„Filiżanka jaśminowej herbaty”

bialyorzel24.com 2 godzin temu
Ulubiona kawiarenka Anny na rzeszowskim Rynku. Fot. rzeszow.naszemiasto.pl.

Anna usiadła pod parasolem swojej ulubionej kawiarenki na rzeszowskim rynku. Słońce wiosennymi promieniami łaskotało jej twarz, a wiatr delikatnie rozczesywał włosy… I pomyśleć, iż już niebawem Wielkanoc, a tak by chciała, aby to były dni sprzed dwóch tygodni, dni czegoś niesamowitego, jak mieszanka wymarzonej bajki i jawy…

Do stolika podeszła uśmiechnięta kelnerka i zanim położyła przed Anną kartę menu, ta w rozmarzeniu powiedziała:

– Dwie zielone herbaty z jaśminem i z czajniczkiem poproszę – ale zaraz poprawiła się: – Nie, nie, ależ oczywiście, jedną filiżankę. Zamyśliłam się, bo macie naprawdę dobrą herbatę, o niezwykłej mocy.

– Dziękuję bardzo, cieszę się, iż pani nasza herbata smakuje. Zaraz przynoszę.

Anna zamyśliła się. Jeszcze niedawno siedziała tutaj z Maćkiem – swoją pierwszą szkolną miłością, odnalezioną po tylu, tylu latach…

Jak to się zaczęło? Chyba pod koniec pierwszej klasy liceum, na wycieczce do Wieliczki. Tuż przed wejściem do kopalni, Anka skręciła nogę. Bolało okropnie, ale nie chciała zrezygnować. I tak jakoś się stało, iż to Maciek od razu otoczył ją opieką, taki dwudziestowieczny rycerz… A po powrocie do Lublina, gdy Anna musiała z powodu tej nogi zostać kilka dni w domu, to nie kto inny, tylko właśnie ten chudy Maciek ją odwiedzał, pożyczał zeszyty, kupował ciastka, robił herbatę, a choćby raz zagrał na gitarze, przyniósł kilka małych wiosennych stokrotek…

– Stokrotki dla Stokrotki– mówił patrząc ciepło w jej oczy.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nauczył się robić i podawać herbatę. Dla niego najlepsza, to w szklance, no i silna, a dla niej w filiżance i nie „ siekiera”. Ale i tak zostali parą, a na herbatę chodzili do małej kawiarenki, w której podawano jedyną w swoim rodzaju zieloną herbatę z jaśminem. Jej zapach i smak pozostał już w jej pamięci na zawsze, podobnie, jak pierwsze pocałunki i miłosne wyznania szeptane sobie kiedyś w parku w czasie deszczu… Stali wtedy pod drzewem, wtuleni w siebie, a ich słowa podkreślały bębniące po parasolu rzęsiste krople deszczu…

– Stokrotko moja kochana, taki jestem szczęśliwy, będąc z tobą.

– Maciejku, choćby nie wiesz jaka ja jestem szczęśliwa, tak bardzo szczęśliwa.

Myśleli, iż tak będzie zawsze… W klasie maturalnej Maćka już nie było. Ojciec jego był oficerem wojskowym, dostał rozkaz i musiał wyjechać, a wraz z nim cała rodzina. Nie zdążyli się choćby pożegnać, zresztą, może to i lepiej, bo ryczałaby jak bóbr, albo jak ten pamiętny deszcz… Annie pozostały zasuszone kwiatki, jakieś liściki, zdjęcia i wspomnienia, a wśród nich herbata z jaśminem.

Po maturze postanowiła zmienić miasto, chciała studiować wszędzie, ale nie w Lublinie, gdzie każdy kąt przypominał jej Maćka. Wybrała uniwersytet w Rzeszowie; dwie godziny jazdy do Lublina, a przy tym chciała mieć możliwość spędzenia choć paru chwil w Bieszczadach, o których tyle przecież słyszała, a których nie miała jeszcze możliwości poznać. Studia szły jej bardzo dobrze i na trzecim roku rozpoczęła drugi fakultet. Tak więc studiowała i socjologię i kulturoznawstwo. Zdobywała nagrody rektorskie i ani się obejrzała, jak dostała propozycję pracy na uczelni, pod warunkiem rozpoczęcia doktoratu. Rodzina była z niej dumna, zresztą ona sama z siebie też.

Nie chciała już wynajmować mieszkania i zaczęła rozglądać się nad kupnem czegoś małego i niedrogiego. I tak trafiła do agencji nieruchomości blisko uniwersytetu. Tam poznała Kamila – współwłaściciela agencji. Elokwentny, uprzejmy, ciągle uśmiechnięty i pachnący dobrymi perfumami. No i tak jakoś przypadli sobie do gustu… On załatwił jej mieszkanie w całkiem dobrej cenie, a ona zabierała go do filharmonii, teatru, na rajdy samochodowe. Nie przeszkadzało jej, iż jest wdowcem z dwójką małych dzieci, ani to, iż jest pewna różnica intelektualna.

– Diamenty też trzeba oszlifować, żeby później zachwycały – mówiła często swojej siostrze, która starała się przekonać Annę do głębszego zastanowienia się nad Kamilem.

Tak jakoś wyszło, iż pobrali się. Jemu imponowało, iż ma „ uczoną kobitę” jak mówił, a ona była spokojna, iż koleżanki przestały wytykać jej, iż ciągle jest sama. Po dwu latach zaszła w ciążę i urodziła Tosię, co spowodowało pewien rozdźwięk między nią, a Kamilem, któremu wystarczały jego dzieci z pierwszego małżeństwa; a o ile ewentualnie dziecko – to chłopiec… Od urodzenia córeczki niby byli z sobą, a tak naprawdę to obok siebie; żyli własnym życiem – on zdobywaniem pieniędzy na nieruchomościach i kupowaniem coraz to nowszych samochodów, a ona skupiła się na pracy naukowej i bycia matką dla trójki dzieci.

Życie potrafi zaskakiwać i po ponad dwudziestu latach, dwa tygodnie temu niespodziewanie spotkali się w… Rzeszowie na międzynarodowym sympozjum poświęconym krajom z konfliktem zbrojnym. Gdy doktor socjologii Anna Kędzierska przeczytała listę prelegentów, miała wrażenie, iż zaraz zemdleje; jednym z nich był pułkownik Maciej Drozd… Zbieg okoliczności, czy to jej Maciek? W przerwie konferencji podeszli, a raczej podbiegli do siebie i nie bacząc na zebranych ludzi, po prostu rzucili się sobie w ramiona. I w tym samym dniu, wieczorem siedzieli w kawiarence pijąc zielona herbatę z jaśminem, trzymali się za ręce, jak za dawnych lat i opowiadali sobie swoje losy od tamtych licealnych czasów. A potem, nie wiadomo, czy za sprawą pitej herbaty z jaśminem, czy dobiegającej romantycznej muzyki, czy odbijającym się w ich oczach gwiazdom – opowiadali sobie swoje losy przy przygaszonym świetle w pokoju hotelowym. Były łzy, słowa szeptane drżeniem ust, niekończące się pocałunki i poranna cisza rozstania…

* * *

Anna piła powoli herbatę, delektując się aromatem i wspomnieniami. Zamknęła oczy. Gdzieś obok ktoś włączył radio. – W dniu dzisiejszym naszą listę sentymentów otwiera piosenka: „Po drugiej stronie chmur” – powiedział redaktor prowadzący audycję.

– „Miałaś nie płakać, miałaś być twarda. Co z tobą jest?

Miałaś nie tęsknić, miałaś już nie śnić. Zapomnieć mnie.

Miałaś nie płakać, świat poukładać, żeby miał sens…”

Czy pani dobrze się czuje? Usłyszała nad sobą głos kelnerki. Strasznie pani blada.

– Dziękuję za troskę, nic mi nie jest. Tylko ta piosenka ma takie mocne słowa, takie mocne…

* * *

Wojskowy samolot coraz dalej unosił się od Polski. Na pokładzie, przytuleni do swoich plecaków, drzemali lub spali żołnierze, lecący na kolejną misję wojskową; niektórzy półgłosem rozmawiali między sobą, a niektórzy, jak pułkownik Maciej Drozd, patrzyli w milczeniu na umykające za szybami światła miast. Wróciły wspomnienia: liceum, Ania, pierwszy ich pocałunek, rozmowy przy filiżance jaśminowej herbaty, rozłąka, tęsknota, zagmatwane wojskowe i cywilne życie, aż wreszcie niespodziewane odnalezienie się po tylu latach i znów wspólne rozmowy przy jaśminowej herbacie… I rozstanie w ciszy hotelowego pokoju… Nie mogli postąpić inaczej, w przeciwnym razie cierpieli by ich najbliżsi. Woleli znieść to cierpienie sami… Pułkownik Drozd westchnął cicho i kątem dłoni otarł dziwnie błyszczące oczy, które przecież dla innych błyszczały od blasku świetlnych punkcików zostawionych pod samolotem… Gdzieś tam w dole ludzie będą niebawem cieszyć się euforią Świąt Wielkanocnych, spotykać się w kręgu rodzin, rozmawiać i napawać się swoją bliskością… Co będzie robić Anna? Jego Anna odnaleziona po tylu, tylu latach… Z pewnością pójdzie z dziećmi, by święcić koszyczek, później może znajdzie chwilę, by usiąść na tarasie z ulubioną zieloną herbatą z jaśminem i zamyśli się, tak jak on teraz, między chmurami…

Gdyby można było zamknąć przeszłość i przyszłość w filiżance herbaty, zrobiłby to najszybciej i najdelikatniej jak można, chociaż jest twardym i zahartowanym w życiu wojskowym… Ech, życie, życie, jakże można tobą się oparzyć, ileż w tobie goryczy, ale zawsze, gdzieś tam jest wyjątkowy posmak jaśminu w filiżance zwykłej herbaty…

Nina Opic

Nina Opic – była wykładowczyni akademicka z Rzeszowa, w tej chwili na emeryturze. Pisze od dziecka, bo pisanie ma w genach. Przodek ze strony ojca – to XVII wieczny poeta niemiecki Martin Opitz. Laureatka wielu konkursów poetyckich krajowych i międzynarodowych. Pisze książki dla dzieci i dorosłych. Reżyserka teatralnych widowisk dziecięcych i autorka słuchowisk radiowych. W wolnym czasie kocha wędrówki z plecakiem.

Idź do oryginalnego materiału