Dziecko dla przyjaciółki Kiedy Lila przechodziła ostatnie miesiące ciąży, jej młodszy brat wyjechał…

twojacena.pl 17 godzin temu

Dziecko dla przyjaciółki

Dziennik Lilii

Kiedy kończyłam ostatnie miesiące ciąży, mój młodszy brat wyjechał z domu, tata znowu zaczął pić i od tego czasu moje życie zamieniło się w koszmar.

Każdy poranek wyglądał tak samo: otwierałam okna, żeby wywietrzyć mieszkanie, wyrzucałam butelki spod stołu i czekałam, aż tata się wyśpi.

Tato, przecież nie możesz pić. Ledwo wyszedłeś z udaru.

Piję, bo tak jest łatwiej przeżyć ból. Kto mi zabroni?

Jaki ból, tato?

Ból tego, iż nie jestem już nikomu potrzebny. choćby tobie, córciu. Czuję się jak ciężar dla ciebie. Jestem nieudacznikiem, Lilu. Nie powinienem był się rodzić, żenić się, mieć dzieci. Zostawiłem wam tylko słabość i biedę. Wszystko na nic. Po prostu lepiej pić.

Moje nerwy były na wyczerpaniu.

Nie wszystko poszło na marne, tato. Ludzie mają cięższe losy.

Gdzie cięższe, dziecko? Wychowywałaś się bez mamy, a teraz zamierzasz sama wychować dziecko bez ojca i dalej borykać się z biedą.

Tata, nie wszystko jest takie czarne. Życie zmienia się choćby wtedy, gdy się tego nie spodziewamy.

Poczułam ukłucie w sercu na wspomnienie, iż jeszcze niedawno szykowałam się do ślubu z Iluzem. Świat się zawalił, ale trzeba jakoś żyć.

Tego dnia tata znów się upił. W przypływie gniewu wykrzyczałam:

Przepiłeś te pieniądze, które odkładałam na czarną godzinę?! Jak je znalazłeś? Przekopałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?!

Wszystko w tym domu jest moje powiedział tata. Wliczając w to emeryturę, którą przede mną ukrywasz!

I co, wydałeś wszystko na wódkę bez zastanowienia się, co z nami będzie?

A czemu mam o tym myśleć? Jestem chory. Jesteś dorosła, teraz twoja kolej się mną zaopiekować.

Poszperałam po szafkach.

Pamiętam, iż wczoraj miałam jeszcze dwa opakowania makaronu i masło. Teraz zniknęły! Czym nakarmię się na kolację?

Byłam w szoku. Usiadłam przy stole i ukryłam twarz w dłoniach.

Nie mogłam wtedy wiedzieć, iż ciotka Natalia w mojej nieobecności podawała tacie alkohol, a potem opróżniała nam kuchnię.

Jak cicha żmija, ciotka Natalia zaczęła wpełzać w nasze życie i robić wszystko, żeby zniszczyć rodzinę.

Leżałam całą noc, płacząc. Byłam załamana i głodna.

Rankiem ktoś zastukał do drzwi. Weszła Natalia Antonina. Ubrana w modne płaszczyko, wysokie buty choćby nie zdjęła obuwia. Przeszła przez cały dom.

Cześć. Moja koleżanka z urzędu powiedziała mi, iż macie zaległości i lada moment odetną wam prąd. Co się dzieje, Lilu? Może poczęstujesz mnie herbatą?

Nie czekając na odpowiedź, weszła do kuchni i zaczęła przeszukiwać lodówkę i szafki.

Sama sobie zrobię herbatę, przecież jesteś w ciąży, jak moja córka Basia… Ale u was choćby grama cukru, nie ma czym zalać herbaty. Nic tu nie ma! Idziemy do sklepu!

Starałam się nie patrzeć ciotce w oczy.

Ciociu Natalio, nie będę panią częstować. Lepiej wyjdź.

Ona była nieugięta.

Wiem, iż masz tu koszmar. Pamiętasz, jak namawiałam cię, żebyś przeprowadziła się do mnie? Teraz ci nie proponuję, a żądam! Spakuj się, pojedziesz do mnie. Tu nie da się żyć z dzieckiem; twój ojciec pije, sama nie masz co jeść! choćby owoców ani witamin nie masz! Zabieraj się ze mną.

Usiadłam z wrażenia i zawroty głowy… Łzy popłynęły mi po policzkach. Natalia objęła mnie ramieniem:

Słuchaj, wiem, co o mnie myślisz. Wiem, nie zasługuję na przebaczenie, bo to przez moją Basię straciłaś narzeczonego. Ale nie jestem potworem. Nie mogę patrzeć, jak cierpisz. Chcesz czy nie, zaopiekuję się tobą.

Reszta wydarzyła się trochę jak we śnie: Natalia pomogła mi się spakować i zamówiła taksówkę.

***

Kiedy zaczęły się bóle porodowe, Natalia Antonina była cały czas przy mnie.

Słuchaj, Lila. Uprzedziłam pielęgniarki, iż chcesz zrzec się dziecka. Więc po porodzie nie bierz córki na ręce, nie przykładaj do piersi, choćby nie patrz.

Miotałam się z bólu.

Ciociu Natalio, wszystko mi jedno. Tylko niech to się już skończy…

Pamiętaj, co ci mówiłam. Sama nie dasz rady, znalazłam już dobrą parę, która natychmiast chce adoptować dziewczynkę.

Po kilku godzinach urodziłam córkę.

Waży trzy trzysta, zdrowa.

Położna zawinęła ją w rożek i wyniosła, nie pokazując mi jej.

Tylko lekarka spojrzała na mnie surowo:

Co to ma znaczyć? Zdrowa, śliczna dziewczynka, a matka choćby nie chce spojrzeć. Pani Elu, proszę przynieść ją i przystawić do piersi.

Z trudem pokręciłam głową.

Nie chcę. Ja sama nie mam na życie. Są ludzie, którym bardziej zależy na niej. Napiszę zrzeczenie…

Niech pani chociaż spojrzy.

Zamknęłam mocno oczy, ale poczułam na dłoni ciepły dotyk…

Położna położyła mi córkę przy boku. Kręciła się, otwierała usta, próbując szukać piersi. Spojrzałam na nią pierwszy raz.

Maleńkie, bezbronne dziecko spojrzało na mnie, mrużąc oczka. Wysunęła rączki ku mnie, sięgając bezradnie po bliskość.

No i co, mamo? Czas nakarmić małą uśmiechnęła się pediatra. Zadrżałam, kiedy poczułam, jaką moc ma pierwszy kontakt z córką.

Śliczna córeczka, to pani jest jej potrzebna, nie żadni obcy ludzie.

Obejmując córkę, rozpłakałam się. Kiwnęłam głową.

Przez następne dwie godziny leżałam obok córki i nie mogłam od niej oderwać wzroku.

Właśnie wtedy obudził się mój instynkt macierzyński.

Oto sens mojego życia moja córka. Nieważne, czy Ilek odszedł, czy tata pije… Ona mnie potrzebuje, więc muszę zostać.

***

Obudził mnie głos Natalii.

Natalia Antonina, okutana w szlafrok, weszła do sali i spoglądała na mnie, jak leżałam w łóżku.

Zapomniałaś, co ustaliłyśmy? szepnęła. Przyrzekłaś, iż oddasz dziecko. Mam już ludzi gotowych przyjechać po dziewczynkę.

Pani Natalio, rozmyśliłam się. Nie oddam jej nikomu.

Ale nie masz ani grosza. Jak zamierzasz żyć z dzieckiem? Pójdziesz pod kościół z ręką wyciągniętą po jałmużnę?

Od krzyku Natalii obudziła się córeczka. Chciałam ją wziąć.

Nie ruszaj! To ja ją ukołyszę i dam butelkę. Powiem lekarzom, iż nie masz pokarmu!

Pokręciłam głową.

Proszę nie decydować za mnie. To moje dziecko. Powiedziałam: nie oddam jej nikomu!

Zwariowałaś! Obiecałaś! syczała wściekle Natalia.

Proszę wyjść.

Natalia wyszła. Moja sąsiadka z łóżka po drugiej stronie podniosła głowę.

Kim ona była?

Ciotką.

Straszne rzeczy. Nie słuchaj jej, dobrze zrobiłaś, iż ją przepędziłaś. Jestem Lera. Jak będzie trzeba, pomogę. Dobrzy ludzie jeszcze istnieją.

Ja Lilka.

Miło poznać. Wiesz, wyglądało na to, iż chciała porwać twoją córeczkę. Bardzo dziwna kobieta.

***

Przed wypisem przyszła po mnie w odwiedziny Basia, była przyjaciółka. Spotkałyśmy się na korytarzu.

Basia, z widocznym już brzuchem, wyglądała na niepewną.

Cześć.

Usiadłam ostrożnie na ławce, ona usiadła obok.

Słyszałam, iż już urodziłaś.

Tak, córkę.

Basia rozglądała się nerwowo.

Lilko, mama już znalazła ludzi chętnych na adopcję.

I co z tego?

To bardzo porządni ludzie, są bogaci i zrobią wszystko, żeby mieć twoją córkę.

Basia złapała mnie za rękę:

Proponują za twoją córeczkę dwieście tysięcy złotych. Wyobrażasz sobie? Możesz mieć pokój w akademiku, choćby zaoszczędzić na mieszkanie.

No co ty, dwieście tysięcy? pokiwałam głową. Tak ci na nich zależy, to swoje dziecko im sprzedaj.

Basia nadęła usta, ale mocniej chwyciła mnie za rękę.

Poczekaj! Oddaj ją mnie! Będę się nią opiekować. To przecież córka Ilka.

Dasz radę z dwójką dzieci?

Nic nie rozumiesz, Lila! Mój związek się wali!

Wstałam, szykując się do wyjścia. Basia złapała mnie mocno za rękaw, a w jej oczach zobaczyłam prawie szaleństwo.

Potrzebuję twojej córeczki, Lila!

Puść.

Po kilku godzinach zjawił się jeszcze sam Ilek. Cofnęłam się o krok, widząc go.

Urodziłaś? Mogę zobaczyć?

Nie! Niedługo Basia ci urodzi, będziesz tam oglądał.

Lila, musimy pogadać. Od kiedy urodziłaś, nie mam spokoju. Chcę zabrać córkę do siebie. Oddaj ją, adoptuję natychmiast.

Nie jestem taka jak ty. Nigdy nie oddam kogoś, kto mnie potrzebuje. Daruj sobie, nie dostaniesz jej!

Ilek nie chciał odejść.

Oddaj mi dziecko! choćby nie miałaś prawa go urodzić! I tak je zabiorę!

Ty? Mamin synek? Najpierw zapytaj matki o pozwolenie!

Odepchnęłam go, wzięłam córkę i poszłam do dyżurki pielęgniarek:

Proszę, nie wpuszczać już nikogo do mnie. Nie chcę tu nikogo widzieć. Co za dom otwarty!

Epilog

Dzień wypisu. Wyszłam ze szpitala, trzymając córkę w ramionach.

Towarzyszyła mi Lera, którą odbierali mąż i mama.

Na schodach zobaczyłam samochód Reszkowskich. Wysiadła z niego matka Ilka, Walentyna Jakubowa, lustrując mnie wzrokiem pełnym niechęci.

Przestraszyłam się. Niezrealizowana teściowa wyglądała na wygłodniałą wilczycę gotową do skoku.

Lera to zauważyła i podeszła do mnie.

Kto to?

Rodzina Ilka.

Patrzą, jakby czekały na ciebie. Lepiej chodź do mnie, mama ma dla was pokój.

Kiwnęłam głową. Czułam dziwny niepokój.

***

Po kilku miesiącach zamieszkałam u nowych znajomych. Niespodziewanie zakochałam się w bracie Lery, Iwanie, starej pannie, który okazał się człowiekiem o wielkim sercu. Ożenił się ze mną, zaadoptował moją córkę i pomagał mojemu tacie.

Basia i Ilek się rozstali.

Okazało się, iż ciążę Basia udawała. Przez miesiące chodziła z poduszką pod bluzką, oszukując całą rodzinę Reszkowskich.

Natalia, chroniąc córkę, wyznała zięciowi, iż Basia miała poronienie na samym początku, ale, jej zdaniem, pojawiła się doskonała okazja.

Ilku, nie gniewaj się na Basię. Straciła ciążę, ale i ty masz swoje za uszami. Zaraz urodzi ci się dziecko u Lili. Myślę, iż gdybyście wzięli jej córkę? Przecież i tak jest twoja. Wystarczy udawać, iż to Basia urodziła, wtedy twoi rodzice nic się nie dowiedzą.

Plan teściowej bardzo spodobał się Ilkowi. Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki nie rozmyśliłam się i nie zostawiłam córki w szpitalu wpędzając tym w ślepy zaułek dawną przyjaciółkę i jej matkę.

Matka Ilka, Walentyna Jakubowa, załamała się po tym kłamstwie i wyrzuciła Basię z domu, zmuszając syna do rozwodu.

Idź do oryginalnego materiału