Dziecko dla przyjaciółki
Gdy byłam w ostatnich miesiącach ciąży, mój młodszy brat Tomek wyprowadził się z domu, a tata zaczął coraz częściej zaglądać do kieliszka. Od tej pory moje życie zamieniło się w koszmar.
Każdy mój poranek zaczynał się od przewietrzenia mieszkania, zebrania butelek spod stołu i oczekiwania, aż ojciec się obudzi.
Tato, przecież lekarz Ci zakazał pić, ledwo po udarze doszedłeś do siebie.
Piję, bo chcę. Kto mi zabroni? Tak łatwiej mi znieść ból.
Jaki ból, tato?
Ból świadomości, iż nikomu nie jestem potrzebny. choćby tobie. Jesteś przeze mnie obciążona. Zmarnowałem życie, Mario. Nie powinienem się był żenić, rodzić dzieci, które tylko po mnie odziedziczyły słabość i biedę. Wszystko na nic… łatwiej po prostu pić.
Nie miałam już siły się złościć, ale frustracja wzbierała we mnie.
Nie wszystko jest stracone, tato. Niektórzy mają gorzej.
Jak gorzej, Mario? Ty bez matki wyrosłaś. I chcesz urodzić dziecko bez ojca, skazane na biedę.
Wszystko się potrafi zmienić w chwilę, tato. Może być jeszcze dobrze.
Smutno wspomniałam, jak jeszcze niedawno szykowałam się do ślubu z Jakubem, z nadziejami, które runęły. Ale życie musi toczyć się dalej.
Tego dnia ojciec znów się upił. Krzyknęłam z rozpaczy:
Przepiłeś pieniądze, które odkładałam na czarną godzinę? Jak je znalazłeś? Przeszukałeś cały dom, moje rzeczy?!
Wszystko, co w tym mieszkaniu jest, należy do mnie! Również emerytura, którą próbujesz przede mną ukryć! Moja emerytura!
I wszystko przepiłeś? choćby nie pomyślisz, z czego będziemy żyć?
A niby czemu mam myśleć? Jestem chory, a ty dorosłaś. Teraz twoja kolej się mną zająć!
Zajrzałam do szafek.
Jeszcze wczoraj były dwie paczki makaronu i masło… Teraz nie ma nic! Co dziś na kolację?
Byłam załamana. Usiadłam na stołku i zakryłam twarz rękami.
Nie mogłam wiedzieć, iż ciocia Natalia podczas mojej nieobecności ciągnęła mojego ojca do kieliszka i wynosiła, co się dało.
Natalia zakradała się do naszego domu jak cicha żmija i robiła wszystko, by rozbić naszą rodzinę.
Tę noc przepłakałam w łóżku, głodna, osłabiona i bez nadziei.
Rano ktoś zapukał do drzwi. Przyszła pani Natalia, ubrana modnie, w długim płaszczu i butach na obcasach. Weszła choćby się nie rozbierając.
Witaj, Mario. Moja znajoma z administracji powiedziała mi, iż macie zaległości i niedługo odetną wam prąd. Co się tu dzieje? Może się napijemy herbaty?
Bez czekania na odpowiedź, poszła do kuchni, zaczęła przeszukiwać lodówkę i szafki.
Sama zrobię herbatę, jesteś w ciąży jak moja córka Ewa… Wiesz co, nie ma tu nic ani herbaty, ani cukru. Może pójdziemy do sklepu?
Nie patrzyłam na nią.
Ciociu Natalio, nie będę częstować herbatą. Lepiej już idź.
Ona się nie zrażała.
Masz kłopoty, widzę. Pamiętasz, jak proponowałam ci przeprowadzkę do mnie? Teraz już nie proszę, a nalegam zabieraj rzeczy, zamieszkasz u mnie. Tu nie ma warunków dla dziecka, twój ojciec pije, choćby nie masz co jeść! Potrzebujesz witamin, owoców… Pakuj się i chodź.
Zatoczyłam się i usiadłam, łzy same popłynęły. Natalia objęła mnie ramieniem.
Posłuchaj, Mario. Wiem, jak się do mnie odnosisz. Nie wybaczysz mi, bo Ewa odbiła ci narzeczonego. Ale nie jestem potworem. Nie mogę patrzeć, jak się męczysz. Chcesz czy nie, zaopiekuję się tobą.
Potem wszystko działo się jak we śnie: Natalia pomogła mi się spakować i zamówiła taksówkę.
***
Kiedy zaczęły się bóle porodowe, Natalia nie odstępowała mnie choćby na krok.
Mario, słuchaj mnie uważnie. Uprzedziłam personel, iż chcesz zostawić dziecko do adopcji. Po porodzie nie bierz go na ręce, nie patrz na nie, nie karm piersią.
Męczyłam się okropnie:
Ciociu Natalio, już wszystko mi jedno, byle szybciej.
Pamiętaj, iż sama sobie nie poradzisz. Mam już dla dziecka porządną rodzinę, są gotowi je adoptować od razu.
Parę godzin później na świat przyszła dziewczynka.
Trzy trzysta, zdrowa jak ryba.
Położna zawinęła maleństwo w rożek i choćby mi jej nie pokazała.
Ale pani doktor popatrzyła na mnie surowo:
Co to znaczy, iż choćby nie chcesz spojrzeć na dziecko? Zdrowa, śliczna dziewczynka. Pani Ewo, proszę podać dziecko matce i przystawić do piersi.
Zacisnęłam powieki.
Nie chcę. Nie mam na życie, nie planowałam ciąży… Są ludzie, którzy potrzebują tej dziewczynki bardziej, podpiszę zrzeczenie.
Proszę chociaż na nią spojrzeć, niech pani nie szaleje.
Zmrużyłam oczy, ale poczułam coś ciepłego, delikatnego na dłoni.
Położna położyła maleństwo obok mnie. Mała piszczała, szukała ustami piersi, malutkimi rączkami szukała oparcia.
No i jak, mamusiu? Już do karmienia gotowe uśmiechnęła się lekarka.
Taka śliczna dziewczynka, potrzebuje was, nie obcych ludzi.
Rozpłakałam się obejmując córkę.
Przez następne godziny nie mogłam oderwać od niej wzroku. Wtedy obudził się mój instynkt macierzyński.
To jest sens mojego życia moja córka. Nie ważne, co zrobił Jakub, choćby jeżeli ojciec wciąż pije… Moja córka mnie potrzebuje, więc z nią zostanę.
***
Obudził mnie głos Natalii.
Pani Natalia w szlafroku wszedła do sali spojrzała na mnie surowo.
Zapomniałaś o naszej umowie, Mario? Miałaś oddać dziecko. Umówiłam się już z ludźmi, którzy mogą zabrać dziewczynkę choćby dziś.
Przepraszam, zmieniłam zdanie. Nie oddam córki.
Przecież nie masz choćby grosza. Co zrobisz, gdzie ją zabierzesz?
Do siebie. Nie będę już waszym ciężarem. Poradzę sobie.
Zobaczyłam, jak jej twarz się wykrzywiła.
Oszalałaś? Z czego będziesz żyć? Będziesz żebrać?
Od jej krzyku mała obudziła się, podeszłam do dziecka.
Nie dotykaj jej! Ja ją ukołyszę, dokarmię mlekiem modyfikowanym. Powiemy lekarzom, iż nie masz pokarmu rzuciła Natalia.
Pokręciłam głową.
To moja córka. Ja decyduję.
Obiecałaś!
Wynoś się.
Natalia wyszła. Moja sąsiadka z łóżka naprzeciwko podniosła głowę.
Kto to był?
Ciotka.
O ja, niezły przypadek. Dobrze zrobiłaś, iż ją przepędziłaś. Mam na imię Aneta. Jak będziesz potrzebować pomocy śmiało. Są jeszcze dobrzy ludzie na świecie.
Ja jestem Maria.
Miło cię poznać. Ta kobieta chciała wynieść twoją córkę, widziałam to po niej. Dziwna jest.
***
Przed wypisem odwiedziła mnie była koleżanka Ewa. Zobaczyłam ją na korytarzu, była już mocno w ciąży.
Cześć usiadła obok mnie na ławce.
Słyszałam, iż urodziłaś.
Tak, córka.
Ewa uciekła wzrokiem.
Wiesz, mama znalazła rodzinę, która adoptuje twoją małą.
I?
Bardzo porządni ludzie. Mają pieniądze, dadzą szczęście twojemu dziecku.
Złapała mnie za rękę.
Oferują za córkę czterysta tysięcy złotych. Wyobrażasz sobie? Kupisz sobie pokój albo dołożysz do mieszkania.
Czterysta tysięcy? kiwnęłam głową. To jak się tak martwisz, to swoje dziecko im oddaj.
Zrobiła obrażoną minę, ale nie puściła mojej dłoni.
Poczekaj, Mario. Oddaj ją mi! Zajmę się nią, to przecież córka Jakuba.
Dasz radę z dwójką dzieci?
Nic nie rozumiesz, Mario! Moje małżeństwo się sypie!
Wstałam, chcąc odejść, Ewa złapała mnie za rękaw, a jej oczy wyglądały jak szalone.
Potrzebuję tej dziewczynki, Mario!
Puść.
Kilka godzin później do sali wpadł sam Jakub. Odsunęłam się, przestraszona.
Urodziłaś? Mogę zobaczyć?
Nie, nie możesz. Idź do swojej Ewy, ona ci urodzi lada dzień!
Musimy porozmawiać. Od kiedy urodziłaś, łamię się w środku. Chcę zabrać córkę. Zrzeknij się jej, a ja natychmiast ją zaadoptuję.
Nie jestem jak wy. Nigdy nie zostawię kogoś, kto mnie potrzebuje. Daremnie przyjechałeś nie oddam ci dziecka!
Jakub był nachalny, nie chciał wyjść.
Oddaj dziecko! Nie miałaś prawa go urodzić! I tak zabiorę, co moje!
Ty? Synuś mamusi? Najpierw zapytaj rodziców o pozwolenie!
Odepchnęłam go, wzięłam córkę i poszłam na dyżurkę pielęgniarek.
Przepraszam, czy mogłyby panie nie wpuszczać już nikogo do mnie? Nie chcę nikogo widzieć ani na nikogo czekać! Prawdziwy cyrk się tu zrobił…
Epilog
W dniu wypisu wyszłam ze szpitala przytulając do siebie córeczkę. Nie byłam sama razem ze mną wychodziła Aneta, której mąż i mama czekali na nią przed wejściem.
Na schodach zauważyłam samochód rodzinny Chojnackich. Wysiadła z niego matka Jakuba, pani Danuta, rzuciła we mnie chłodne spojrzenie, aż przeszedł mnie dreszcz.
Obok stanęła Aneta.
Kto to?
Rodzice Jakuba.
Patrzą na ciebie jakby pilnowali. Lepiej chodź do mnie, mówiłam ci, iż mama przygotowała dla ciebie pokój.
Kiwnęłam głową. Sama czułam dziwny niepokój.
***
U nowych przyjaciół życie nagle nabrało kolorów. Brat Anety, Leon, stary kawaler, okazał się ludzkim facetem. Ożenił się ze mną i pokochał moją córkę jak własną. Zaczął też pomagać mojemu ojcu.
A co z Ewą i Jakubem? Ich małżeństwo się rozpadło.
Wyszło na jaw, iż Ewa udawała ciążę, nosząc pod ubraniem poduszkę. Wszystkich w rodzinie Chojnackich wyprowadziła w pole.
Pani Natalia, by osłonić córkę, wyznała zięciowi, iż Ewa straciła ciążę bardzo wcześnie. Starała się podsunąć inne rozwiązanie:
Jakubie, nie złość się na Ewę. Tak, niestety poroniła, ale i ty masz coś na sumieniu. Urodzi ci się dziecko z kimś innym. Może powinniście zabrać maleństwo, które urodzi Maria? Przecież to nie obce dziecko. Adopcja będzie formalnością, nikt nie musi wiedzieć o poronieniu Ewy. Udajmy, iż urodziła, a potem zabierzemy noworodka od Marii.
Jakub był zachwycony planem teściowej.
I wszystko szło zgodnie z planem, dopóki nie zbuntowałam się i nie zdecydowałam, iż jednak zostawiam córkę przy sobie. Ewa i Natalia musiały przełknąć porażkę.
Mama Jakuba, Danuta, była rozczarowana oszustwem Ewy i wyrzuciła ją z domu, a syna zmusiła do rozwodu.
