni uważają za słuszne.

Dlaczego? Dlaczego myślą, iż wiedzą lepiej?
Nie wiem. Może bo mają lat i doświadczenia, więc czują, iż mają prawo do takiego osądu. Czasem to prawda, ale młodzi też muszą zbierać własne doświadczenia.

To wszystko jest nielogiczne!

Dokładnie! Zofia uśmiechnęła się, patrząc na syna. Czas leci szybko. Jeszcze niedawno był taki jak Saszek, a już w siódmym klasie. Niebawem będzie dorosły.

Pocałowała go po policzku i poprosiła:

jeżeli znów zobaczysz babcię, nie kłóć się z nią. jeżeli chce coś powiedzieć, posłuchaj, a potem zdecydujesz, co zrobić. I zapomnij o tym, co usłyszałeś tego dnia Rozumiesz? Kiedy przychodzi żal, człowiek się zmienia, mówi straszne rzeczy, bo boli go strata. Nie jest zły, po prostu cierpi.

Dymek nie do końca pojął, co mama chce przekazać, ale znowu przekonał się, iż jest bardzo dobra. Zastanawiał się, po co tak bronić babci, choć ona dużo wlewała w nich nienawiść.

Spojrzał na zegar i podskoczył:

Kurczę, dziś pani Walentyna Michalska zupę z podrobami zje! Znowu spóźniłem się na pierwszą lekcję!

Idź na drugą! Zofia złapała go za starą koszulkę i posadziła przy stole. Nie jadłeś śniadania!
Nie miałem czasu, mamo!
Nic. Szkoła nie ucieknie. Zaraz wiatr cię poniesie!

Podeszła bliżej z talerzem kanapek, po czym wstała, by obudzić Saszka.

Po półgodzinie Dymek już biegł do szkoły, mocno trzymając za rękę skaczącego za nim brata.

Dym, Dym, pobawisz się ze mną wieczorem?
Oczywiście.
Nauczysz mnie rysować motocykl?
Nauczę.
A samochodzik?
I samochodzik.

Saszek! Nauczę cię wszystkiego, tylko zamknij buzię, bo na dworze mróz, i biegnij szybciej, zgoda?
Jasne!

Perspektywa całego wieczoru z bratem wciągnęła Saszka, a resztę drogi Dymek milczał, patrząc od czasu do czasu w poważnego Dymka.

Dym, Dym, jesteś zły?

Dymek wyrwał się z myśli i zdziwiony spojrzał na brata.

Nie. Skąd w ogóle pomyślałeś?

Nie wiem. Patrzysz i oczy masz jak szachy, czarne i okrągłe.

Tylko się zamyśliłem! Dobrze, biegnij i nie kombinuj, rozumiesz? Nie powiem mamie. Sam się tym zajmę.

Postawisz w kącie? zapytał Saszek, a Dymek wskazał palcem. Nie będę cię uczyć rysować samochodzik!

Nie! odparł Saszek, kręcąc głową. Dym, naprawdę zachowam się dobrze, jeżeli Jadźka nie wyleje mi wody na łóżko. Potem go dam, a samochodzik narysujemy jutro, dobra?

Chłopcze, nie wolno obrażać dziewczyn.

Jadźka to nie dziewczyna! To maruda!

I tak nie wolno. Nie wiemy, jaką Jadźkę wyhodujemy. Może też będzie marudą i chłopcy w przedszkolu będą ją dokuczać? Co wtedy?

Będziemy bić? zapytał Saszek, unosząc brwi.

Kogo? nie zrozumiał Dymek.

Nie Jadźkę! odparł Saszek. Chłopców!

Ach! To już kwestia sytuacji. Lepiej jednak bez pięści. Tata mawiał, iż walczą tylko dziwacy. Rozsądni najpierw myślą, potemW końcu Dymek zrozumiał, iż jedyną prawdziwą siłą jest miłość i wyrozumiałość wobec bliskich, której warto bronić, choćby świat wokół szaleje.

Idź do oryginalnego materiału