Egzamin
Dość już tego! Mam dosyć! Jeszcze raz spróbujesz mi wiercić dziurę w brzuchu, to wcale nie idę na żaden egzamin! Olśniło cię? Po prostu nie przyjdę! Ciekawe, co wtedy zrobisz?! Zosia rzuciła plecak w kąt przedpokoju i z rozmachem ściągnęła czapkę z głowy.
Mama nie odpowiedziała ani słowem. Pokręciła tylko głową i poszła do kuchni.
Zosia zdjęła kurtkę i już miała dorzucić ją do plecaka, ale się powstrzymała. Otworzyła szafę, powiesiła ją grzecznie na wieszaku i westchnęła.
No pięknie, znowu się pokłóciły… I jak zwykle o nic!
Dlaczego mama zawsze musi się wszystkiego dowiadywać, udzielać rad, gadać jak katarynka? Przecież nie jest już mała! Ani głupiutka!
Dobrze pamięta, iż dzisiaj ma lekcję z nową korepetytorką. Wcale nie potrzebuje, żeby jej o tym przypominać co pół godziny!
Jasne, Zosia trochę przesadzała. Mama nie truła jej cały dzień, po prostu zapytała, czy pamięta o spotkaniu z trzecią w tym roku nauczycielką polskiego i literatury. Ale sam fakt, iż mama ciągle próbuje ją kontrolować, wkurzał Zośkę na tyle, iż zaczęła się rzucać choćby wtedy, gdy nie było o co.
Zosia umyła ręce i spojrzała na swoje odbicie w lustrze nad umywalką.
No ślicznotka z niej, nie ma co Pryszcze, zadarty nosek po tacie i wielka marchewka na głowie po mamie. Ile razy już prosiła, żeby mogła się przefarbować, to nie! Mamusia zawsze swoje: uroda to tylko dodatek, dorośniesz będziesz dziękować.
Jasne, wielkie dzięki! Wszyscy ludzie wyglądają normalnie, tylko ona jak strach na wróble! Warkocze Jakie w ogóle warkocze? Kto to teraz nosi?!
Zosia uśmiechnęła się mimowolnie, wspominając, jak jej mama prawie popłakała się z rozpaczy, kiedy znienawidzone warkocze zostały ścięte tępymi dziecięcymi nożyczkami z zestawu do plastyki. Innych nie znalazła. Zmrużyła oczy, zacisnęła zęby i piłowała te grube pasma, czekając już na to: Zośka, po co?!
Po co? Bo już ma dosyć wszystkiego! Każdy chce rządzić jej życiem! A ona jeszcze pokaże wszystkim, jak się będzie układało jej życie!
Wszyscy swoje radzą, a po co? Po co jej te stare zasady?! Przecież jej świat jest zupełnie inny! Skąd oni mogą wiedzieć, czym ona żyje, jak w ich czasach choćby internetu nie było?! Jak oni przeżyli zagadka! I spróbuj człowieku wyjaśnić, iż teraz jest inaczej! Po co komu durne wykształcenie i godziny nad książkami?! Wystarczy klik i już wszystko jest. Za trzy sekundy! Każda informacja, jaka zapragnie! Mamusia powtarza, iż to nie to samo, bo internet nie nauczy być człowiekiem, ale co ona tam wie? Lepiej by jakieś szkolenie obejrzała: Jak rozumieć nastolatki. Może by zmądrzała!
Zosia zdrapała strupka z kolejnego krateru i skrzywiła się. Dobrze, iż mama nie widzi. Krzyku by było! Ciąga ją po dermatologach i straszy bliznami, a Zosia ma to gdzieś. Przecież liczy się wnętrze, nie wygląd! Jak to mamie wytłumaczyć?
O! Wymyśliła słowo! Rodzicielka… No fakt, urodziła ją, ale to nie daje jej prawa własności! Nie jest przecież czyjąś rzeczą! I nie można z nią się obchodzić jak z zakupami ze sklepu!
Zosia puściła oczko swojemu odbiciu.
No i co, mamusiu? Przełknij to! Tak się kończy ganianie Zośki po korepetytorach! I nie trzeba było pchać jej do prawa! Ona już teraz wie o ustawach więcej niż rodzice. Gdyby choć jedno z nich miało pojęcie o przepisach, to by się rozwiedli z głową, a nie jak wyszło.
Mama zero dumy, zero ambicji! Nie dość, iż tata poszedł do młodszej i zostawił żonę, to jeszcze mieszkaniem rozporządził jak chciał, a mama się nie postawiła. Mieszkanie na Zośkę zapisane, które babcia zostawiła, i dobrze! Ale mama? Alimenty na dziecko. I tyle?! A za zmarnowane lata co? Zośka dobrze wie, jak jej rodzice żyli przez te ostatnie pięć lat. Już nie jest małym Yeti, jak ją czasem tata nazywał! Wszystko widzi, wszystko rozumie!
Cicha, wsączająca się nienawiść, kiedy mama kładła talerze na stół, i obojętność w krótkim dzięki od taty za kolację… Sofa w małej pracowni, gdzie nie było choćby miejsca na szafę, dlatego tata rano wpadał do sypialni po swoje rzeczy… I ten budzik, który mama nakręcała, żeby nie zostać tam na noc i go nie spotkać… I ta ulga, kiedy Zosi stuknęło czternaście lat i sama im powiedziała, żeby już skończyli ten teatr.
Nie, dorośli są dziwni! Ich ciągłe żyjemy dla ciebie! i jesteś sensem naszego życia!
Bzdura! Od początku do końca! Każdy żyje dla siebie! Tylko swoje interesy się liczą! Niech ktoś powie, iż nie Zośka zaraz poda listę dowodów. choćby jeżeli chodzi o rzekomo jej dobro, to rodzice po prostu rozgrywają swoje sprawy. Jest tylko żetonem do interesów.
Weźmy choćby to mieszkanie, w którym teraz mieszkają razem z mamą. Ten sam blok, tylko inna klatka i mniejsze M. Z trzypokojowego na dwupokojowe. Tak, remont jest, meble niezłe, ale mama wywalczyła to mieszkanie w zamian za ojcowskie poczucie winy wobec Zośki. Dziecko musi mieć warunki! Dobrze, niech tata się postara. Dostała dość dużą izbę, większą niż przedtem, ale nie dlatego, iż ktoś ją rozpieszczał, tylko, żeby się nie kłócić o podział po latach. Zośka stała się solidnym zderzakiem pomiędzy mamą i tatą.
Zośka skrzywiła się i zdjęła maść z półki, tę samą, którą przepisał lekarz. Nic takiego! To wcale nie znaczy, iż mama miała rację. Po prostu ta maść rzeczywiście działa. Wysusza i gwałtownie znika ślad po pryszczach. A dzisiaj Zosi się to przyda.
Bo wieczór Bo dach
Dach pojawił się w jej życiu całkiem niedawno. Parę miesięcy temu. Wtedy Patryk, chłopak, na którego dotąd tylko zerkała z daleka, choćby nie śniąc o tym, żeby do niego podejść, napisał jej wiadomość: Pójdziemy na spacer?
Szczerze mówiąc, najpierw myślała, iż to dowcip złośliwych. Cała klasa wiedziała, iż Zośka wzdycha do Patryka. Może się z tego śmiali, ale tak sympatycznie. Wszyscy ją lubili. Bo Zośka zawsze była życzliwa, pozwalała spisywać, kiedy ktoś potrzebował, i sama zgłaszała się do odpowiedzi, gdy reszta nie była przygotowana.
Lewandowska, przecież cię ostatnio pytałam! Po co znowu ta ręka w górze?
Ale pani Beato, to przecież super temat! A tak w ogóle, czy Mieszko I był despotą? Można to nazwać absolutyzmem?
Skąd ci się to wzięło? pani od historii (wszyscy bali się jej jak ognia) chętnie łapała przynętę, a klasa odetchnęła: dziś znowu nie będzie odpytywania.
Więc gdy Zosia pokazała wiadomość swojej zaprzyjaźnionej wrogini Dagmarze, ta tylko prychnęła:
I co, panikę masz?
Ale to na pewno on?
Zocha, no błagam cię! Podejdź i spytaj! Co ty, przez cały czas w XIX wieku żyjesz? Dziewczyny same chłopaków zapraszają na randki, a ty boisz się zapytać, kto ci napisał SMS?
Zosia nie odpowiedziała. Po prostu nie umiała wytłumaczyć tej burzy w środku, gdy litery przestaną skakać i jedno słowo z Patrykowej wiadomości w końcu nabierze sensu…
Przyszła na umówione miejsce. I już nic nie było takie samo.
Dach starej, opuszczonej kamienicy, ulubione miejsce młodzieży, oczywiście nie zaliczał się do najbezpieczniejszych. Zosia to wiedziała. Ale za każdym razem, gdy Patryk brał ją za rękę i mówił: Uważaj, patrz pod nogi!, oddech jej przyspieszał, a ona liczyła w myślach schody.
Liczyła i słuchała w środku triumfującego głosu:
Piętnaście, szesnaście Dalej! Trzydzieści dwa, trzydzieści trzy No, nie bój się! On jest tuż obok
Na dachu Patryk pierwszy raz ją przytulił. Po prostu, bez ceregieli, podszedł i położył rękę na jej ramieniu, jakby ogłaszał: To moja dziewczyna!
Nikt nie protestował, choć Zośka widziała złe spojrzenia dziewczyn z równoległej klasy. Patryk od zawsze był z nimi, ale, nie wiedzieć czemu, wybrał ją.
Na dachu także pierwszy raz ją pocałował…
Zostali tam sami, bo ekipa poszła do kina. Zośka też chciała zobaczyć ten film, ale gdy Patryk lekko ścisnął jej dłoń i szepnął, iż pójdą sami, ale nie dziś, została przy nim bez problemu, choć już wiedziała ten wieczór zapamięta na długo.
Tak też było. Zośka jeszcze czasem zamierała (niestety w najmniej odpowiednich momentach) i słyszała w sobie jego głos:
Zośka, strasznie mi się podobasz… Ja nie umiem ładnie mówić, ale chcę, żebyś to wiedziała: lepszej dziewczyny nie spotkałem… Mogę?
I jego ciepłe usta Takie łagodne, takie… delikatne
Zosia zamknęła oczy, próbując złapać choć kropelkę tamtego szczęścia, ale wtedy w drzwi zastukała mama:
Zośka, spóźnisz się Obiad jest na stole
Złość zalała Zośkę na nowo. No ile można!
Wyleciała z łazienki niczym harpia. Wygląd miała całkiem podobny do tej obrazkowej kobiety z memów, która warczy na wszystkich wokół.
Czego znowu chcesz? Pamiętam o wszystkim, daj mi spokój! Ojca już zamęczyłaś?! Odszedł od ciebie?! Teraz mnie się czepiasz? Ja też odejdę! Do taty! Będę z nim mieszkać! Zrozumiałaś? jeżeli nie przestaniesz
Nie zdążyła dokończyć. Mama westchnęła jakoś dziwnie i z rozmachem spoliczkowała ją!
Idź! A jak wrócisz wieczorem, pamiętaj, iż jutro masz próbny z polskiego. Trzeba się wyspać
Zosia aż zgłupiała. Mama nigdy jej nie uderzyła. Ani razu, przez te kilkanaście lat Zosiowego życia. I nie to, by tak strasznie jej było żal wiedziała, iż wyszła przed szereg. Ale to, iż mama pierwszy raz w życiu przerwała jej wybuch furią, choćby nie słowami, tylko gestem, to było dla Zosi szokiem.
Tylko, iż poddać się bez walki? To już nie w stylu Zośki. Plecak, kurtka, słuchawki na uszy… Drzwi miała ochotę trzasnąć tak, żeby się cała klatka zatrzęsła, ale się opanowała. Nie wolno dawać powodu, żeby nazwali ją wariatką.
Zośka wybiegła z bloku i zerknęła na zegarek. Dobrze. Godzina w obie strony, godzina u korepetytorki. Z Patrykiem spotka się najwcześniej o szóstej. I dobrze! Posiedzą na dachu, a mama niech trochę ochłonie. Przyda jej się. Tatko już dawno nie odbiera telefonu za pierwszym razem, więc Zośka będzie miała czas, żeby pogadać z Patrykiem. Może coś jej doradzi? Patryk ma super rodziców. Nie wtrącają się w jego życie. Ma własną kartę z limitem, najlepsze ciuchy, zero kontroli. Mówi, iż mama nie ma czasu, a ojciec twierdzi, iż w wieku szesnastu lat trzeba być dorosłym. Pozwala mu dorabiać i wybór przyszłości zostawia jemu samemu.
Są jednak mądrzy ludzie na świecie!
Nie to, co jej własna mama…
Tata zadzwonił, gdy Zośka zbliżała się do bloku korepetytorki.
Co tam znowu? Mama mówi, iż chcesz się do mnie przenieść?
O, tato! Więcej jeszcze słuchaj! Po co mi wasze problemy? Twoja Kaśka zaraz rodzi, a ja co? Mam waszego niemowlaka niańczyć? Mam swoje sprawy!
Rozumiem. Nie kłóć się z mamą, bo zakręcę ci kurek. Jasne?
To w tobie lubię, tato zawsze konkret. Usłyszałam!
No i dobrze. I nie szarp mamy. Ona na to nie zasługuje.
W słuchawce zabrzęczały sygnały, Zośka się skrzywiła.
Zawsze tak! Ze sobą wojna, a przy jej sprawach nagle są jednomyślni. Dziwne. Jakieś to wszystko dziwne!
Nowa korepetytorka nie przypadła jej do gustu. Na jej tokowanie o frazeologizmach prychnęła tylko i podsunęła książkę, każąc przeczytać zakreślone rozdziały na następne spotkanie. Zośka najpierw poczuła się urażona, ale po kilku przykładach gwałtownie uznała, iż ta lektura jednak nie zaszkodzi.
Durnowata to ona być nie chciała. Patryk jest bystry… Musi przecież mu dorównać. Obejrzała zresztą mnóstwo filmików o relacjach i wszędzie to samo: Dziewczyna powinna być samodzielna i mądra!. Z samodzielnością na razie nieco ciężko, ale rozum przyswajalny. To już choćby mama przyznała: dała radę skończyć studia, choć czekała na rozwód.
Mama rzuciła uczelnię, gdy urodziła Zosię. Najpierw urlop dziekański, potem nie zdążyła wrócić, bo mała się rozchorowywała, babć nie było, którymi dałoby się ją zostawić. Przedszkole musiała zostawić po pół roku, bo była tam tydzień, potem dwa w domu na chorobowym. Poza tym nie lubiła przedszkola. Ohydne kleiki, dokuczliwe dzieci i brak maminego ciepła. Tata choćby powiedział:
Za bardzo ją do siebie przyzwyczaiłaś. Potem będzie ciężko.
Gdy Zosia przeskoczyła do drugiej klasy, mama dogadała się z sąsiadką odbierała Zośkę z świetlicy i wróciła na zaoczne na uczelni oraz do pracy.
I dobrze zrobiła. Inaczej by dziś klepała biedę i narzekała. A tak ma własną, wprawdzie małą, ale firmę dekoracyjną do sal bankietowych. Zosi się podoba to, co robi mama. Ładne i tak… kobiece. Choć w pracy jej mama zamienia się w zupełnie inną osobę: szefową. Gdy rozdaje polecenia pracownikom, Zośka podziwia ją. Wtedy w matce widzi siłę, której sama by chciała.
A jednak nadopiekuńczość to dopiero koszmar. Teraz zgadza się z tatą. Irytujące! Niby nauczyła mamę, iż do pokoju może wchodzić tylko po pukaniu, a w jej sprawy się nie wtrąca, ale mama i tak umiała mieć wszystko pod kontrolą. Nie groźbami, jak ojciec, tylko spokojnym:
Zośka, jak dzień? Co dziś w planie? Głodna jesteś?
Ta troska doprowadza Zośkę do szału. Czasami aż chce się wrzeszczeć:
Daj mi spokój! Jestem dorosła!
I czasem tak robi. Krzyczy, tupa, złości się, a mama i tak traktuje to jak dziecięce grymasy.
Zośka po lekcjach pędziła na miejsce umówione z Patrykiem, marząc, by zniknąć choć na chwilę w jego ramionach i zapomnieć o rodzicach, egzaminach, głupotach świata. Życie mija, a tu tylko obowiązki!
Przy furtce szkolnej, gdzie zwykle się spotykali, Patryka nie było. Trochę się pokręciła i postanowiła pójść na dach sama. Patryk nie odbierał telefonu, co się wcześniej nie zdarzało. Zosia poczuła, iż coś nie gra.
Wdrapywała się po schodach i czuła narastający lęk. Zawsze biegła tu z Patrykiem i jego ciepłą dłonią w swojej, teraz każdy stopień wbijał się w nogi jak ołów.
Na dachu powitał ją podmuch jeszcze chłodnego, wiosennego powietrza i cisza.
Nikogo nie było…
Już chciała odejść, sięgnęła po telefon, żeby zapalić latarkę, bo ciemno. Wtedy coś poruszyło się przy krawędzi dachu, i Zosia zamarła, tłumiąc w zarodku przestraszony okrzyk, kiedy rozpoznała sylwetkę.
Patryk…
Chłopak siedział przy samej krawędzi, nogi zwieszone, ramiona opuszczone. Zosia, choć znała go krótko, nagle z całą siłą poczuła, iż coś strasznego się wydarzyło. Coś go totalnie przerosło. To nie był jej zwykle pewny siebie Patryk.
Ten lęk o to, iż za chwilę wydarzy się coś nieodwracalnego, dodał jej siły. Cicho odłożyła plecak i usiadła tuż przy nim, bojąc się choćby zawołać po imieniu.
Cześć…
Usiadła na betonowym murku, oddzielającym dach od przepaści. Nogi trzymała na dachu, bała się spojrzeć w dół. Od dzieciństwa miała lęk wysokości i sama siebie nie poznawała, iż przyszła tu tak odważnie.
Cześć Patryk choćby nie spojrzał w jej stronę, więc sama znalazła jego dłoń i mocno ścisnęła zimne palce.
Zmarzłeś…
Co? podniósł głowę, a jego oczy były puste, zupełnie inne niż zawsze. Przeraziły i przyciągnęły ją jednocześnie.
Może dopiero wtedy Zosia po raz pierwszy naprawdę zrozumiała, co czuje mama, gdy się z nią kłóciła. To ten paniczny lęk, iż nie dotrze się do kogoś, na kim ci zależy najbardziej na świecie.
Takiego lęku Zosia poczuła wtedy, gdy jego ręka była taka lodowata i ciężka w jej dłoni.
Jak się czujesz?
Zosia jakby się słyszała: ten jej głos był identyczny jak głos mamy Te nutki Ta prośba:
Powiedz mi! Powiedz! Co cię gryzie?! Otwórz się, nie chcę dla ciebie źle!
I to działało.
Słabo… Patryk echo jego brzmiało sennie, ale wreszcie ścisnął jej palce. Ja… słabo, Zośka…
Coś się stało.
Zosia nie pytała, stwierdzała fakt. I to dotarło.
Tak.
Mogę wiedzieć? Rozumiem, nie jesteśmy aż tak blisko, ale… może chcesz pogadać?
Patryk w końcu spojrzał na nią dziwnie, aż Zosia się wzdrygnęła.
Uważasz, iż nie jesteśmy blisko?
Nie. Źle mnie zrozumiałeś. Chciałam powiedzieć, iż jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym, ale nie wiem, czy ja dla ciebie też.
Zośka, nie gadaj głupot. Jestem sam na całym świecie, poza tobą.
Serce Zosi przeskoczyło parę uderzeń i zaczęło walić jak szalone aż się bała, iż Patryk usłyszy to bębnienie.
Jak to sam? Rodzice? palnęła bez namysłu, jeszcze pijana od szczęścia po jego poprzednich słowach, ale reakcja Patryka natychmiast oderwała ją od marzeń.
Patryk drgnął i zaczął nerwowo rozglądać się na boki, aż Zosia krzyknęła:
Uważaj!
Tak! Trzymaj mnie! A najlepiej, zepchnij! Tak jak oni to zrobili!
Kto?!
Ci, których uważałem za rodziców! Ja dla nich jestem nikim! Rozumiesz? Nikim! Mama dziś dała mi dokumenty i powiedziała wprost, jak trafiłem do ich rodziny. Zośka jestem adoptowany! Rozumiesz?! Adoptowany! Zawsze się domyślałem… Dzisiaj już wiem, iż całe życie żyłem nie swoim, tylko czyimś! Zająłem miejsce kogoś, Zocha! Rozumiesz?! Nie swoje, cudze!
Patryk krzyczał, a Zosia panicznie ściskała jego rękę, coraz bardziej przestraszona perspektywą, iż może jednak się odważy skoczyć.
Nie miała prawie wątpliwości, iż właśnie to zamierzał. Potrafił zgrywać twardziela, ale ona wiedziała, ile z tego było w nim prawdy. Cała poza znikała, gdy byli sami, i widziała wtedy w nim światło, do którego ją ciągnęło i przed którym, teraz, zrobiłoby jej się aż wstyd, iż przez całe życie była zła na rodziców.
O co? Sama nie wiedziała. Dopiero w tej chwili zrozumiała, iż cała jej walka o dorosłość była tylko zabawą wielkich dzieci. Przed sobą miała kogoś, kto w jednym momencie został dorosły, bo dowiedział się, iż jego dzieciństwo właśnie się skończyło już, zaraz, teraz. A on nie daje rady, bo nie ma oparcia, które ona miała mimo całego rodzinnego cyrku.
Patryk, boję się! Zośka rozbeczała się sama nie wiedząc kiedy, i to nieco otrzeźwiło chłopaka.
Ej! Co ty? przysunął się do niej, a Zośka objęła go mocno jak umiała.
Nie rób tego, proszę! choćby jeżeli oni cię odrzucili, ja nigdy nie zrezygnuję z tego, co jest między nami. Słyszysz? Jesteś dla mnie najważniejszy na świecie!
Ja nie jestem Patryk… jego głos był dziwnie pusty i cichy, aż Zosia uniosła głowę, próbując zobaczyć jego twarz.
Jak masz na imię?
Aleksy. Ale miałem inne nazwisko.
To nie ma znaczenia! Choćbyś był papieżem! Ty to ty! Znam cię i jest mi obojętne, jak się nazywasz! Słyszysz?!
Tak… Ale to nie znaczy, iż dla wszystkich to obojętne… Zocha, co mam teraz robić? Gdzie mam iść?
A do domu nie możesz? Wyrzucili cię?
Nie. Mama płakała, prosiła, żebym został. A tata… Uderzyłem go…
Czemu?
Próbował zamknąć drzwi, nie dać mi wyjść. Krzyczał, iż nic nie rozumiem
A ty? Zrozumiałeś wszystko? Na sto procent?
Co masz na myśli? Co tu jeszcze można zrozumieć, Zośka?! Patryk znów się uniósł, a Zosia znów wyczuła w jego głosie ledwo opanowany ból.
Dlaczego powiedzieli ci to właśnie dzisiaj?
Jej pytanie zawisło w powietrzu, a Patryk znów się zwinął przy krawędzi, próbując zrozumieć, do czego zmierza.
Nie wiem w końcu wyszeptał, a Zośka poczuła ulgę.
W jego głosie pojawił się cień ciekawości. I wiedziała, iż dopóki nie znajdzie odpowiedzi, będzie się jeszcze trzymał dachu.
Chcesz, pójdę z tobą?
Gdzie?
Do twoich Patryk, pójdziemy razem. Opowiedzą ci, dlaczego teraz. Potem, jeżeli będziesz chciał, wrócimy tu. Zrobisz, co uważasz. Nie będę ci przeszkadzać.
Patryk spojrzał zdziwiony, ale Zośka nie spuściła wzroku. Ścisnęła mocniej jego dłoń i odciągnęła od krawędzi.
Chodź!
Patryk powoli wstał, przesunął nogi na dach, a Zosia przytuliła go, odciągając coraz dalej.
Jestem słabeuszem
Akurat! Zośka prychnęła, ciągnąc go za sobą w stronę schodów. Każdy by się zrył na twoim miejscu! Słyszysz?
Potknęła się, ale Patryk ją złapał.
Uważaj!
Powiedz to sobie! Zosia ścisnęła jego dłoń i włączyła latarkę w telefonie. Chodź, mamy robotę!
Ten wieczór na zawsze zostanie im w pamięci.
Rozmowa z rodzicami Patryka trudna, bolesna.
Pojednanie, które jednak nadeszło, gdy dowiedział się, iż jego biologiczny ojciec lada dzień wychodzi z więzienia i grozi, iż opowie mu całą prawdę.
I łzy kobiety, która została mu mamą, biorąc na siebie odpowiedzialność za rocznego synka swojej najlepszej przyjaciółki, tragicznie zmarłej, bo pokochała nie tego, co trzeba.
Moją mamę Tę prawdziwą
Tak, Patryk, to zrobił twój ojciec…
A teraz on chce, żebym
Chce się z tobą spotkać.
Ja nie chcę!
Rozumiemy cię. I dlatego uznaliśmy, iż lepiej, byś usłyszał prawdę od nas niż od niego. Wybacz, iż akurat teraz. Myśleliśmy, iż mamy jeszcze rok czy dwa… Ale wypuszczają go wcześniej.
Nie chcę go widzieć.
Masz do tego prawo. Wspieramy cię, cokolwiek zdecydujesz.
Gadali i gadali, aż Zośka pojęła, iż na dach już z Patrykiem nie wrócą. Coś się w nich przestawiło. Patrzyli już do przodu.
I kiedy Zosia, prawie o północy, wróci do domu, otworzy cicho drzwi własnym kluczem, prześlizgnie się do ciemnej kuchni, gdzie przy oknie na warcie stać będzie mama przytuli ją, wtuli nos w znajome loki, poczuje ten babciny, ciepły zapach ulubionych perfum i wypowie słowo, które wymaże zbędne emocje, zostawi to, co najważniejsze:
Przepraszam
A kobieta, dla której nie ma nic ważniejszego niż troski i uśmiech córki, odpowie cicho, z ulgą i miłością:
I ja ciebie Głodna?
Nie, mamo. Dzięki Wiesz co? Chyba dziś zdałam egzamin
Jaki? Przecież jeszcze nie macie sesji.
Mam wrażenie, iż najważniejszy, mamo Opowiem ci kiedyś.
A dlaczego nie teraz?
Bo jutro próbny, muszę się wyspaćZosia uśmiechnęła się przez łzy, kręcąc głową.
Bo jeszcze trochę muszę zrozumieć sama. Ale dobrze, iż jesteś. Zawsze jesteś.
Mama odgarnęła jej kosmyk z policzka, jak robiła to, gdy Zosia była mała. Przez sekundę obie stały w ciszy, która tym razem nie była ciężka. Była jak odpoczynek, jak powrót.
Pewnie nie zrobiłaś lekcji wyszeptała mama łagodnie, a Zosia zachichotała przez zaciśnięte gardło.
No Jeszcze zdążę nadrobić. Myślę, iż jutro będę znać odpowiedzi na wszystko. Albo prawie na wszystko.
Mama przytuliła ją mocno. Tak bardzo mocno, jak nigdy dotąd.
Dobrze, iż wróciłaś szepnęła. Przy herbacie wszystko da się ogarnąć.
Zosia spojrzała na kuchenny zegar. Wskazówki błądziły po północy.
Wiesz, mamo? powiedziała cicho. Jutro się nie pokłócimy. Nie musimy już
Mama uśmiechnęła się przez łzy, a ciepło wypełniło kuchnię aż po sufit.
Zosia zamknęła oczy i poczuła, iż świat, choć pełen dramatów, jest też miejscem, gdzie zawsze można wrócić. Na własnych nogach choćby po najtrudniejszym egzaminie.










