Dziecko dla przyjaciółki Gdy Lilka przeżywała ostatnie miesiące ciąży, jej młodszy brat wyprowadził…

polregion.pl 12 godzin temu

Dziecko dla przyjaciółki

Gdy Agnieszka zbliżała się do końca swojej ciąży, jej młodszy brat zniknął z domu, ojciec zatopił się w butelce i od tamtej pory życie Agnieszki stało się koszmarem.

Każdego ranka Agnieszka otwierała okna, zbierała z podłogi butelki po piwie Żywiec i czekała aż ojciec się wyśpi.

Tato, przecież lekarz zakazał ci pić po wylewie

Co mi zrobisz? Piję, bo inaczej nie wytrzymam bólu.

Bólu? Jakiego bólu?

Bólu tego, iż do niczego się nie nadaję. choćby dla ciebie jestem ciężarem, Agnieszka. Po co się urodziłem, po co cię wychowywałem? Tylko przekazałem ci słabość i biedę. Wszystko na nic.

Agnieszka miała już dosyć i czuła, jak ciężar całego świata spada jej na ramiona.

Tato, nie mów tak. Wiele ludzi ma gorzej.

Gorzej? Ty bez matki, wnuczka urodzi się bez ojca i będzie klepać biedę.

Nie musi tak być, tato. Wszystko jeszcze może się zmienić.

Z żalem wspomniała ostatnie szczęśliwe chwile, kiedy szykowała się do ślubu z Michałem. Może świat się rozpadł, ale trzeba żyć dalej.

Tego dnia ojciec znowu przepił resztki pieniędzy.

Przepiłeś ostatnie oszczędności? Przewracałeś mi rzeczy, szukałeś po szafkach?!

Wszystko tutaj należy do mnie, choćby twój zasiłek, który przede mną ukrywasz! Mój zasiłek!

Więc wszystko przepiłeś? choćby nie pomyślałeś, za co będziemy żyć?

Ja chory człowiek! Teraz ty się mną zajmuj!

Agnieszka przeszukała kuchenne szafki.

Przecież były jeszcze dwa opakowania makaronu i masło. Gdzie wszystko zniknęło? Na co zjemy kolację?

Usiadła, ukrywając twarz w dłoniach.

Skąd miała wiedzieć, iż ciotka Halina wkrada się do mieszkania, poi ojca i wynosi jedzenie oraz co się da?

Gładko, jak śliski wąż, Halina zawładnęła domem, starając się pogrążyć rodzinę w chaosie.

Tej nocy Agnieszka płakała do poduszki, przygnębiona, głodna i samotna.

Rano do drzwi zapukała Halina. W modnym płaszczu, w szpilkach, weszła bez zdejmowania butów prosto do kuchni.

Wiesz, moja znajoma z urzędu miasta mówiła mi, iż macie już zadłużenie, lada chwila odetną wam prąd. Co tu się dzieje, Agnieszka? Może chociaż zaparzysz herbatę?

Zanim Agnieszka zdążyła odpowiedzieć, ciotka już buszowała po szafkach.

Sama zrobię herbatę, ty powinnaś oszczędzać siły. Ale nie macie choćby cukru, ani liściastej! Totalna bida. Chodźmy do sklepu.

Agnieszka choćby nie patrzyła na gościa.

Ciociu Halino, nie częstuję dziś herbatą. Lepiej już wyjdź.

Halina jednak nie zamierzała się wycofać.

Przecież masz tu dramat. Pamiętasz, proponowałam, byś przeprowadziła się do mnie? Tym razem nie proponuję obstaję przy swoim, przenoś się do mnie. U ciebie warunków dla dziecka nie ma, ojciec chleje, sama głodujesz! Potrzebujesz owoców, witamin! Pakuj się i jedziemy!

Agnieszka poczuła zawroty głowy i usiadła. Łzy popłynęły jej po policzkach, ciotka objęła ją:

Posłuchaj, wiem, jak mnie traktujesz. Wiem, iż moja córka zabrała ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem, nie potrafię patrzeć jak się tu męczysz. Chcesz czy nie, pomogę ci.

Jak przez zawoalowaną mgłę: ciotka pomogła Agnieszce spakować torbę i zamówiła taksówkę.

***

W dzień, gdy zaczęła się akcja porodowa, Halina nie opuszczała Agnieszki na krok.

Słuchaj mnie, Agnieszka. Już uprzedziłam personel, iż chcesz oddać dziecko do adopcji. Więc po porodzie nie przytulaj jej, nie karm, choćby nie patrz.

Agnieszka dygotała z bólu:

Nie obchodzi mnie już nic, byleby się skończyło!

Zapamiętaj: sama sobie nie poradzisz. Znalazłam już dobrą rodzinę, chętni od razu ją zabiorą.

Kilka godzin później na świat przyszła dziewczynka.

Trzy kilo trzysta, zdrowa, wszystko w porządku.

Pielęgniarka zawinęła niemowlę w kocyk i, nie pokazując jej matce, wyniosła.

Jednak lekarka popatrzyła surowo na Agnieszkę:

Jak to rozumieć? Zdrowe, piękne dziecko, a matka nie chce choćby spojrzeć? Alicjo, połóż dziecko przy matce, niech przystawi do piersi.

Agnieszka zaprotestowała:

Nie chcę. Mnie nie stać, dziecko cudzym będzie lepiej. Napiszę zrzeczenie się praw i po sprawie

Proszę, nie rób tego. Przynajmniej spójrz na córeczkę.

Agnieszka ścisnęła powieki, ale poczuła na dłoni ciepły, delikatny dotyk…

Położna położyła maleństwo obok niej. Niemowlę zacieśniało dłonie, szukając mamy ustami, i Agnieszka spojrzała w jej małe, ufne oczy.

Bezbronny człowieczek wyciągał do niej rączki, milcząco błagając o bliskość.

No, mamo, karmimy córeczkę, uśmiechnęła się pani doktor. Widziała, jak całe ciało Agnieszki drży pod naporem uczuć.

Widzisz, jaka piękna? Ona cię potrzebuje! Nikt inny!

Agnieszka wybuchła płaczem, obejmując dziecko.

Przez dwie godziny patrzyła tylko na nią odkrywając zaskakującą siłę, której nigdy w sobie nie znała.

„Oto sens mojego istnienia moja córka. Nieważne, gdzie Michał, czy ojciec pił ona mnie potrzebuje, i to najważniejsze.”

***

Obudził ją głos Haliny.

Halina w szlafroku stała przy łóżku Agnieszki.

Zapomniałaś, o co się umawiałyśmy? Obiecałaś oddać dziecko! Są już ludzie, którzy chcą ją zabrać!

Ciociu Halino, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej.

Przecież nie masz choćby złotówki! Gdzie cię poniesie z dzieckiem?! Do lasu?

Wrócę do siebie. Nie będę przeszkadzać.

Twarz Haliny stężała w okrutnym grymasie.

Zwariowałaś?! Jak chcesz żyć? Będziesz żebrać?!

Od jej krzyku niemowlę zapłakało. Agnieszka podniosła córeczkę, ukołysała do snu.

Nie dotykaj! Ja ją nakarmię, powiem lekarzom, iż nie masz mleka! krzyczała Halina.

Agnieszka potrząsnęła głową:

To już nie twoja sprawa. To moje dziecko. Zostaje ze mną.

Nie możesz! Ustalone było inaczej! jęczała Halina bezradnie.

Proszę wyjść.

Sąsiadka z łóżka obok podniosła głowę:

Kto to był?

Ciotka.

Strach. Nie słuchaj jej Ja ci pomogę. Jestem Basia. Jak coś, zgłoś się do mnie. Są jeszcze ludzie, którym zależy.

Jestem Agnieszka.

Cześć, miło poznać. Widziałam, iż ta kobieta miała ochotę zabrać ci córkę z łóżeczka. Bardzo dziwnie się zachowuje.

***

Tuż przed wyjściem ze szpitala, Agnieszkę wezwano na korytarz.

Na ławce siedziała była przyjaciółka Karolina. Miała już duży brzuch.

Cześć.

Agnieszka siadła ostrożnie obok niej.

Urodziłaś?

Tak. Córkę.

Karolina przestępowała z nogi na nogę.

Słuchaj, znałaś już przecież tych ludzi, którzy chcą adoptować twoją córeczkę?

No i?

To porządni ludzie, mają kasę, oddadzą ci za córkę czterdzieści tysięcy złotych. Możesz zacząć nowe życie, kupić kawalerkę.

Serio? Czterdzieści tysięcy? Agnieszka przytaknęła. To może ty im sprzedaj swoje dziecko.

Karolina obraziła się, ale chwyciła Agnieszkę za rękę.

Poczekaj. Oddaj mi swoją córkę Przecież jest córką Michała. Dam sobie radę z dwójką, już to przemyślałam. Proszę, daj mi tu dziecko!

Agnieszka skrzywiła się, próbując się oswobodzić.

Ja już zdecydowałam.

Godzinę później, do sali wtargnął sam Michał. Agnieszka aż się cofnęła.

Urodziłaś? Mogę zobaczyć?

Nie! Lepiej patrz na dziecko Karoliny, twojej nowej narzeczonej!

Muszę pogadać, Agnieszka. Chcę zabrać dziecko, zrzeknij się jej.

Nie jestem taki jak wy ten, komu jestem potrzebna, tego nie zostawię! Daremny twój trud, córki nie oddam!

Michał zrobił się natarczywy.

Oddaj dziecko! choćby nie miałaś prawa rodzić!

Ty? Synusiu mamusi! Spytaj najpierw, czy mama pozwala!

Agnieszka wyminęła go, wzięła córkę na ręce i poszła do dyżurki położnych.

Czy mogłaby pani nie wpuszczać do mnie żadnych odwiedzających? Mam już dość tego cyrku!

Epilog

W dniu wyjścia ze szpitala, Agnieszka tuliła córkę w ramionach.

Nie była sama wyszła razem z Basią, której mąż i teściowa czekali przy drzwiach.

Agnieszka zatrzymała się widząc samochód rodziny Michała.

Z auta wysiadła jego matka, Wioletta, przeciągnęła szyję i lustrowała ją wzrokiem.

Agnieszka poczuła zimny dreszcz na plecach.

Niespełniona teściowa wyglądała jak wilczyca gotowa do skoku.

Basia zauważyła spojrzenie przyjaciółki i stanęła przy niej.

Kto to, Agnieszka?

Rodzice Michała.

Ooo, źle się na ciebie patrzą. Dziwnie się robi. Nie mówiłam ci? Przygotowaliśmy ci u nas pokój, jedziesz do mnie.

Agnieszka przytaknęła niepewność kłębiła się w jej sercu.

***

Zamieszkawszy u nowych przyjaciół, Agnieszka nieoczekiwanie poznała miłość: kuzyn Basi, zatwardziały kawaler Jan, zaczął się nią opiekować.

Jan okazał się ciepłym mężczyzną, o złotym sercu. niedługo ożenił się z Agnieszką, adoptował jej córkę, a choćby pomagał teściowi wyjść z nałogu.

Karolina i Michał ich związek się rozpadł.

Jak się okazało, Karolina udawała ciążę, nosząc specjalną poduszkę pod bluzką, wodząc całą rodzinę Michała za nos.

Halina, chcąc ratować sytuację córki, sama przyznała się zięciowi, iż Karolina poroniła dawno temu. I od razu zaproponowała swoje dziwaczne rozwiązanie:

Michałku, nie miej żalu do Karoliny. Cóż, straciła ciążę Ale i tak twoje dziecko się już urodziło, tyle iż gdzie indziej. A może dogadajcie się z Agnieszką? Kiedy Agnieszka odda córkę, uznamy, iż Karolina ją urodziła. Rodzinie powiemy, iż wszystko jest w porządku!

Michałowi plan teściowej choćby się spodobał.

Wszystko legło w gruzach dopiero wtedy, gdy Agnieszka odmówiła zostawienia córki w szpitalu.

Wioletta, matka Michała, była zawiedziona podstępem synowej i wyrzuciła ją z domu, każąc synowi rozwieść się z Karoliną.

Idź do oryginalnego materiału