.
Egzemplarz książki otrzymałam od wydawnictwa w zamian za recenzję.
Wydawnictwo nie miało wpływu na treść i formę recenzji.
Cato woli być uważana za dziwną, niż budzić litość.
Czy dlatego zachowuje się inaczej niż zwykłe 12-latki?
Czy dlatego zakłada dwie różne skarpetki?
To ostrzeżenie? Nie zbliżać się, jestem dziwna!
Zresztą woli być uważana za dziwną, niż samotną.
Bo Cato jest samotna, choć niełatwo jej to przyznać.
Jest półsierotą, z tatą mija się w drzwiach,
nie ma przyjaciół, ani choćby koleżanek.
No i dobrze, ma to w nosie.
Poradzi sobie sama.
W ogóle całą książka jest o samotności,
choć nie tylko.

Zgodnie z tytułem książka Yoricka Goldewijka
"Filmy, których nigdzie nie grają"
jest o filmach, jest też o podróżach w czasie,
ale jednak głównie jest o samotności.
Samotna jest Cato, samotny jej tata, samotna sąsiadka.
Czy dlatego sąsiadka wściubia nos w ich sprawy?
Fakt, dobrze gotuje, ale ciągle strofuje i poucza,
węszy tu i tam, no i używa duszących perfum.
Tata Cato prawdopodobnie ma depresję po śmierci żony,
żyje chyba tylko z przyzwyczajenia, ale duchem jest nieobecny.
Córka prawie zupełnie go nie zna, a mamy w ogóle nie poznała.
No i dobrze, ma to w nosie.
Nikogo nie potrzebuje.
Czy na pewno?
To dlaczego tak lgnie do pani Kano?
A, no tak, przyciąga ją też coś innego,
pani Kano uruchamia stare kino, w którym seanse
odbywają się tylko dla pojedynczych osób.
Na podstawie wspomnień.
Historia rozwija się bardzo wolno,
odkrywając swoje kolejne warstwy.
Im dalej w las, tym mocniej przyciąga.
Im bliżej bohaterki, tym bardziej przykuwa.
Pod koniec czytelnik przypuszcza, podejrzewa,
a książka... potwierdza. I jest usatysfakcjonowany.*

Za książkę dziękuję
wydawnictwu Dwie siostry
* Chociaż miałby kilka wątpliwości, dotyczących podróży w czasie,
ale postanawia je pominąć dla dobra młodszych czytelników ;-)
.










