Gdy Rebeka po raz pierwszy poprosiła ojca o pieniądze, był bardzo zaskoczony. Jeszcze bardziej zdziwił się jednak, gdy usłyszał, na co córka potrzebuje tych pieniędzy.

newskey24.com 1 godzina temu

Renata wychowała się w zamożnej rodzinie. Ojciec spełniał każdą jej zachciankę, zanim zdążyła o niej porządnie pomyśleć. Był właścicielem dobrze prosperującej firmy, wiecznie zajętym człowiekiem, który w domu bywał tak rzadko, iż kot by się najadł za dwa dni. Kiedy już jednak pojawiał się w domu, to raczej tylko po to, by odwiedzić którąś ze swoich wielbicielek, niż porozmawiać z córką. Mówiło się po sąsiedzku, iż ojciec Renaty ma kobietę równie starą, co maturzystka na poprawce.

Renata dostała się na pedagogikę, choć ojciec miał piękne plany: widział ją z wiertłem w ręku, przerabiającą zęby warszawskim biznesmenom. Ale Renata, uparciucha z krwi i kości postawiła na swoim.

Choć mogła pławić się w złotówkach taty, postanowiła nie brać od niego ani grosza żyła z niewielkiego stypendium. Każde lato zamiast na Balatonie czy Maderze, spędzała pracując na praktykach w dziecięcej kolonii. Ojciec próbował ją podkupić wakacjami na Malediwach, ale ona wolała placki ziemniaczane na stołówce i śmiech dzieci.

Pewnego wieczoru do ośrodka zajechał autobus z grupą dzieci z domu dziecka. Maluchy wpadły do domu w podskokach, zasiedlając pokoje jak polska reprezentacja szatnię przed meczem o wszystko. Ostatnia wysiadła dziewczynka filigranowa, blada, z oczami, które zbyt dużo widziały jak na swój wiek.

Następnego dnia dzieci zaczęły narzekać: Pani Renatko, śmierdzi tu jak w starej piwnicy!. Winowajczynią była ta właśnie dziewczynka, choć wyglądała jak aniołek z szopki.

Renata ruszyła na inspekcję i odkryła, iż dziewczynka upychała pod poduszką kotlety schabowe po kolacji. Kotlety, niestety, nie były już pierwszej świeżości.

Dziewczynka spojrzała na Renatę z miną zbitego kwiatu i wymamrotała:

To dla mojego brata.

A gdzie jest twój brat? spytała cicho Renata.

W innym domu dziecka.

Bez wahania Renata wyciągnęła telefon i zadzwoniła do ojca.

Tata akurat siedział przy swoim biurku, gdy usłyszał prośbę:

No wreszcie moje dziecko o coś mnie prosi! pomyślał z ulgą, pewnie gotów już przelewać pieniądze na nowego fiata 500.

Córciu, po co ci tyle pieniędzy? Na samochód? zapytał z nadzieją w głosie.

Nie, tato. Potrzebuję tyle złotych, ile masz, żeby kupić jedzenie dla dzieci z domu dziecka.

Ojciec, przez moment zbity z tropu, bo to nie była nowa torebka Louis Vuitton, tylko proste serce, odparł:

Jesteś naprawdę dobrą duszą, Renata powiedział z uśmiechem i dumą, której u niego dawno nie widziano.

Idź do oryginalnego materiału