Kiedy byłam studentką na Uniwersytecie Warszawskim, wpadłam po uszy w chłopaka o imieniu Zbigniew, który nie pochodził z bogatej rodziny i na domiar złego nie miał choćby stałego dochodu. W tym samym czasie kolega z roku, syn bardzo zamożnych rodziców spod Poznania, wyraźnie się mną zainteresował. Jako dziewczyna z biedniejszego domu marzyłam o wygodnym życiu, bez liczenia każdego złotówki. Gdy Zbyszek pewnego dnia wyciągnął pierścionek i poprosił mnie o rękę (do dziś nie wiem, skąd go wytrzasnął), odmówiłam mu i wybrałam stabilizację i luksus, które oferował syn biznesmena.
Mimo iż Zbyszka naprawdę lubiłam, moje serce podpowiadało mi: złote krany, urlopy w Sopocie, własny samochód wszystko to było dla mnie ważniejsze niż romantyczne spacery po Krakowskim Przedmieściu. No cóż, ironia losu bywa bezlitosna. Mój wybranek okazał się być kompletnie nieżyciowy. Całe życie polegało u niego na tym, iż brał, co mu pod nos podstawili i nie doceniał ciężkiej pracy. Gdy jego rodzice przekazali mu rodzinną firmę, nie miał pojęcia co z tym fantem zrobić i w ciągu paru lat posłał ją na dno jak kamień w Bałtyku.
Przez lata żyliśmy z pieniędzy jego rodziców, a on choćby nie próbował zmienić swojego podejścia. W końcu, gdy zaczęło się robić krucho z kasą, zaproponowałam mu pracę w przedszkolu mojej koleżanki. Zbychu prychnął tylko, iż nigdy nie będzie nikomu podlegać. No cóż, niezła filozofia, szkoda tylko, iż nie życiowa.
Ostatnio spotkałam dawno niewidzianą znajomą, Martę, która z entuzjazmem opowiedziała mi, iż mój były tak, ten sam Zbyszek dziś jest poważnym przedsiębiorcą! Wyrwał się z biedy, rozwinął własną firmę i teraz podróżuje po Europie z walizką pełną euro. Aż zakręciło mi się w głowie. Poczułam dziwny miks emocji radość, ukłucie żalu, odrobinę zazdrości. Marta szepnęła mi jeszcze, iż Zbyszek przez cały czas jest kawalerem. Przez moment pomyślałam, czy jeszcze mam jakiekolwiek szanse… Ale lata lecą, a wraz z nimi moja refleksja: popełniłam błąd, stawiając na złotówki, a nie na miłość.
Patrząc dziś wstecz, żałuję, iż wybrałam pieniądze i sztuczną pewność siebie, zamiast pasji i tej szczególnej więzi, która łączyła mnie z Zbyszkiem. Może i nie mieszkałabym dziś w apartamencie z widokiem na Wisłę, ale i tak miałabym więcej radości. Teraz zostało mi tylko to uczucie, iż przegapiłam szansę na prawdziwie szczęśliwe życie z człowiekiem, którego naprawdę kochałam. Trudno życie to nie film, chociaż przynajmniej kawę zawsze mogę wypić po polsku, czyli czarną jak węgiel i mocną jak żałowanie po dawnych decyzjach.









