Dziewczynki nie było w szkole. "Poprosiłam o lekcje i usłyszałam, iż nieładnie jest przepisywać"

gazeta.pl 2 godzin temu
Nieobecność w szkole zdarza się każdemu. Przeziębienie, choroba, wyjazd rodzinny czy inne losowe sytuacje sprawiają, iż uczeń zostaje w domu. Oczywiste jest jednak, iż materiał trzeba później nadrobić. Starsze dzieci zwykle same kontaktują się z kolegami z klasy, młodszym w takich sytuacjach pomagają rodzice. I właśnie wtedy zaczynają się schody.Swoją historią i spostrzeżeniami dzieli się z redakcją eDziecko pani Hania, mama 8-letniej Julki z podwarszawskiej szkoły podstawowej (imiona bohaterek zostały zmienione). - Zdarza się, iż Julka nie idzie do szkoły, najczęściej z powodu choroby. Ona ma dopiero 8 lat, nie ma jeszcze swojego telefonu, więc kiedy ma jakieś zaległości, to ja piszę do rodziców i pytam o to, co danego dnia robili na lekcjach. Najczęściej komunikujemy się przez taką grupę założoną na Facebooku - opowiada nasza czytelniczka.
REKLAMA




Kobieta zauważa, iż większość rodziców reaguje w podobny sposób. - Najczęściej robią po prostu zdjęcie zeszytu, ćwiczeń, czy jakichś kserówek, które były przerabiane na lekcji - zaznacza. Jednak dodaje, iż nie wszyscy mają takie podejście."Twierdzi, iż nikt nie będzie żerował na pracy jej dziecka"W klasie Julki jest jedna mama, która konsekwentnie odmawia wysyłania zdjęć. - Twierdzi, iż to nieładnie przepisywać i zawsze podaje tylko numer strony z podręcznika, nic więcej. Twierdzi, iż nikt nie będzie żerował na pracy jej dziecka i każdy musi sam się postarać. Tylko ja tego nie rozumiem, bo to nie jest praca domowa, tylko ćwiczenia, które były przerabiane z panią razem na lekcji - mówi pani Hania.Kobieta podkreśla, iż sama zawsze stara się pomagać innym, bo wie, z iloma wyzwaniami mierzą się rodzice chorych dzieci. - Zawsze robię zdjęcie tego, co córka przerobiła na zajęciach. Nie ma dla mnie znaczenia, czy to była praca własna czy wspólna. Korona mi z głowy nie spadnie, jeżeli ktoś przepisze - dodaje."Musiałam się naprawdę naprosić"Podobne doświadczenia ma pani Kasia, mama 12-letniego Kacpra. Choć dziś jej syn sam radzi sobie z ustalaniem zaległości, wcześniej bywało różnie, a czasami naprawdę trudno.


- Kacper ma już swój telefon, sam komunikuje się z kolegami i dowiaduje, co ma nadrobić. Jednak wcześniej to była dla mnie droga przez mękę. Nie znam się szczególnie dobrze z żadnym rodzicem z jego klasy i naprawdę musiałam się naprosić, by ktoś dał mi znać, co danego dnia przerabiali. Jeden miał napisać, ale zapomniał, drugi rodzic był w pracy i jeszcze nie wiedział, trzeci miał się odezwać po zajęciach dodatkowych i tak ciągle coś. Na szczęście te czasy mam już za sobą - podkreśla.Jak zauważa, problem nie dotyczy tylko dorosłych, bo takie postawy gwałtownie przejmują dzieci. - Wiem, iż niektórzy rodzice są bardzo samolubni i tego też uczą swoje dzieci - dodaje, po czym przywołuje sytuację z ostatnich dni.- Ostatnio Kacper opowiadał, iż zapomniał odrobić zadanie domowe i chciał gwałtownie przepisać przed lekcjami. Ale jeden z kolegów powiedział, iż nie da, bo mama mu nie pozwala. No ręce mi opadły - wyznaje na zakończenie rozmowy. A jak to wygląda u Ciebie? Masz ochotę dodać coś od siebie lub podzielić się z nami swoją historią? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału