Kasia zawsze chciała dziecka.
Andrzej też o tym marzył.
Mieli psa, Maję, złotą retrieverkę o łagodnych oczach.
Maja była częścią rodziny od lat.
Nikt nie przypuszczał, iż to ona pierwsza odkryje wielką tajemnicę.
Pewnego dnia Maja zaczęła się zachowywać inaczej.
Nie odstępowała Kasi na krok.
Kładła głowę na jej brzuchu.
Patrzyła wtedy smutno, ale czujnie.
„Co się z tobą dzieje, dziewczynko?” – pytała Kasia.
Andrzej tylko się śmiał.
„Może wariuje ze starości” – mówił.
Tydzień później Kasia zrobiła test.
Wynik był pozytywny.
„Andrzej, jestem w ciąży!” – krzyknęła z łazienki.
Przybiegł natychmiast, cały roztrzęsiony.
„Maja wiedziała wcześniej niż my” – szepnął, patrząc na psa.
Od tamtej pory Maja towarzyszyła Kasi wszędzie.
Spała przy jej łóżku.
Czekała pod drzwiami łazienki.
„Ona cię pilnuje” – mówił Andrzej z uśmiechem.
Ciąża minęła spokojnie.
W końcu urodziła się Nadia.
Mała, różowa, piękna.
Maja powitała ją delikatnym powarkiwaniem, pełnym czułości.
„Popatrz, jak na nią patrzy” – mówiła Kasia, płacząc ze szczęścia.
Dni mijały szybko.
Kasia musiała wrócić na uczelnię, by dokończyć studia.
Postanowiła poprosić o pomoc przyjaciółkę, Monikę.
„Zajmę się Nadią jak własnym dzieckiem” – obiecała Monika.
Z początku wszystko było dobrze.
Jednak Maja od razu zmieniła zachowanie.
Warczała, gdy Monika brała Nadię na ręce.
Stawała między nimi, jakby chciała ją odgrodzić.
„Maja, przestań!” – krzyczała Monika, zirytowana.
Kasia czuła niepokój, ale wierzyła psu.
„Maja nigdy nie była agresywna” – mówiła do Andrzeja.
„Może coś wyczuwa” – odpowiedział, marszcząc brwi.
Pewnego dnia Monika zadzwoniła spanikowana.
„Twój pies mnie zaatakował!” – krzyczała w słuchawce.
Kasia natychmiast wróciła do domu.
Zastała Maję przy kołysce, warczącą w stronę drzwi.
Monika miała zadrapanie na ręce.
„Ugryzła mnie, gdy brałam Nadię!” – mówiła oburzona.
Kasia spojrzała na Maję.
Oczy psa były pełne strachu, nie złości.
„Coś tu nie gra” – pomyślała.
Sprawdziła kamerkę, którą zamontował Andrzej.
Na nagraniu zobaczyła prawdę.
Monika potrząsała dzieckiem, a Maja próbowała ją odciągnąć.
Kasia zamarła, patrząc na ekran.
„To nie pies był zagrożeniem” – szepnęła.
Nadia była bezpieczna.
Maja tylko ją chroniła.
Prawdziwym zagrożeniem była Monika.






