Gdy przyjaciółka zapomniała się rozłączyć po telefonie, Zosia usłyszała, co naprawdę sądzą o niej i …

twojacena.pl 14 godzin temu

Kiedy usłyszałam tę opowieść od mojej przyjaciółki, całkowicie zmieniło się moje spojrzenie na relacje międzyludzkie mój mąż zresztą także. Zaczęliśmy trzymać przyjaciół na pewien dystans i rozmawiać z nimi o życiu coraz rzadziej. Oczywiście, nie znaczy to, iż przestaliśmy darzyć ich zaufaniem przez cały czas mamy z nimi dobre relacje ale nauczyliśmy się nie wpuszczać nikogo zbyt głęboko w nasze sprawy rodzinne. Wszystko przez nieprzyjemną sytuację, jaka spotkała moją serdeczną znajomą Katarzynę i jej męża Artura.

Od lat utrzymywali bliskie znajomości z inną parą, Anną i Krzysztofem. Chłopaki pracowali razem w firmie informatycznej w Warszawie, dziewczyny studiowały w Krakowie na polonistyce. Po studiach Anna gwałtownie wyszła za Krzysztofa, zaraz potem urodziło im się dziecko. Jakiś czas później Anna poznała Katarzynę z jednym z kolegów z pracy swojego męża i tak powstała druga para.

Potem nastąpiły zmiany Krzysztof rzucił dotychczasową pracę i zaczął zarabiać znacznie więcej jako programista w Poznaniu. Anna także znalazła dobrze płatne stanowisko. Spotkania obu par stały się sporadyczne. Katarzyna zaszła w kolejne ciąże i przez dłuższy czas była na zwolnieniach lekarskich. Przełożonym to się nie spodobało, w końcu pod błahym pretekstem ją wyrzucili.

Artur przejął na siebie cały ciężar utrzymania rodziny, dwoił się i troił, żeby jego czwórka dzieci miała wszystko, czego potrzebuje. Na szczęście radzili sobie zupełnie nieźle kupili dom pod Łodzią, zajęli się ogrodem i codziennie ciężko pracowali. Z czasem ich dochody się unormowały, ale nie weszli do grona najbogatszych.

Anna i Krzysztof natomiast dzieci nie mieli. Skupili się na karierach, często latali samolotem na urlopy do Hiszpanii czy Grecji, żyli według własnych upodobań.

Pewnej czerwcowej soboty Anna zadzwoniła do Katarzyny z propozycją zaprosiła ich na działkę w Beskidach. Miało być cudownie: ognisko, grill, kąpiele w rzece, spacerowanie po lesie. Pogoda dopisywała, więc pomysł spodobał się Katarzynie poprosiła tylko o dzień namysłu, żeby pogadać z Arturem. Obiecała, iż oddzwoni następnego dnia.

Po skończonej rozmowie Anna położyła telefon na ławie w kuchni, zapominając wyłączyć rozmowę. Katarzyna niechcący przysłuchiwała się dalszej dyskusji i to, co usłyszała, ją kompletnie zszokowało.

Okazało się, iż Anna i Krzysztof mają Katarzynę i Artura za nieudaczników, którzy nie radzą sobie w życiu. W ich przekonaniu czwórka dzieci to tylko kłopot, a Kasia i Artur ledwo wiążą koniec z końcem pod Warszawą za te kilka tysięcy złotych miesięcznie. Ich dom to ruina, nie nadaje się dla gości, a dzieci rozpuszczone są na maksa; po co im tyle potomstwa, powinni połowę oddać do domu dziecka. Katarzyna jest nudna, całe życie gada tylko o dzieciach.

Artura natomiast nazwali prostackim gburem, z którym nie da się sensownie porozmawiać. Nagle połączenie zostało przerwane. Katarzyna i Artur siedli w ciszy nie wiedzieli, co zrobić i jak się zachować. Chcieli pójść do tamtych i wygarnąć wszystko prosto w oczy, ale wtedy zadzwonił Krzysztof, upewniając się, iż plan przyjazdu w weekend jest aktualny. Artur potwierdził, po czym się rozłączył.

Postanowili porozmawiać we dwoje. Ustalili, iż nie będą wyciągać wszystkiego od razu, ale poczekają na przyjazd gości. W sobotnie popołudnie Anna i Krzysztof przyjechali z tanimi słoikami marynat i paczką najtańszych krówek z dyskontu dla dzieci. Od razu wypalił Krzysztof:

Co, taki niski macie budżet, iż choćby porządnych rzeczy nie możecie zafundować dzieciom? No, nieważne u nas się najecie, bo stół ugina się od frykasów. Zjecie, a potem pomożecie bo pracy tu pełno!

Kasia i Artur patrzyli na siebie zdziwieni, nie dowierzając w to, co słyszą. Wtedy Anna rzuciła:

A wy to co, jeszcze bez dzieci?

Na razie nie planujemy odpowiedziała spokojnie Katarzyna.

No jasne, wiem co grane powiedziała Anna dzieci tylko chamy mają, rozsądni ludzie żyją dla siebie!

Od tych słów oniemieli. Było dla nich jasne, iż goście wiedzą o wszystkim. Stali się nie do zniesienia. Przesiedzieli jeszcze chwilę przy stole, po czym Krzysztof nagle zmyślił powód, aby się gwałtownie pożegnać i wyjechali tego samego dnia.

Jak wy byście się zachowali na miejscu Kasi i Artura? Czy dobrze zrobili, czekając na rozwój sytuacji? Byli zbyt uprzejmi, a może powinni zareagować ostrzej? Co Ty byś zrobiła?

Idź do oryginalnego materiału