Gdy wsiadłem do samolotu lecącego do Rzymu, okazało się, iż nasze miejsca są już zajęte – kobieta z …

twojacena.pl 6 godzin temu

Dziś był naprawdę dziwny dzień. Gdy tylko wszedłem z żoną do samolotu na lot do Krakowa, od razu zorientowałem się, iż coś jest nie tak z naszymi miejscami. Mieliśmy w planach krótki urlop u rodziny, a bilety kupowaliśmy jakieś dwa tygodnie temu zadbałem, byśmy siedzieli razem, przy oknie. choćby pamiętam, jak Marta żartowała, iż od zawsze woli patrzeć na chmury niż na pasażerów.

No i co? Wchodzimy na pokład, patrzymy nasze miejsca zajęte. Sprawdzam kartę pokładową: wszystko się zgadza, 14A i 14B należą do nas. Na jednym siedzi kobieta, na drugim, tym przy oknie, jej synek, wyglądał na jakieś pięć lat. Pomyślałem więc, iż to pewnie pomyłka, bo przecież każdemu mogło się zdarzyć przysiąść nie na swoim miejscu. Uprzejmie więc mówię:

Przepraszam, czy mogę prosić o udostępnienie zarezerwowanych przez nas miejsc? To są nasze miejsca.

Pani długo nie reagowała. Dopiero gdy Marta powtórzyła, iż to są nasze miejsca, odwróciła się do nas z dosyć obojętną miną:

Mój syn chciał siedzieć przy oknie. Kto pierwszy, ten lepszy, a te miejsca były wolne. Nie zamierzam się przesiadać. Tam dalej są wolne siedzenia w środku możecie usiąść.

Zamurowało mnie. Uprzejmym tonem jeszcze raz tłumaczę, iż specjalnie wybraliśmy te miejsca i proszę ją, by nie robiła problemu i po prostu wróciła na swoje miejsca.

A ona na to:

Nie widzicie państwo, iż dziecko się denerwuje? Gdy go przesiądę, może być płacz. Macie dzieci? Jesteście przecież dorośli.

Poczułem złość, ale nie chciałem wszczynać kłótni poprosiliśmy więc o pomoc stewarda. Steward podszedł, wyjaśniłem sytuację, pani długo jeszcze coś mamrotała, ale w końcu zebrała rzeczy i przesiadła się z dzieckiem na wolne miejsce.

Zastanawiam się tylko skoro aż tak zależało jej na tym, żeby syn miał miejsce przy oknie, czemu sama nie zarezerwowała tych siedzeń? Po co tyle zamieszania? Autentyczny brak kultury!

Byłem wdzięczny, iż reszta podróży przebiegła już spokojnie. Zauważyłem też, iż kilku pasażerów zerkało na mnie ze zrozumieniem, może dlatego, iż nie awanturowałem się, tylko od razu zwróciłem się o pomoc do obsługi. My też mamy dzieci Julia i Tomek nie raz z nami latali ale nigdy nie przyszłoby nam do głowy zajmować cudze miejsce albo przepychać się bez kolejki.

Mam nadzieję, iż może ta kobieta wyciągnie wnioski i następnym razem po prostu zarezerwuje miejsca dla siebie i dziecka z wyprzedzeniem. Po co robić niepotrzebny wstyd i złość innym pasażerom? Dzisiaj z ulgą opuściłem samolot, ciesząc się, iż polskie linie i tak radzą sobie z takimi sytuacjami lepiej, niż niejeden przewoźnik.

Idź do oryginalnego materiału