Egzamin dojrzałości dla dorosłych — Świetlana, dlaczego nie idziesz z nami świętować zakończenia pr…

newsempire24.com 6 godzin temu

Egzamin dorosłości

Ewka, dlaczego nie idziesz z nami świętować zakończenia projektu? zapytał z uśmiechem Michał, puszczając jej jeszcze oczko.
Bo, mój drogi, mam dziś randkę odpowiedziała Ewa lekko zażenowana.
No to dopiero niespodzianka! Michał był zaskoczony. Znał Ewę już ponad pięć lat, wiedział, iż jest samotną matką i wydawało mu się, iż w ogóle nie szuka nikogo Dziwne. A może szukała, tylko on tego nie zauważył. No cóż, nie będzie jej zatrzymywać. W takim razie, życzymy ci powodzenia powiedział i odwrócił się do reszty. No to co, idziemy?
Jasne!
Chodźmy już!
Oczywiście! usłyszał z każdej strony i całą grupą ruszyli w kierunku pobliskiej kawiarni.

Michał szedł z pozoru wesoły, rozmawiał, ale w środku poczuł ukłucie zazdrości. Choć o co by tu zazdrościć? Przecież między nim a Ewą nigdy nic nie było. Pracowali razem, dobrze się dogadywali, czasem pogadali o życiu, dzieciach, pogodzie Zwyczajne relacje.

To wszystko wydaje się dziwne przemknęło mu przez myśl.

* * *

Do domu wrócił tego dnia zdecydowanie później niż zwykle. Dzieci rzuciły się na niego z okrzykami:
Tata wrócił! Tata jest!
Zaraz potem w progu pojawiła się jego żona.
Michaś, nareszcie!
Uściskała go i cmoknęła w policzek.
My dzisiaj budowaliśmy zamek z klocków, a ty cały czas gdzieś poza domem powiedziała Kasia z uśmiechem.
Pracować muszę, ktoś musi zarabiać złotówki burknął Michał. Poza tym mam prawo zostać dłużej w biurze, jeżeli zechcę!
Oczywiście, iż tak przytaknęła cicho Kasia.
I nie rób tu ze mnie podejrzanego dodał jeszcze ponuro.
Gdyby ktoś w tym momencie zapytał Michała, dlaczego tak burkliwie odpowiada i czepia się drobiazgów, nie umiałby odpowiedzieć. Sam nie wiedział.

Michał, pogryzł cię ktoś? zapytała go Kasia z uśmiechem.
I wtedy dotarło do niego, po co to robi. Chciał, żeby jej uśmiech znikł, by poczuła się tak źle jak on dzisiaj.
Nie. Po prostu jestem zmęczony. Podgrzej mi kolację rzucił już ciszej, a kiedy Kasia poszła do kuchni, usiadł na ławce w przedpokoju i ukrył twarz w dłoniach.

Co ja wyprawiam? pomyślał przerażony.

* * *

Po paru dniach ochłonął. Uświadomił sobie, iż to wszystko przez projekt na koniec chciał, by cała ekipa przyszła świętować, a Ewa nie przyszła i to go po prostu zabolało.
Nowy projekt całkowicie go pochłonął.

* * *

Ewa, chyba dziś musisz zostać dłużej rzucił kiedyś. Potrzebuję wyliczeń.
Przepraszam, ale dzisiaj jadę do mamy. To ważne Ewa pokręciła głową. Mogę przyjść jutro wcześniej i wszystko przygotować.
Dobrze Michał kiwnął głową. Umówieni.

Był jednak rozdrażniony. Przecież mają projekt! Co może być ważniejszego?
Mama chora? spytał Michał.
Tak Ewa spuściła wzrok.
Rozumiem odpowiedział. Do chorej mamy mógł ją puścić.

Szybko wyszło, iż matka wcale nie była chora. Ewa wymyśliła wymówkę, żeby nie musieć zostawać.
Jak to? Ona nie jedzie do mamy? zdziwił się, gdy opowiedzieli mu znajomi z zespołu.
Jedzie, tylko nie sama z uśmiechem rzecze Ola. Zawołała go do okna. Popatrz
Michał stanął obok niej. Zobaczył, jak Ewa wychodzi z biura, a na nią czeka młody facet. Złapali się za ręce i poszli do samochodu. Chwilę później odjechali.

I wtedy znów poczuł zazdrość. Tym razem nie lekki ukłucie ogarnęła go cała fala.
Boże, to prawda. Ona naprawdę kogoś znalazła! przebiegła mu przez głowę myśl.
No, nic powiedział tak obojętnym głosem, jak umiał. Kończymy o 18:00, każdy po swojemu może zaczynać wieczór.

Usiadł przy biurku, próbował się skupić na pracy. Bezskutecznie.

* * *

Czas płynął. Michał czuł się coraz bardziej niespokojny. Nie rozumiał, co się z nim dzieje.
Z początku myślał, iż to zwykła trema, lekkie napięcie za każdym razem, gdy usłyszał głos Ewy, serce mu szybciej biło. Tak samo jak kiedyś, gdy zaczynał spotykać się z Kasią.
Czy ja się zakochałem? zadawał sobie pytanie. Aż śmiało nie wiedział, czy śmiać się, czy bać. Próbował to ignorować i nie zwracać uwagi. Przecież miał czterdzieści lat. Był ojcem, miał rodzinę. Żonę, którą kochał A raczej: kiedyś kochał. Teraz ją przede wszystkim szanował, ufał jej, czuł wdzięczność. Ale prawdziwa, szalona, cudowna miłość ta już minęła. Może u wszystkich tak jest?

To napięcie narastało. Zaczął u siebie zauważać dziwne rzeczy prostował się, kiedy Ewa wchodziła do biura. Sam zagadywał. Pytał ją o zdanie. Po każdej rozmowie odtwarzał w głowie każde słowo, każde spojrzenie, jakby kryła się w tym jakaś tajemnica.
W pewnym momencie pomyślał:
A gdybyśmy poznali się wcześniej? Przed dziećmi?
Ta myśl uderzyła nim jak grom.
Zrozumiał wtedy, iż tak odszedłby. Może nie od razu, ale krok po kroku, znalazłby wymówkę, powód, usprawiedliwienie. Zostawiłby wszystko dom, bezpieczeństwo tylko po to, by być z Ewą choć przez chwilę.
Dopadło go wtedy wielkie poczucie winy. Pogubił się w sobie.

Spojrzał na zdjęcie rodziny na biurku. Kasia, dzieci, wspólne wakacje nad Bałtykiem. Wszyscy uśmiechnięci. On też. Przecież wszystko jest dobrze. Dlaczego więc ma wrażenie, iż żyje nie swoim życiem?

Nie potrafił sobie odpowiedzieć, dlaczego tak się czuje. Czemu właśnie Ewa? Pracowali razem już trzy lata i wcześniej nie zwracał na nią uwagi. A teraz nie potrafił przestać o niej myśleć.

Czuł, jak jego świat się kruszy. To, co było fundamentem, zaczęło się trząść. Jednocześnie nie chciał nikogo ranić. Nie chciał tracić rodziny. Nie chciał burzyć tego, co ma. Ale też nie umiał nie czuć tego, co czuł.

* * *

Tego dnia obudził się bardzo wcześnie. W pokoju było jeszcze ciemno, tylko wąski pasek światła przedzierał się przez żaluzje. Michał leżał na plecach, wpatrując się w sufit.
O Ewie nie umiał przestać myśleć była w nim jak zadra. choćby teraz, w tym spokojnym domowym zaciszu, czuł jej obecność gdzieś w środku.
Przypomniał sobie wczorajszy dzień znów wyszła wcześniej, z tym facetem. I za każdym razem miał wrażenie, iż coś w nim pęka.

Gubię się pomyślał. jeżeli nic nie zmienię, stracę wszystko. Powoli, ale nieubłaganie. Stanę się obcy dla dzieci, dla Kasi. Obcy dla siebie. Zgorzknieję. Potem będzie już za późno.
Wstał, ubrał się i poszedł do kuchni. Zaparzył sobie kawę. Stał przy oknie, patrzył na pustą, szarą ulicę. W tej samotności podjął decyzję.

* * *

Co? Odchodzisz do innego działu? tłoczyli się wokół Michała współpracownicy. choćby Ewa.
Tak się złożyło. Tam są problemy, muszę pomóc odpowiedział spokojnie.
Ale to tylko na chwilę? dopytywała Ewa.
Jasne, na chwilę kiwnął głową, chociaż dobrze wiedział, iż na chwilę może oznaczać na zawsze.

Na początku myślał, żeby rzucić pracę całkowicie, ale uznał to za głupie. W tej firmie był ceniony, miał przyzwoitą pensję i perspektywy. Poprosił więc o przeniesienie do innego działu, choćby jeżeli tylko na parę miesięcy. Chciał wydostać się z kręgu, w którym każdy uśmiech i każde słowo Ewy sprawiało, iż gubił grunt pod nogami.
Nie chciał nic zawalić. Nie chciał zostać jednym z tych, którzy mówią: Przecież jestem tylko człowiekiem. Wiedział, iż to minie. Będzie bolało, ale kiedyś przestanie.

Wieczorem powiedział Kasi:
Chcę spędzać z tobą i dziećmi więcej czasu. Nie chcę już ciągle siedzieć w pracy.
Kasia spojrzała na niego zaskoczona.
Serio?
Tak. Mam wrażenie, iż wiele tracę z wami, z tobą.
Nie powiedziała nic, tylko lekko się uśmiechnęła. Uśmiech taki znajomy, iż serce mu drgnęło.

Zaczął zabierać dzieci do parku, na spacery, odbierał je ze szkoły, chodził na zebrania, które wcześniej zbywał. Rozmawiał z Kasią nie tylko o codzienności, ale i o sobie: jak minął mu dzień, co go martwi, co cieszy. Zainteresował się jej problemami i sprawami.
Złapał się czasem na myśli: Dlaczego wcześniej nie robiłem tego? Czemu traktowałem to jak przykry obowiązek, zamiast jak szansę, by być bliżej tej osoby?.
Nie przestał myśleć o Ewie. Ale te myśli pojawiały się coraz rzadziej. Gdy widział ją czasem, czuł ukłucie, ale nie bolało jakby tylko wspomnienie. Przypomnienie: tu jest ktoś, z kim mógłby być, ale wybrał rodzinę. I był sobie za to wdzięczny.

* * *

Michał! Michaś!
Szli przez galerię handlową, on z dziećmi, kierując się do sklepu z zabawkami, kiedy usłyszał, iż ktoś go woła. Odwrócił się i zobaczył Ewę.
Michał, gdzie zniknąłeś? Cały dział na ciebie czekał! Przepadłeś na dobre? Minął już rok!
Michał uśmiechnął się. Ucieszył się na jej widok, ale poczuł już tylko spokój.

Cześć, Ewa. Dobrze cię widzieć!
Jak się masz? spytała.
Dobrze. A adekwatnie świetnie i po raz pierwszy wypowiedział to naprawdę szczerze.
Czemu nie wróciłeś do nas? dopytywała. Byłeś najlepszym szefem.
Potrzebowałem zmiany.
A u mnie? zaśmiała się szerzej. Wyszłam za mąż. Dobrze nam. To naprawdę fajny facet. Córka go zaakceptowała.
Michał pokiwał głową. Nie czuł już zazdrości raczej drobne zaskoczenie, jakby spotkał starego znajomego po latach.
Cieszę się powiedział z przekonaniem.
Chwilę pogadali jeszcze o firmie, o dawnych wspólnych znajomych. Nie zaprosili się na kawę. Oboje wiedzieli, iż to koniec, a może początek czegoś nowego ale już nie razem.

Gdy się pożegnali, Michał poszedł dalej, kupił prezent, wyszedł na parking, wsiadł do auta. Uświadomił sobie, iż nie czuje do Ewy już nic ani żalu, ani bólu, ani tęsknoty.

Spojrzał przed siebie: na światła, ludzi na chodniku, dzieci prowadzone za rękę. I zrozumiał, iż pierwszy raz od dawna jest dokładnie tam, gdzie powinien być.
Nie w wyidealizowanym świecie. Nie w romansie. W swoim życiu.
Prawdziwym. Trudnym. Ale własnym.

* * *

Ewa i Kasia stały obok siebie przy bieżniach w klubie fitness. Od dawna chodziły na te same zajęcia, więc często się widywały.

Jak tam, po spotkaniu? zapytała Kasia.
Ewa wzruszyła ramionami.
Nic. Powiedział mi szczęścia, to wszystko Czyli ty wygrałaś odpowiedziała z półuśmiechem. Twój mąż to wspaniały człowiek dodała.
Wiem odparła Kasia. I zawsze to wiedziałam.
Uśmiechnęła się i puściła Ewie oczko.

Idź do oryginalnego materiału