Trzeba było wcześniej przygotować się na narodziny dziecka!
Moje wyjście ze szpitala było dość nietypowe. Mój mąż pracował i przyjechał po mnie prosto z korporacji na Mokotowie. Prosiłam go o kilka dni wolnego albo chociaż urlop na ten dzień, ale przełożony mu nie pozwolił. Ustaliłam z nim, żeby wszystko przygotować na przyjście dziecka do domu obiecał, iż się wszystkim zajmie. Gdyby tylko wcześniej się tym zajął, to już dawno zrobilibyśmy pranie, kupilibyśmy wszystko, ogarnęlibyśmy mieszkanie… A tu masz! żali się trzydziestoletnia Bogna.
Nie wywiązał się z obietnicy?
Do szpitala szłam z niczym ogarniętym. Kiedy wróciłam, w domu panował kompletny chaos. Było mi wstyd przed bliskimi, którzy przyszli w odwiedziny. Kurz leżał na segmentach tak grubo, iż mogłam paznokciem pisać po półkach. Wózka ani łóżeczka nie było, mąż choćby nie pomyślał, żeby kupić dziecku jakieś ubranka. Dobrze, iż koleżanki przyniosły pieluchy mówi dalej Bogna.
Bogna wyszła za mąż sześć lat temu. Teraz wraz z mężem doczekali się synka. Długo odkładali decyzję o powiększeniu rodziny, żeby najpierw poukładać sobie życie. Kiedy sytuacja się ustabilizowała, postanowili starać się o dziecko.
Uprzedziłam szefową, iż jestem w ciąży. Zwolniła mnie od razu. Inni by walczyli, a ja uznałam, iż widocznie tak miało być. Spokojnie szykowałam się do bycia mamą: haftowałam, spacerowałam po Łazienkach i korzystałam z wolnych dni. Nie było nam trzeba dużo pieniędzy, bo mój mąż niedawno został zastępcą kierownika tłumaczy.
Ciąża przebiega spokojnie. Przyszła mama czyta książki, chodzi na długie spacery po Kabatach, wybiera w internecie wyprawkę dla dziecka.
Mąż nie zgodził się, żebym cokolwiek kupowała przed porodem. Tłumaczył, iż na Mazowszu tak się nie robi, żeby nie zapeszać. Siostra obiecała, iż odda nam komodę i łóżeczko po swojej córeczce, a do tego przygotowała kilka drobiazgów na start. Prosiła, żebym przyszła wcześniej odebrać rzeczy, przeprała je i przygotowała. W końcu spakowałam tylko torbę do szpitala, reszta czekała na później wzdycha Bogna.
Ale kiedy zaczęła rodzić, jej mąż wpadł w panikę, bo nagle okazało się, iż brakuje dosłownie wszystkiego, a wydać trzeba będzie niejedną złotówkę. Bogna podczas porodu martwiła się, iż pranie tkwi w pralce, nikt nie powiesił, nie wysuszył. Czekało do powrotu mamy na Ursynów.
Dobrze, iż koleżanki poratowały mnie ubrankami i paczką pieluch. Dzięki temu miałam w co przebrać synka. Mój mąż latał po całej Warszawie, żeby na gwałt kompletować wyprawkę. Przyniósł wszystko byle jak, część rzeczy pobrudzona, część mocno zakurzona. Musiałam sama wszystko uprać i czekać, aż wyschnie. Wtedy miałam ochotę rzucić wszystko, wygarnąć rodzinie i rozwieść się z mężem mówi niemal ze łzami w oczach.
Przez kilka kolejnych dni Bogna sprzątała mieszkanie. Od czasu narodzin minęły już dwa miesiące, a kobieta wciąż nie ma ochoty zapraszać do siebie nikogo w odwiedziny.
Rodzina uznała, iż już czas nas odwiedzić. Dzwonią i domagają się uroczystego obiadu… Pewnie, niech jeszcze zrobię pierogi i sernik narzeka zirytowana.
Mama Bogny nie rozumie, czemu jej córka nie jest szczęśliwa. Przecież mogła odpowiednio wcześniej ogarnąć mieszkanie. Dziewięć miesięcy w domu, co ona adekwatnie robiła? Mogła przecież poprosić męża, żeby przyniósł meble, umył wszystko. A jeżeli on miał opory przed zakupami, trzeba było go przekonać! Trzeba wszystko dopilnować samemu. Jak można liczyć na faceta?
Jak uważacie, czy Bogna powinna mieć żal do bliskich, czy to jednak ona zawiniła? Czy rzeczywiście powinna była sama zadbać o wszystko przed porodem? Co Wy byście zrobili na jej miejscu?





