Dzisiejszy dzień złamał mi serce.
„Kasia, między nami koniec!” – powiedział Marek zimnym głosem.
„Chcę prawdziwej rodziny, dzieci. Ty nie możesz mi ich dać.”
Stałam jak sparaliżowana.
„Złożyłem pozew o rozwód. Masz trzy dni, żeby się spakować.”
Nie wierzyłam własnym uszom.
„Jeśli wyjdziesz, daj mi znać. Ja zostanę u mamy, aż przygotuję mieszkanie dla dziecka i jego matki.”
Dziecko? Jakie dziecko?
„Tak, nie zdziw się, moja nowa dziewczyna jest w ciąży! Trzy dni, Kasia!”
Stałam w milczeniu, czując, jak ziemia usuwa mi się spod nóg.
Co mogłam odpowiedzieć?
Przez pięć lat próbowaliśmy mieć dziecko.
Trzy ciąże zakończyły się tragedią.
Lekarze zapewniali, iż jestem zdrowa.
Mówili, iż to tylko zły los.
Za każdym razem coś szło nie tak.
Starałam się dbać o siebie, zwłaszcza w czasie ciąży.
Ostatnim razem zemdlałam w pracy.
Karetka nie zdążyła na czas.
Drzwi zatrzasnęły się za Markiem.
Osunęłam się na kanapę, wyczerpana.
Nie miałam siły się pakować.
Gdzie miałam iść?
Przed ślubem mieszkałam u ciotki, ale już nie żyła.
Mieszkanie sprzedał mój kuzyn.
Może wrócić do wsi Brzeziny, do domu babci?
A może wynająć coś?
Co z pracą?
Pytania wirowały mi w głowie, a czas uciekał.
Rano drzwi się otworzyły.
Do mieszkania weszła teściowa, Elżbieta Kowalska.
„Nie śpisz? To dobrze” – powiedziała sucho.
„Przyszłam sprawdzić, czy nie bierzesz niczego, co do ciebie nie należy.”
„Nie zamierzam zabierać starych skarpet twojego syna” – warknęłam.
„Chcesz policzyć moje rzeczy?”
„Jaka z ciebie bezczelna! A byłaś taka cicha.”
„To ja powiedziałam Markowi po pierwszej ciąży, iż nigdy nie urodzisz.”
„Po to przyszłaś? To zamknij się i patrz.”
„Dlaczego zabierasz serwis?” – zaniepokoiła się.
„Należy do mnie, od ciotki. To pamiątka.”
„Będzie tu pusto bez niego!”
„To nie mój problem. Przynajmniej będziesz miała wnuka.”
„Bierz tylko to, co twoje!”
„Laptop, ekspres do kawy i mikrofala to prezenty od kolegów. Samochód kupiłam przed ślubem. Twój syn ma swój.”
„Masz wszystko, tylko dzieci mieć nie możesz!”
„To nie twoja sprawa. Widocznie tak chciał Bóg.”
„Nie żal ci? Może specjalnie to zrobiłaś?”
„Gadasz głupoty. choćby nie mogę o tym myśleć bez bólu.”
Rozejrzałam się – moje rzeczy znikały.
Szczotka, kosmetyki, kapcie.
Zapomniałam o czymś ważnym.
Obecność teściowej mnie denerwowała.
Przypomniałam sobie – figurka kotki, pamiątka od babci.
W środku było ukryte miejsce z kolczykami i pierścionkiem.
Niewartościowe, ale ważne dla serca.
Marek uważał to za bibelot.
Może wyrzucił?
Otworzyłam balkon, serce waliło mi jak młotem.
„Co tam robisz?” – usłyszałam głos teściowej.
„Zabieraj swoje rzeczy i wyjdź z mojego życia.”





