Dziadek – Letni wieczór, powrót z treningu, staruszek leżący na chodniku, wszyscy go omijają myśląc, iż jest pijany, a on z poranionymi dłońmi błaga o pomoc. Podchodzę, chociaż ludzie krytykują. Okazuje się, iż zbierał rozbite butelki po piwie, by dzieci nie pokaleczyły się na placu zabaw. Odprowadzam go do bloku, gdzie wdzięczna rodzina opowiada mi o jego wojennej historii i trudnej walce o dobro innych mimo własnych problemów. Dlaczego w naszym kraju tak łatwo oceniamy innych? Czy nie możemy okazać trochę człowieczeństwa zamiast obojętności?

newskey24.com 8 godzin temu

Dziadek
To było latem. Wracałam wieczorem do domu po treningu. Nagle zobaczyłam starszego pana, bardzo już leciwego, leżącego na asfalcie. Zupełnie nie mógł się podnieść. Ludzie mijali go jakby był powietrzem, niektórzy patrzyli z podejrzliwością pewnie myśleli, iż pijany i odwracali głowę. On tylko mamrotał coś cicho pod nosem i wyciągał ręce do przechodniów. Od dziecka mama mnie uczyła, iż trzeba pomagać każdemu na ile można, więc podeszłam i zapytałam:
Pomóc panu?
Nie potrafił nic powiedzieć z sensem, tylko coś bełkotał i łapał mnie za rękę. Przechodziła kobieta i syknęła do mnie, żebym zostawiła staruszka, bo na pewno pijany, zarazę nogą przywlecze, do tego cały brudny, „ubabrzesz się tylko!”. Spojrzałam uważniej i zobaczyłam, iż dziadek ma całe ręce we krwi. Sparaliżował mnie strach, dość dorosły, a nie dziecięcy. Gdy spytałam, co się stało, znowu odpowiedział tylko mamrotaniem i pokazując mi zrezygnowany, leżącą obok reklamówkę.
W środku były potłuczone butelki po piwie. Pozbierał jeszcze kilka kawałków i wrzucił do torby od razu wiedziałam, czemu zranione ma ręce. Zaczęłam wycierać mu ręce wilgotnymi chusteczkami nie chciałam mieć krwi na ubraniu, ale to chyba nie najważniejsze…
Gdy były już trochę czystsze, pomogłam mu wstać. Spytałam o adres, ale nie odpowiadał. Bełkotał coś niezrozumiale, a ja nie mogłam zrozumieć, choć się starałam. W końcu zrozumiałam, iż pokazuje mi kierunek ręką ruszyliśmy powoli, aż doszliśmy pod blok obok. Wskazał domofon i palcami pokazał dwa numerki. Domyśliłam się, iż to numer mieszkania. Tak zatelefonowałam pod wskazany numer zaraz rozległ się zaniepokojony kobiecy głos. Dziadek znowu wymamrotał coś pod nosem. Po chwili na podwórko wybiegła kobieta i mężczyzna. Najpierw pobiegli do dziadka, sprawdzając, czy nic mu nie jest. Potem mężczyzna, podziękowawszy mi serdecznie, wziął dziadka i zaprowadził go do mieszkania.
Kobieta nie dawała za wygraną, wypytywała mnie, jak mogą się odwdzięczyć. Odmówiłam uprzejmie, już miałam iść dalej, gdy wybiegła nagle na klatkę i dała mi wielki kosz malin. „Swoje, z działki” pochwaliła się z dumą. Podziękowałam, ale nie chciałam przyjąć. „Weź, weź” nalegała. „O mało nie oszaleliśmy, gdy wróciliśmy z działki i zobaczyliśmy, iż dziadka nie ma w domu.
A sprawa jest taka… Dziadek był w czasie wojny wzięty do niewoli przez Niemców. Miał wysokie stanowisko, żeby się nie wygadać, sam zranił sobie język. W warunkach więzienia zaczęła się gangrena i połowę języka mu amputowali. Od tej pory nie mówi wyraźnie, tylko wydaje dźwięki jakby był głuchoniemy.
Na naszym podwórku młodzi wieczorami popijają piwo, rozbijają butelki na placu zabaw. Już tyle razy dzieci się o te szkła poraniły… Jak moja córeczka Zosia rozcięła nogę, dziadek zaczął zbierać szkło, żeby nikt się nie pokaleczył. Choć jest już słaby i nogi mu odmawiają posłuszeństwa. Przekonywaliśmy, klucze chowaliśmy, a on i tak chodził. Kiedyś leżał pięć godzin na chłodnym betonie, zanim wróciłam z pracy nikt mu nie pomógł. Już mieliśmy wychodzić go szukać, gdy zadzwoniłaś.”
Po tej opowieści zabrakło mi słów. Dała mi kosz malin do rąk, a ja jedynie ukłoniłam się jej nisko, bo słowa nie przeszłyby mi przez gardło. Wracając do domu, w połowie drogi rozpłakałam się. Dlaczego u nas tak jest? Dlaczego myślimy tylko o sobie? Proszę każdego, kto to czyta jeżeli widzisz leżącego człowieka, nie zakładaj od razu, iż jest pijany. Podejdź i zapytaj, czy nie potrzebuje pomocy. Szczególnie do młodych pamiętajmy, iż jesteśmy LUDŹMI, a nie świniami!

Idź do oryginalnego materiału