Dzień 43, poniedziałek
– Dzień dobry, jestem kochanką pani męża.
Przerywam przeglądanie najnowszego numeru magazynu, który właśnie redaguję, i patrzę na wysoką blondynkę pojawiającą się w progu mojego gabinetu. Uśmiecha się z wyższością i dorzuca:
– Mam dla pani przykrą wiadomość jestem w ciąży. Oczywiście z pani mężem.
Odpowiadam chłodno, rzeczowym tonem:
– Ma pani na to zaświadczenie?
Blondynka triumfalnie wyciąga elegancki portfel i podaje mi mały dokument z niebieską pieczątką. Przygotowała się dobrze. Przeglądam zaświadczenie starannie wszystko wygląda prawdziwie. Nic dziwnego, takie sprawy wymagają konkretów.
– W porządku mówię spokojnie wygląda na to, iż rzeczywiście jest pani w ciąży. Teraz trzeba jedynie przeprowadzić test na ojcostwo i potwierdzić, iż dziecko jest mojego męża. Wtedy wszystko będzie jasne.
Blondynka wydaje się lekko zdezorientowana, dopytuje:
– Jasne co to znaczy?
Wyjaśniam cierpliwie:
– Mój mąż zapłaci alimenty, ja znajdę pani dobrego lekarza, a miejsce w renomowanym warszawskim szpitalu będzie już dla pani zarezerwowane. Może pani spokojnie rodzić, bez żadnych problemów czy trosk o zdrowie swoje i dziecka.
Zaczyna być wyraźnie zdenerwowana:
– Ale jak pani może być tak spokojna?! Przecież to dziecko potrzebuje ojca!
Mówię łagodnie, niemal uspokajająco:
– Nasze trójka dzieci też potrzebuje ojca i na szczęście mają go przy sobie. Proszę się nie martwić, mój mąż na pewno będzie widywał pani dziecko, zabierze je kiedyś do przedszkola czy szkoły. jeżeli będzie pani chciała, może je pani raz na jakiś czas powierzyć naszej opiekunce, mamy bardzo dobre nianie. Ja też uwielbiam dzieci, więc zyska pani trochę czasu w własne życie i odpoczynek. Wiem, jak trudno znaleźć na to miejsce, jeżeli zostaje się samą.
Blondynka wstaje gwałtownie, zaciska dłonie na ekskluzywnej torebce. Jej zadbane, młode oblicze marszczy się gniewnie.
– Pani nic nie rozumie! Sypiam z pani mężem! Jestem w ciąży z nim! On kocha mnie, nie panią!
Patrzę na nią z pewnym smutkiem. Naprawdę żal mi tej młodej kobiety, ale życie gwałtownie weryfikuje romantyczne mrzonki, zwłaszcza te o gotowym bogatym mężu.
– Droga pani, jest już pani czwartą kobietą, która przychodzi do mnie z takimi rewelacjami. Pierwsza choćby nie miała zaświadczenia, u drugiej i trzeciej okazały się one fałszywe… Była też jedna, której pomimo ciąży, test wykazał, iż to nie mój mąż jest ojcem. Ani ja, ani mój mąż nikomu pomocy nie odmówiliśmy, ale nikt nie będzie tolerował oszustwa, choćby człowiek tak dobry jak mój mąż.
Blondynka patrzy na mnie zdezorientowana. Kontynuuję spokojnie:
– Co do romansu mój mąż sypia nie tylko z panią, ale i ze mną, i z wieloma innymi kobietami aspirującymi do tej roli. Nie zamierzam odmawiać mojemu kochanemu mężczyźnie drobnych słabości. To nie wpływa przecież na mnie, ani na nasze dzieci. Zostawi pani swój numer, jutro umówimy test na ojcostwo, dostanie pani telefon z laboratorium.
Widziałem, jak jej nerwy nie wytrzymują wyszła bez pożegnania. Zapaliłem papierosa, chociaż staram się rzucać. Ten moment przeczuwałem od dawna wiedziałem o nowym romansie męża i przygotowałem się na to spotkanie. Przeszedłem przez tę rozmowę z chłodną głową, jak przez poprzednie choć kosztuje mnie to nie mało. Łatwiej byłoby dać upust emocjom, zrobić scenę, zgodzić się, by zamożny, odnoszący sukcesy mąż odszedł do innej.
Kiedyś to ja byłem tym trzecią osobą. To ja pojawiłem się u jego poprzedniej żony z informacją o ciąży. Wywołała awanturę, a on nie cierpi łez ani kłótni. Ożenił się ze mną, naprawdę byłem wtedy w ciąży, a potem urodziłem jeszcze dwie kolejne córki. Wiedziałem, iż facet, który opuścił żonę dla mnie, nie będzie mi wierny. Może pojawią się kolejne kandydatki na miejsce żony milionera. Ale nie powtórzę błędu jego pierwszej żony i nie dam tym kobietom żadnej szansy.
Wytrzymam. Dam radę.
Dziś wiem: lojalność wobec siebie daje siłę na lata.
