Dziecko dla przyjaciółki
Kiedy Basia była w ostatnich miesiącach ciąży, jej młodszy brat wyjechał z domu, a ojciec znowu sięgnął po alkohol. Od tamtej pory życie Basi zamieniło się w koszmar.
Każdy poranek zaczynał się od przewietrzenia mieszkania, zbierania pustych butelek spod stołu i czekania, aż ojciec się obudzi.
Tato, nie możesz pić. Ledwo doszedłeś do siebie po udarze.
Będę pił, bo chcę. Kto mi zabroni? Tak łatwiej znieść ten ból.
Jaki ból?
Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie. Jestem dla ciebie ciężarem. Jestem przegranym człowiekiem, Basieńko. Nie powinienem się był rodzić. Nie powinienem się żenić i mieć dzieci, które przejęły po mnie tylko słabą wolę, miękki charakter i biedę. Wszystko na nic, córko. Lepiej pić.
Basia, której i tak nie było lekko, wściekała się coraz bardziej.
Nie wszystko jest na nic, tato. Są tacy, którym wiedzie się gorzej.
Gorzej? Ty wychowywałaś się bez matki. Teraz planujesz urodzić biedne dziecko bez ojca, które też będzie się tułało w tej biedzie.
Nie wszystko jest aż tak czarne, tato. Przecież nic nie trwa wiecznie, wszystko może się odmienić.
Basia z żalem wspominała, jaka była szczęśliwa, gdy szykowała się do ślubu z Pawłem. Świat się zachwiał, ale musiała żyć dalej.
Tego dnia ojciec znowu się upił. Basia wykrzyczała w złości:
Co, przepiłeś te pieniądze, które odłożyłam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przekopałeś cały dom, grzebałeś w moich rzeczach?!
Wszystko w tym domu należy do mnie oznajmił ojciec. Włącznie z emeryturą, którą przede mną ukrywasz! Moją emeryturą!
I wszystko rozpiłeś? Nie pomyślałeś, za co będziemy żyć?
A dlaczego mam myśleć? Jestem chorym człowiekiem. Ty jesteś dorosła, to się mną zajmuj!
Basia sprawdziła szafki.
Przecież wczoraj zostały jeszcze dwa opakowania makaronu i olej. Teraz ich nie ma! Co my zjemy na kolację?..
Była wstrząśnięta. Osunęła się na krzesło, zasłaniając twarz dłońmi.
Skąd mogła wiedzieć, iż ciotka Halina pod jej nieobecność zaczęła przynosić ojcu alkohol i wynosić jedzenie z domu?
Halina, niczym cicha żmija, wpełzła do ich mieszkania i zaczęła rozkładać rodzinę na łopatki.
Tę noc Basia przepłakała. Leżała na łóżku wyczerpana, głodna i załamana.
Rano pod drzwiami rozległo się pukanie, a do środka weszła Halina Kowalska. W modnym płaszczu, w butach na obcasie, choćby się nie rozebrała, tylko przeszła na kuchnię.
Cześć. Moja koleżanka z administracji powiedziała mi, iż macie długi i niedługo odetną wam prąd za niepłacenie. Co tu się dzieje, Basiu? Może poczęstujesz herbatą?
Nie czekając na odpowiedź, Halina zaczęła grzebać w lodówce i szafkach.
Sama zrobię herbatę, przecież jesteś w ciąży, jak moja Grażyna Ale tu nie ma choćby cukru ani liściastej herbaty. Pustki, aż żal patrzeć. Chodź, pójdziemy do sklepu.
Basia unikała jej wzroku.
Ciociu Halinko, nie poczęstuję pani herbatą. Lepiej już proszę iść.
Halina nie zamierzała odpuścić.
Masz kłopoty? Przecież to widać. Pamiętasz, jak proponowałam ci przeprowadzkę do mnie? Teraz nie pytam, tylko nalegam. Powinnaś zamieszkać ze mną. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, sama nie masz co jeść! Potrzebujesz owoców, witamin… Pakuj się i jedź ze mną.
Basia opadła na krzesło, mając zawroty głowy. Łzy popłynęły jej po policzkach, Halina przytuliła ją.
Wiem, Basieńko, co o mnie myślisz. Nie jestem bez winy to moja córka odbiła ci narzeczonego. Ale nie mogę patrzeć, jak się tu męczysz. Czy tego chcesz, czy nie, zadbam o ciebie.
Wszystko dalej potoczyło się jak przez mgłę: Halina pomogła Basi spakować rzeczy i zamówiła taksówkę.
***
W dniu, gdy u Basi zaczęły się bóle porodowe, Halina nie opuszczała jej na krok.
Posłuchaj mnie uważnie, Basiu. Uprzedziłam już personel, iż chcesz zostawić dziecko w szpitalu. Więc jak urodzisz, nie bierz go na ręce, nie karm piersią, po prostu nie patrz.
Basia walczyła z bólem.
Ach, ciociu Halinko, jest mi już wszystko jedno. Byle tylko urodzić.
Nie zapominaj, co mówiłam sama nie dasz rady wychować tego dziecka. Już mam dla niego miłą rodzinę, gotową adoptować je choćby dziś.
Kilka godzin później Basia urodziła córeczkę.
Waży trzy trzysta, zdrowa, wszystko w porządku.
Pielęgniarka owinęła kwilące dziecko w kocyk i choćby go Basi nie pokazała.
Jednak lekarka spojrzała surowo na młodą matkę:
To sytuacja nie do pojęcia. Ma pani zdrową, piękną córkę, a choćby nie chce rzucić na nią okiem. Pani Magdaleno, przynieście dziecko, niech matka je nakarmi.
Basia pokręciła głową.
Nie chcę. Nie mam na siebie środków, nie planowałam tego dziecka Są ludzie, którym ta dziewczynka bardziej się przyda. Napiszę zrzeczenie, ją adoptują
Niech pani nie szaleje, niech choć spojrzy na swoje maleństwo.
Basia zamknęła oczy, ale poczuła na dłoni czyjeś delikatne dotknięcie.
Pielęgniarka położyła niemowlę obok niej, dziewczynka zakwiliła, szukając ustami ciepłej piersi. Basia spojrzała w malutkie, żółto-błękitne oczka.
Bezradna kruszynka wyciągała rączki do matki.
I co, mamusiu? Karmimy maleństwo uśmiechnęła się pediatra. Widząc drżącą Basię, stwierdziła zadowolona: Ładna dziewczynka. To pani jest dla niej najważniejsza, nie adopcyjni rodzice.
Basia, zalewając się łzami, przytuliła córkę i kiwnęła głową.
Przez następne dwie godziny leżała przy dziecku, nie mogąc oderwać wzroku od córci.
Wreszcie odnalazła w sobie instynkt macierzyński.
To ona jest sensem mojego istnienia moja córka.
Nie liczy się, czy Paweł odszedł, czy ojciec pije Jestem potrzebna córce, więc z nią zostaję.
***
Basia obudziła się na dźwięk głosu Haliny.
Halina Kowalska w szlafroku weszła do sali.
Zapomniałaś, o czym rozmawiałyśmy? spytała cicho. Obiecałaś, iż urodzisz i zrzekniesz się dziecka. Mam już ludzi, którzy wezmą ją choćby dziś.
Pani Halino, zmieniłam zdanie. Nie oddam jej nikomu.
Ale ty nie masz choćby grosza, jesteś praktycznie bezdomna. Gdzie zabierzesz dziecko?
Do domu. Nie będę pani już obciążać. Poradzę sobie.
Basia widziała, jak twarz Haliny wykrzywiła się w grymasie.
Oszalałaś?! Jak chcesz żyć, prosząc o jałmużnę?
Krzyk obudził dziewczynkę w łóżeczku. Basia wstała i podeszła do córki.
Nie dotykaj jej! Ja ją nakarmię mlekiem modyfikowanym. Powiemy lekarzom, iż nie masz pokarmu oznajmiła Halina.
Basia pokręciła głową:
Nic pani do tego, to moja córka. Powiedziałam: nie oddam jej!
Nie możesz! Obiecałaś! Halina bezradnie otworzyła usta.
Proszę wyjść.
Halina wyszła. Sąsiadka Basi z łóżka obok uniosła głowę.
Kto to taki?
Ciotka.
Okropna sprawa. Nie słuchaj jej. Dobrze zrobiłaś, iż ją pogoniłaś. Jestem Lidia. jeżeli będziesz potrzebowała pomocy pomogę. Na świecie nie brak dobrych ludzi.
Ja Basia. Miło mi.
Powiem ci, ta kobieta wyglądała, jakby chciała wynieść twoje dziecko. Straszna.
***
Przed wypisem do Basi przyszła była przyjaciółka, Grażyna. Nie wpuszczono jej do sali, więc Basia wyszła do korytarza.
Grażyna, z pokaźnym brzuchem, kręciła się pod drzwiami.
Cześć.
Basia niepewnie usiadła na ławce.
Grażyna przysiadła obok.
Słyszałam, iż urodziłaś.
Tak. Córeczkę.
Grażyna zaczęła nerwowo bawić się pierścionkiem.
Basiu, jest sprawa. Mama znalazła ludzi, którzy adoptują twoją córkę.
I co?
Są porządni i bogaci, zrobią wszystko, by mieć twoją córkę.
Grażyna ścisnęła ją za dłoń:
Oferują za małą sto trzydzieści tysięcy złotych. Rozumiesz? Kupiłabyś sobie pokój w akademiku albo uzbierała na kawalerkę.
Aż tyle? kiwnęła głową Basia. No to jak tak dbasz o nich, daj im swoje dziecko.
Grażyna strzeliła focha, ale nie puszczała jej ręki.
Poczekaj, Basiu. Oddaj dziecko mnie! Będę je wychowywać, to przecież córka Pawła.
Dasz radę mieć dwoje maluchów?
Nic nie rozumiesz! U mnie wszystko się sypie!
Basia poderwała się, z zamiarem odejścia. Grażyna szarpnęła ją za rękaw z szaleństwem w oczach:
Potrzebuję tej dziewczynki, Basiu!
Puść mnie.
Po kilku godzinach do sali wparował sam Paweł. Basia aż się cofnęła.
Urodziłaś? Mogę zobaczyć?
Nie możesz! Zaraz swoje dziecko będziesz oglądał przy Grażynie!
Musimy porozmawiać. Od twojego porodu nie mam spokoju. Chcę wziąć córkę do siebie. Zrzeknij się jej, wtedy ją adoptuję.
Basia pokręciła głową.
Nie jestem jak ty. Nigdy nie zostawię kogoś, kto mnie potrzebuje. Daremny twój trud, córki ci nie oddam!
Paweł uparcie nie chciał wyjść.
Oddaj dziecko! Nie miałaś prawa rodzić go beze mnie! I tak ją zabiorę, jest moja!
Ty? Maminsynek? Najpierw zapytaj mamusię o pozwolenie!
Basia odepchnęła byłego narzeczonego, zabrała córkę i poszła na dyżurkę do pielęgniarki.
Czy mogę prosić, żeby nikogo więcej do mnie nie wpuszczać? Nie chcę tu już nikogo widzieć! Jak na dworcu.
Epilog
W dniu wypisu Basia wyszła ze szpitala, tuląc do siebie córeczkę.
Nie była sama obok wychodziła Lidia, którą odbierali mąż i matka.
Basia zatrzymała się na schodach, widząc samochód Reszków.
Z auta wysiadła matka Pawła, Jadwiga Reszka przyglądała się Basi niechętnym wzrokiem.
Basia poczuła, jak zimny dreszcz przechodzi jej po plecach.
Przyszła niedoszła teściowa wyglądała jak wilczyca gotowa do skoku.
Lidia zauważyła jej przerażenie, podeszła i stanęła obok.
Kto to?
Rodzina Pawła.
Patrzy, jakby chciała cię schwytać. Basia, nie podoba mi się to. Oni wszyscy dziwnie cię osaczają. Mówiłam ci, iż moja mama przygotowała dla ciebie pokój, pojedziesz ze mną.
Basia kiwnęła głową, czując niepokój.
***
Zamieszkując u nowych znajomych, Basia niespodziewanie nawiązała więź z bratem Lidii, Janem, starym kawalerem.
Jan okazał się wspaniałym facetem, serdecznym i dobrym. Ożenił się z Basią, zaopiekował się jej córką i choćby pomagał jej ojcu.
Co do Grażyny i Pawła ich związek się rozpadł.
Grażyna przez cały czas udawała ciążę, nosiła sztuczny brzuch i zwodziła rodzinę Pawła.
Halina, chcąc uchronić córkę, wyznała zięciowi, iż Grażyna poroniła na początku ciąży. I od razu przedstawiła plan:
Pawełku, nie gniewaj się na Grażynę. Tak, poroniła, ale i ty masz coś na sumieniu. Za chwilę będziesz miał dziecko z Basią. Pomyślałam, czy nie przygarnąć dziecka, które Basia urodzi? Adoptujecie je, to wasza krew. Nie będziemy nic mówić twojej rodzinie o poronieniu. Jak Basia urodzi, zabierzemy jej córeczkę i powiemy wszystkim, iż to Grażyna urodziła.
Pawłowi spodobał się ten pomysł.
Wszystko układało się dla nich idealnie dopóki Basia nie zawaliła planu, nie zostawiając dziecka w szpitalu i nie oddając go Grażynie.
Jadwiga Reszka, matka Pawła, była rozczarowana oszustwem synowej i zażądała rozwodu.
Dziś, patrząc na to wszystko z perspektywy, wiem jedno choćby w najtrudniejszych chwilach warto słuchać własnego serca. To ono powie, co naprawdę ważne. Dla mnie najważniejsza była i jest córka, i choć życie przez cały czas bywa trudne, nigdy więcej nie pozwolę sobie jej odebrać.






