Dziecko dla przyjaciółki
Gdy Marta przechodziła ostatni trymestr ciąży, jej młodszy brat opuścił dom, tata znów sięgnął po wódkę i od tamtej pory życie Marty stało się prawdziwym piekłem.
Każdy poranek zaczynała od wietrzenia mieszkania, wynoszenia butelek spod stołu i czekania, aż ojciec wstanie z łóżka.
Tato, przecież nie możesz pić. Ledwo wyszedłeś ze szpitala po udarze.
Co cię to obchodzi? Piję, bo tak łatwiej znieść ból.
Jaki ból?
Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny, choćby tobie. Przeszkadzam ci, jestem ciężarem. Po co się w ogóle urodziłem, po co założyłem rodzinę i spłodziłem dzieci, które tylko biedę i brak charakteru po mnie odziedziczyły. Wszystko na darmo, Marto. Lepiej się napić.
Marta już i tak była w kiepskim nastroju, więc wybuchała złością.
Nie mów tak, tato! Ludzie mają gorzej w życiu.
Gorzej, mówisz? Bez matki cię wychowywałem, a ty teraz chcesz urodzić dziecko, które będzie żyć w nędzy bez ojca.
Nie wszystko jest takie ciemne, tato. W życiu nic nie jest na zawsze, przecież wszystko się może zmienić.
Z żalem wracała myślami do niedawnych chwil euforii i przygotowań do ślubu z Pawłem. Świat się zawalił, ale trzeba żyć dalej.
Tamtego dnia ojciec upił się znowu. Marta w gniewie krzyknęła:
Przepiłeś pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, choćby moje rzeczy?!
Wszystko tu jest moje oznajmił. choćby emerytura, którą przede mną chowasz! Moja emerytura.
I wszystko rozpiłeś? Nie pomyślałeś, z czego przeżyjemy?
A co mnie to obchodzi? Jestem chory, teraz ty się mną zajmuj!
Marta przeleciała po wszystkich szafkach.
Wczoraj były jeszcze dwa opakowania makaronu i masło, teraz nic. Co my na kolację zjemy…
Była wstrząśnięta. Usiadła, kryjąc twarz w dłoniach.
Nie wiedziała jeszcze, iż ciotka Renata regularnie wpada pod jej nieobecność, poi ojca i okrada mieszkanie.
Cicha, jak wąż, Renata wślizgnęła się do ich domu i robiła wszystko, by rozwalić rodzinę.
Tamtą noc Marta spędziła zapłakana. Leżała przygnębiona, złamana i głodna.
Nad ranem ktoś zapukał i weszła Renata Eustachiewiczowa. W eleganckim płaszczu, w butach na obcasie, choćby nie zdjęła obuwia, tylko przeszła do kuchni.
Cześć. Moja koleżanka z administracji powiedziała mi, iż macie zaległości i zaraz odetną wam prąd. Co u was się dzieje, Marto? Może poczęstujesz mnie herbatą?
Nie czekając na zgodę, Renata zabrała się za grzebanie w lodówce i szafkach.
Sama zrobię herbatę, jesteś w ciąży, jak moja Judyta Słuchaj, nie macie ani cukru, ani herbaty, kompletnie nic. Weźmy, idźmy do sklepu.
Marta omijała jej wzrok.
Ciociu Renato, herbatą nie poczęstuję. Lepiej, żeby pani wyszła.
Renata nie odpuszczała.
Masz kłopoty, to jasne. Przecież proponowałam, żebyś się do mnie przeprowadziła. Teraz już nie proszę, a nalegam pakuj się i jedź ze mną. Tu choćby warunków nie ma dla dziecka, ojciec pijany, jedzenia brak. O owocach i witaminach choćby nie wspominam. No, szykuj się.
Marta usiadła, bo zakręciło jej się w głowie. Łzy popłynęły po policzkach, Renata ją objęła:
Posłuchaj, wiem co o mnie myślisz. Wiem, nie mam wybaczenia: moja Judyta zabrała ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem. Nie mogę patrzeć, jak tu się męczysz. Chcesz czy nie, i tak się tobą zaopiekuję.
Potem poszło wszystko jak we śnie: Renata pomogła jej się spakować i zamówiła taksówkę.
***
Gdy zaczęły się bóle porodowe, Renata Eustachiewiczowa nie odstępowała Marty na krok.
Uważaj, Marto. Uprzedziłam personel, iż chcesz zrzec się dziecka. Kiedy urodzisz, nie bierz go na ręce, nie przystawiaj do piersi. Lepiej choćby nie patrz.
Marta zwijała się z bólu.
Ach, ciociu, mam to gdzieś. Byle już urodzić, trudno.
Pamiętaj, nie dasz rady sama wychować dziecka. Znalazłam już dobrą rodzinę, gotową adoptować je od razu.
Po kilku godzinach przyszła na świat dziewczynka.
Waży 3300, zdrowa, wszystko dobrze.
Położna owinęła płaczące dziecko i wyniosła bez pokazywania Marcie.
Jednak lekarka patrzyła surowo:
Co to ma znaczyć? Ma pani zdrową, śliczną córeczkę, a choćby nie chce pani na nią spojrzeć? Pani Grażyno, proszę przynieść dziecko i przystawić do matki.
Marta potrząsnęła głową.
Nie chcę Sama nie mam z czego żyć, nie chciałam rodzić Są ludzie, którym ta dziewczynka jest bardziej potrzebna, podpiszę zrzeczenie, oddadzą ją do adopcji
Niech pani nie żartuje. Chociaż popatrzcie na nią.
Marta zacisnęła powieki, ale poczuła jak coś delikatnego dotyka jej dłoni.
Położna położyła dziecko obok, dziewczynka zakwiliła, szukała ustami piersi, a Marta wreszcie spojrzała na córkę.
Malutka, bezbronna istota wpatrywała się w nią i wyciągała rączki.
No, mamo, czas nakarmić dzidziusia uśmiechnęła się lekarka. Rozpromieniła się, widząc jak Marta drży pod wpływem tego spotkania.
Bardzo ładna dziewczynka. Ona potrzebuje was, nie obcych rodziców, rozumie pani?
Marta zapłakała i przytuliła córkę.
Przez dwie godziny odpoczywała po porodzie, nie odrywając wzroku od dziecka.
Wtedy obudził się w niej instynkt macierzyński.
To jest sens mojego życia moja córka.
Nie ma znaczenia, czy Paweł odszedł, czy ojciec się stacza Jestem potrzebna swojemu dziecku więc zostanę z nią.
***
Obudziła mnie Renata.
Z narzuconym szlafrokiem, weszła do sali i patrzyła na mnie.
Zapomniałaś, co ustaliłyśmy? powiedziała cicho. Obiecałaś, iż się zrzekniesz dziecka. Mam już umówionych ludzi, chcą zabrać je choćby dziś.
Pani Renato, rozmyśliłam się. Nie oddam jej nikomu.
Ale ty nie masz grosza, jesteś na ulicy, gdzie pójdziesz z dzieckiem?!
Do domu. Nie będę już dłużej pani kłopotać. Poradzę sobie.
Renata poczerwieniała ze złości, wykrzywiła twarz.
Zwariowałaś?! Z czego zamierzasz żyć? Żebrac będziesz z dzieckiem na ręku?!
Na krzyk obudziła się córeczka. Marta podniosła się i sięgnęła po nią.
Nie dotykaj! Ja nakarmię ją sztucznym mlekiem. Lekarzom powiemy, iż nie masz pokarmu zadeklarowała Renata.
Nie ma o czym mówić, to moja córka. Powiedziałam już, nie wycofam się!
Ty nie możesz! Obiecałaś! Renata bezsilnie otwierała usta.
Proszę wyjść.
Gdy Renata wyszła, współlokatorka Marty podniosła głowę.
Kto to był?
Ciotka.
Straszna kobieta. Nie słuchaj jej. Dobrze zrobiłaś, iż ją wyrzuciłaś. Jestem Ela. jeżeli będziesz potrzebować pomocy, służę. Są na świecie życzliwi ludzie.
Ja Marta.
Miło. Wiesz, miałam wrażenie, iż ta kobieta chciała wynieść ci dziecko z łóżeczka. Bardzo dziwna.
***
Przed wypisem odwiedziła Martę koleżanka z dawnych lat. Nie wpuszczono jej na salę, więc Marta wyszła na korytarz.
Judytę trudno było poznać brzuch miała wielki.
Cześć.
Marta ostrożnie usiadła.
Słyszałam, iż urodziłaś.
Tak. Córkę.
Judyta zaczęła się wiercić.
Marto, słuchaj Mama znalazła ludzi, którzy chcą zaadoptować twoją córkę.
I co w związku z tym?
To bardzo dobrzy ludzie, znam ich. Są bogaci, oddadzą za dziecko wszystko.
Judyta chwyciła ją za rękę:
Oferują za twoją córkę czterysta tysięcy złotych. Wyobrażasz sobie? Możesz kupić pokój w akademiku, albo wpłacić na mieszkanie.
A to ciekawe! Marta kiwnęła głową. Martwisz się o nich? To sprzedaj im swoje dziecko.
Judytę natychmiast strzeliła focha, ale nie puszczała ręki Marty.
Poczekaj, Marto. Oddaj mi to dziecko. Zajmę się nią, to przecież córka Pawła.
Poradzisz sobie z dwójką dzieci?
Nic nie rozumiesz! Mój świat się rozpada!
Marta wstała, chcąc odejść, ale Judyta uchwyciła jej rękaw z obłędem w oczach.
Potrzebuję tego dziecka!
Puść.
Po paru godzinach do sali wpadł sam Paweł. Marta odsunęła się, widząc go.
Urodziłaś? Mogę zobaczyć?
Nie możesz! Przecież Judyta zaraz rodzi, idź do niej!
Musimy porozmawiać, Marto. Odkąd urodziłaś, nie mogę znaleźć sobie miejsca. Chcę zabrać córkę do siebie. Zrzeknij się jej, ja ją zaraz adoptuję.
Marta potrząsnęła głową.
Nigdy się nie wyrzeknę dziecka, które mnie potrzebuje. Daremnie tu przyjechałeś, córki nie oddam!
Paweł nie chciał odejść.
Oddaj dziecko! Wcale nie miałaś prawa go urodzić! I tak zabiorę, co moje!
Ty? Maminsynek?! Najpierw zapytaj mamusi o pozwolenie!
Marta przepchnęła byłego narzeczonego, wzięła córkę i poszła do punktu pielęgniarek, prosząc:
Bardzo proszę, nie wpuszczać do mnie nikogo. Nie chcę nikogo widzieć! Jak w przechodnim domu!
Epilog
W dzień wypisu Marta wyszła ze szpitala, przyciskając córkę do siebie.
Nie była sama razem z nią wyszła Ela, którą witali mąż i mama.
Marta zatrzymała się, widząc samochód Nowaków.
Z auta wysiadła matka Pawła, Elżbieta Nowakowa: wyciągnęła szyję i zmrużyła oczy, przyglądając się Marcie.
Marta poczuła zimno na plecach.
Niedoszła teściowa patrzyła wrogo, gotowa do ataku jak wilczyca.
Ela też to zauważyła, podeszła do Marty i stanęła obok.
Kto to, Marto?
Rodzice Pawła.
Tak się lampi, jakby na coś czekała. Nie podoba mi się to. Powinnaś jechać ze mną. Mama szykowała dla ciebie pokój, pamiętasz?
Marta kiwnęła głową. Ona też miała złe przeczucie.
***
Po kilku tygodniach u nowych przyjaciół Marta nieoczekiwanie znalazła miłość kuzyn Eli, zatwardziały kawaler Janek, zaczął się nią opiekować.
Janek okazał się porządnym, ciepłym człowiekiem. Nie tylko się z nią ożenił i adoptował córkę, ale także pomagał jej ojcu.
Co do Judyty i Pawła, ich małżeństwo rozpadło się.
Okazało się, iż Judyta udawała ciążę, nosiła sztuczny brzuch i zwodziła całą rodzinę Nowaków.
Renata, chcąc oszczędzić córkę, przyznała się zięciowi, iż Judycie ciąża poroniła na samym początku. Zarazem zaproponowała z pozoru świetne rozwiązanie:
Pawełku, zięciu, nie denerwuj się na Judytkę. Wiem, straciliście dziecko, ale i ty nie jesteś bez winy. Niebawem urodzi ci się córka gdzie indziej. Pomyślałam sobie, iż moglibyście adoptować córkę Marty. W końcu nie jest wam obca. A twoim rodzicom powiemy, iż to córka Judyty nikt się nie dowie.
Pomysł się Pawłowi spodobał.
Wszystko szło gładko, dopóki Marta nie zbuntowała się i zatrzymała córeczkę po porodzie, czym kompletnie pogrążyła dawną przyjaciółkę i jej matkę.
Mama Pawła, Elżbieta Nowakowa, była rozczarowana kłamstwem synowej i wyrzuciła ją z domu, każąc Pawłowi się rozwieść.
Dziś, gdy wreszcie patrzę wstecz, widzę jasno jak ważne jest stawać za sobą i tymi, którzy naprawdę nas potrzebują. Łatwo ulec wpływom i wcisnąć się w czyjeś życie, ale najważniejsza jest odwaga by wybrać dobro własnego dziecka. To, co dziś wiem na pewno nigdy nie wolno zapominać, dla kogo naprawdę jesteśmy na świecie.






