– Dziewczyno, czy nie ma pani starszej siostry? – Andrzej nie szedł do mnie, a biegł. Nie widzieliśmy się od 25 lat.
– Andrzeju, przestań, to ja! Nie widzisz? – powiedziałam i roześmiałam się, bo wiedziałam, iż Andrzej zawsze lubił i potrafił żartować.
– Nie wiem, nie wiem… Ta Marta, którą znam, powinna mieć teraz 45 lat, a przede mną stoi dziewczyna, której dałbym co najwyżej 30 – powiedział, obejmując mnie mój przyjaciel z dzieciństwa.
– Dziękuję, zawsze umiałeś prawić komplementy – zarumieniłam się.
Andrzej był bardzo szczęśliwy, iż mnie zobaczył, a ja również cieszyłam się z naszego przypadkowego spotkania. Łączyło nas wiele wspomnień – mieszkaliśmy po sąsiedzku i całe dzieciństwo spędziliśmy razem.
W młodości choćby się w nim zakochałam, ale nie mogłam mu się do tego przyznać. Byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi i bałam się, iż jeżeli wyznam mu swoje uczucia, to zniszczę naszą przyjaźń.
Po szkole Andrzej wyjechał do miasta na studia, coraz rzadziej wracał do domu, a potem w ogóle – przywiózł dziewczynę i oznajmił, iż to jego narzeczona.
Nie dałam po sobie poznać, iż coś czuję. Pogratulowałam przyjacielowi, ale jakże mi było wtedy ciężko… To właśnie wtedy zrozumiałam, iż to nie była zwykła sympatia, ale prawdziwa miłość – pierwsza, czysta, silna. Ale mogłam tylko wypłakać się w poduszkę i pozwolić mu odejść.
Na ich ślub nie poszłam, choć mnie zapraszali. Nie miałam siły na to patrzeć.
Od tego momentu nasze drogi się rozeszły. Ja również wyjechałam z rodzinnej wsi do miasta, by robić karierę, rzadko wracałam do domu, więc tak się stało, iż nie widzieliśmy się z Andrzejem przez 25 lat.
– Marto, bardzo się cieszę, iż cię widzę, ale teraz muszę biec – mam pracę, a klient już na mnie czeka. Ale zapraszam cię po pracy do restauracji – posiedzimy, porozmawiamy, powspominamy dzieciństwo – zaproponował nagle i wręczył mi wizytówkę ze swoim numerem telefonu. Dopisał tam adres restauracji i rozeszliśmy się.
Po tym przypadkowym spotkaniu serce mi waliło jak oszalałe. Nie mogłam doczekać się wieczoru.
“Na co ty liczysz? Jest żonaty, pewnie ma już dorosłe dzieci. A ty? Sama i samotna…” – prowadziłam ze sobą wewnętrzny dialog.
Rozumiałam, iż nie mam na co liczyć, ale nie mogłam przepuścić okazji, by spotkać się i porozmawiać z kimś, kto mimo wszystko był mi tak bliski i drogi.
W restauracji spędziliśmy cudowny wieczór – choćby nie zauważyliśmy, kiedy minęło pięć godzin. Andrzej opowiedział mi, iż jest rozwiedziony. Dwóm dorosłym córkom pomaga, utrzymuje z nimi kontakt, ale mieszkają osobno. On również mieszka sam, kupił sobie jednopokojowe mieszkanie.
Nie wiem dlaczego, ale w moim sercu zapłonęła nadzieja. Poczułam, iż to moja szansa, bo nigdy nie udało mi się znaleźć nikogo, kogo nie porównywałabym do Andrzeja.
Gdy Andrzej dowiedział się, iż nie wyszłam za mąż, od razu umówił się ze mną na kolejne spotkanie. Potem było następne i następne…
Nie zwlekał długo – po dwóch miesiącach zaproponował, byśmy zamieszkali razem. Ponieważ miał jednopokojowe mieszkanie, a ja dwupokojowe, zdecydowaliśmy, iż zamieszka u mnie.
Czułam się szczęśliwa. W głowie układałam plany na wspólną przyszłość, a choćby zaczęłam myśleć, iż może jeszcze doczekamy się wspólnego dziecka.
– Jakie dzieci? Jest już za późno – powiedział Andrzej.
Jemu łatwo było to mówić – on ma swoje potomstwo, a ja nie. Andrzej dał mi do zrozumienia, iż to moja wina, bo jeżeli chciałam dzieci, powinnam była pomyśleć o tym wcześniej.
Ale to nie były jedyne niespodzianki, które na mnie czekały.
Gdy starsza córka Andrzeja dowiedziała się, iż jego mieszkanie stoi puste, postanowiła się tam wprowadzić ze swoim narzeczonym.
Andrzej nie widział w tym problemu – po co miałoby stać puste? Oddał córce klucze.
Ja liczyłam, iż wynajmie to mieszkanie, a pieniądze z wynajmu wesprą nasz wspólny budżet. Ale mąż zdecydował inaczej.
Andrzej dobrze zarabia, ale większość swojej pensji przeznacza na córki, które bez skrupułów proszą go o najnowsze modele iPhone’ów. Sporo pieniędzy wydaje też na swoje auto, więc wychodzi na to, iż żyjemy w moim mieszkaniu i na mój koszt – ja płacę rachunki i kupuję jedzenie.
Nie narzekam – Andrzej traktuje mnie dobrze, troszczy się o mnie, czasem przynosi kwiaty. Ale większość swojej uwagi i zasobów kieruje do byłej rodziny.
A ostatnio Andrzej zaproponował mi, żebyśmy sformalizowali nasz związek.
Powiedziałam, iż muszę się zastanowić, a on się obraził. Nie rozumiem dlaczego – przecież chcę być uczciwa wobec niego i wobec siebie. Naprawdę nie widzę, co miałoby się dla mnie zmienić na lepsze po ślubie.
Więc czy warto wychodzić za mąż?