Dziecko dla przyjaciółki Gdy Lilka przeżywała ostatnie miesiące ciąży, jej młodszy brat wyjechał z…

twojacena.pl 16 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci o czymś opowiedzieć

Jak Zosia była w końcówce ciąży, to jej młodszy brat wyjechał z domu, a ojciec no cóż, zaczął coraz częściej zaglądać do kieliszka. Od wtedy życie Zosi stało się jednym wielkim koszmarem.

Każdy poranek wyglądał tak samo: otwieranie okien, żeby wywietrzyć trochę ten smród po wódzie, zbieranie pustych butelek spod stołu, no i czekanie, aż ojciec raczy wstać.

Tata, tobie lekarz kazał nie pić! Ledwo po udarze doszedłeś do siebie

A co mnie obchodzi? Piję, bo wtedy mniej czuję ten ból, rozumiesz?

Jaki ból?

Że nikomu nie jestem potrzebny, rozumiesz? choćby tobie przeszkadzam. Zresztą, na co ja się nadaję… Tylko przekleństwem jestem, niepotrzebnie się ożeniłem i dzieci spłodziłem, a one tylko po mnie biedę i bezradność odziedziczyły. Bez sensu to wszystko, Zosiu. Lepiej pić.

Zosia była już na skraju wytrzymałości i wkurzała się na potęgę.

Tato, nie mów tak! Ludzie mają gorzej, naprawdę.

A co tu może być gorszego, córko? Ty bez matki rosłaś, a jeszcze chcesz urodzić dziecko bez ojca, które też biedę będzie oglądać przez całe życie.

Jeszcze nie wszystko stracone, tato. W życiu różnie bywa, wszystko może się zmienić w jednej chwili.

Zosia ze smutkiem wspominała, jak jeszcze niedawno była szczęśliwa, miała wyjść za Tomka. No, świat się zawalił, ale człowiek musi żyć dalej.

Tego dnia tata znowu się urżnął. Zosia krzyknęła ze złością:

Tato, czy ty przepiłeś te oszczędności, które miałam na czarną godzinę?! Skąd je wziąłeś? Cały dom przeszukałeś, w moich rzeczach grzebałeś?!

Wszystko w tym domu jest moje, razem z tą emeryturą, którą mi ukrywasz! Moją emeryturą!

I wszystko wydałeś na wódkę? Ani przez chwilę nie pomyślałeś, za co będziemy żyli?

A czemu ja mam myśleć? Jestem chorym człowiekiem! Ty już dorosłaś, to teraz ty się mną zajmuj!

Zosia przeszukała szafki.

Na pewno wczoraj były jeszcze dwa opakowania makaronu i trochę masła… Teraz nie ma nic! Co my zjemy na kolację?..

Była wstrząśnięta. Usiadła na krześle, zakrywając twarz rękami.

Nie miała pojęcia, iż ciotka Basia, jej życzliwa sąsiadka, zaczęła przychodzić pod jej nieobecność, poić ojca i wynosić z domu co się da.

Cichaczem, krok po kroku, Basia rozwalała rodzinę od środka.

Tamtej nocy Zosia całą przepłakała; leżała w łóżku wyczerpana, głodna i załamana.

Rano ktoś zapukał do drzwi to była właśnie ta Basia. W modnym płaszczu, na obcasach (unikała zdejmowania butów, chodziła jak po swoim). Weszła do kuchni jakby była u siebie.

Cześć, Zosiu. Dostałam cynk od znajomej z administracji, iż macie dłuuugi za prąd i zaraz wam odetną. Co się u was dzieje? Zaparzysz mi herbaty?

Nie czekając na odpowiedź, zaczęła grzebać w szafkach i lodówce.

Sama sobie zrobię herbatę, jesteś przecież w ciąży jak moja Ewa… Ale tu pusto! Ani cukru, ani herbaty, ani choćby chleba… Wygląda jakby tu wiatr hulał. Chodź, pójdziemy do sklepu.

Zosia nic choćby na nią nie spojrzała.

Ciociu Basiu, nie poczęstuję pani herbatą. Lepiej proszę już iść.

Basia nie dawała za wygraną.

Masz kłopoty, to widać. Pamiętasz, jak mówiłam, żebyś do mnie się przeniosła? Tym razem nie pytam, tylko nalegam. Pakuj rzeczy, zabieram cię. Tu nie ma warunków dla dziecka, ojciec chleje, a ty choćby obiadu nie masz. Serio, musisz jeść owoce, witaminy…

Zosi zakręciło się w głowie, usiadła, łzy jej popłynęły… Basia objęła ją:

Posłuchaj, mała. Wiem, co o mnie myślisz. Pewnie nie ma mi przebaczenia. Przecież moja córka odbiła ci narzeczonego… Ale nie jestem potworem, nie mogę patrzeć jak cierpisz. Chcesz czy nie, ja ci pomogę!

Reszta była jak przez mgłę: Basia spakowała Zosi torbę, zamówiła taxi…

***

W dniu, w którym zaczęły się bóle porodowe, Basia prawie nie opuszczała Zosi na krok.

Zosiu, słuchaj uważnie już rozmawiałam ze szpitalem i wiedzą, iż chcesz oddać dziecko do adopcji. Jak już urodzisz, nie bierz jej na ręce, nie przykładaj do piersi. Lepiej nie patrz.

Zosię skręcało z bólu.

Ciociu Basiu, mam to gdzieś. Boli jak cholera byle tylko już po wszystkim

No, nie zapominaj! Sama nie dasz rady wychować tego dziecka. Ja już mam znajomych porządna para, czeka na adopcję, biorą dziecko od razu.

Po kilku godzinach urodziła się dziewczynka.

Waży trzy trzysta, zdrowa jak rydz.

Położna owinęła dziecko i choćby nie pokazała Zosi.

Ale pediatra tylko spojrzała na nią groźnie:

Ale co to ma znaczyć? Zdrowa, śliczna córeczka, a pani choćby nie chce na nią spojrzeć? Pani Krysiu, proszę przynieść dziecko i przyłożyć do mamy.

Zosia skrzywiła się i pokręciła głową:

Nie chcę. Sama mam ledwo na życie, nie chciałam rodzić Są ludzie, co tego dziecka potrzebują bardziej, ja napiszę zgodę na adopcję, niech ją ktoś przygarnie

Proszę nie wariować, chociaż zobaczy pani tę kruszynę.

Zosia zacisnęła oczy, ale poczuła delikatne dotknięcie małej rączki.

Położna położyła ją obok, mała zapiszczała, kręcąc główką i szukając ustami piersi. Zosia w końcu spojrzała na córkę.

Malutka, bezbronna kruszyna zmrużonymi oczkami wyciągała do niej rączki, szamotała się bezradnie.

No mama, chyba już czas nakarmić dziecko, zażartowała pediatra, a widząc jak Zosia cała aż zmiękła, uśmiechnęła się szeroko.

Zobacz, jaka śliczna córeczka. Ona potrzebuje właśnie ciebie, nie jakichś obcych ludzi, rozumiesz?

Zosia rozpłakała się, przytuliła córeczkę i skinęła głową.

Przez następne dwie godziny nie mogła się napatrzeć na tę swoją małą.

Wtedy w końcu obudził się u niej ten matczyny instynkt.

To jest właśnie sens mojego życia moja córka. Nieważne czy Tomek odszedł, czy ojciec szaleje Dla niej mam być.

***

Zosię obudził głos Basi.

Basia weszła w szlafroku do sali i zerknęła na Zosię w łóżku.

Ty sobie chyba żartujesz? szepnęła. Umawiałyśmy się przecież miałaś urodzić i oddać dziecko. Już mam ludzi, czekają z kasą, biorą dziewczynkę od ręki!

Ciociu Basiu, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu.

A za co będziesz żyć?! Nie masz choćby złotówki! Co, z dzieckiem na dworcu zamieszkasz?

Wrócę do domu. Nie chcę już pani kłopotać. Dam radę sama.

Zosia zobaczyła, jak twarz Basi momentalnie się wykrzywiła z dobroci nie zostało nic, tylko jakaś dzikość.

Zwariowałaś?! Z czego żyć będziesz?! Na żebry pójdziesz?!

Basia aż wychodziła z siebie, krzyczała, aż mała się obudziła. Zosia wstała i podeszła do łóżeczka.

Nie dotykaj jej! Ja ją utulę i dam mleko modyfikowane. Powiemy lekarzom, iż nie masz pokarmu, rzuciła Basia.

Zosia tylko pokręciła głową:

To moja sprawa, to moja córka. Powiedziałam już, nie oddam jej!

Ale obiecałaś! Basia bezsilnie się miotała.

Proszę wyjść.

Basia wybiegła. Z sąsiedniego łóżka podniosła się inna dziewczyna.

Kto to był?

Ciocia.

Masakra! Dobrze, iż ją wypraszałaś, robi się groźnie. Jestem Magda. Jak coś, pomogę. Są jeszcze na świecie dobrzy ludzie.

Jestem Zosia odpowiedziała.

Miło poznać. Wiesz? Przysięgam, iż ta kobieta chciała zabrać twoją córkę z łóżeczka i uciec. Bardzo dziwna sprawa.

***

Przed wyjściem ze szpitala, pojawiła się była przyjaciółka, Ewa. Miała już spory brzuch.

Cześć.

Zosia ostrożnie usiadła na ławce obok niej.

Słyszałam, iż urodziłaś.

Tak. Córkę.

Ewa była roztrzęsiona.

Zosiu, słuchaj… Mama już znalazła ludzi, co ją przygarną.

No i?

Są bardzo bogaci. Chcą zapłacić za dziewczynkę… Milion złotych! Wyobrażasz sobie? Za to możesz sobie kupić pokój w akademiku albo i mieszkanie.

Oho, milion złotych? Zosia skinęła głową. Jak tak im zależy, to daj im swoje dziecko.

Ewa zaraz spochmurniała, ale jeszcze się uczepiła Zosi za rękaw.

Zaczekaj! Oddaj mi córkę, ja ją wychowam, to przecież dziecko Tomka.

Myślisz, iż dasz radę z dwójką dzieci?

Nic nie rozumiesz! Wszystko się wali!

Zosia wstała, chciała odejść, Ewa złapała ją za rękaw, spojrzenie miała lekko szalone:

Potrzebuję tego dziecka, Zosiu!

Puść.

Dwie godziny później do sali wszedł sam Tomek. Na jego widok Zosia aż zesztywniała.

Urodziłaś? Mogę zobaczyć?

Nie! Ty się zajmij Ewą, ona zaraz też rodzi!

Musimy pogadać, Zosia. Odkąd urodziłaś, nie mogę sobie znaleźć miejsca. Wiesz co? Chcę zabrać córkę do siebie. Oddaj ją mi, obiecuję, iż ją wychowam.

Zosia pokręciła głową:

Nie jestem jak ty, nie zostawię nikogo, kto mnie potrzebuje! Pojechałeś na próżno, dziecka ci nie oddam!

Tomek zaczynał się robić agresywny.

Daj mi dziecko! Nie miałaś prawa rodzić mojej córki! I tak ją odzyskam!

Ty? Taki pantoflarz? Najpierw pozwolenie mamusi zapytaj!

Zosia odepchnęła go, wzięła córeczkę na ręce i poszła do dyżurki.

Przepraszam, ale czy mogę prosić, żeby już nikt do mnie nie przychodził? Mam już dość tego zamieszania, nie chcę nikogo widzieć! Szpital to nie korytarz!

Epilog

W dniu wypisu Zosia tuliła córkę, wychodząc z porodówki.

Nie była jednak sama razem z nią wychodziła Magda, którą odbierali mąż i mama.

Zosia zatrzymała się na schodach, gdy zobaczyła samochód rodziny Tomka, państwa Rzeszowskich.

Z auta wysiadła matka Tomka, pani Halina, mierzyła Zosię wzrokiem.

Zosi aż zimno po plecach przeszło.

Potencjalna teściowa wyglądała jak wilczyca przed skokiem.

Magda zobaczyła, jak Zosia pobladła i stanęła obok niej.

Kto to, Zosiu?

Rodzice Tomka.

Wygląda, jakby tu na ciebie polowali Wiesz co, mówiłam ci już, iż u nas jest dla ciebie pokój. Chodź do nas.

Zosia skinęła głową, też się bała.

***

U Magdy i jej rodziny Zosia na nowo odkryła, co znaczy czułość jej kuzyn, stary kawaler Janek, zaczął o nią dbać.

Janek okazał się świetnym facetem. Ożenił się z Zosią, wychował jej córkę jak własną i choćby zaczął pomagać jej ojcu.

A Ewa z Tomkiem? Ich związek się rozsypał.

Wyszło na jaw, iż Ewa udawała ciążę; miała pod ubraniem atrapę brzucha i wszystkich w rodzinie Tomka robiła w balona.

Basia, żeby ochronić córkę przed skandalem, przyznała zięciowi, iż Ewa poroniła bardzo wcześnie. Zaraz potem wymyśliła plan ratunkowy:

Tomku, nie złość się na Ewę. Ona naprawdę poroniła, ale twoje ręce też są brudne, bo zaraz będziesz miał dziecko z Zosią. Pomyślałam, po prostu weźcie dziecko Zosi jako swoje nikt się nie zorientuje. Nie powiemy twoim rodzicom, iż Ewa nie jest w ciąży, po prostu, jak Zosia urodzi, zabierzemy to dziecko i wszystkim powiemy, iż Ewa je urodziła.

Tomkowi spodobał się ten plan.

Wszystko się układało do czasu, aż Zosia odbiła i nie zostawiła swojej córeczki w szpitalu. Tym samym Ewa i jej matka zostały z niczym.

Matka Tomka, Halina, była zawiedziona kłamstwem synowej i wyrzuciła ją z domu, każąc Tomkowi się rozwieść.

Idź do oryginalnego materiału