Godzina w kolejce u ginekologa: Młodzi rodzice po liceum, ich żarty o imieniu dla syna i kult pierog…

twojacena.pl 17 godzin temu

Przez niemal godzinę przyglądałam się młodej parze, która właśnie przekroczyła próg dorosłości.

Kilka dni temu czekałam w poradni ginekologicznej na ul. Grochowskiej w Warszawie, jak zwykle przed gabinetem piętrzyła się kolejka, a doktor Nowak spóźniał się nieprzyzwoicie długo. Za mną stała dziewczyna, może osiemnastoletnia, brzuch już wyraźnie zaokrąglony. Przyszła z chłopakiem podobnie młodym; oboje stali tuż za mną, niespecjalnie przejmując się resztą oczekujących. Dziewczyna milczała, a chłopak zachowywał się, jakby był gwiazdą jakiegoś show:

Wyobrażasz sobie, iż to będzie syn?! Ale to świetne, no nie?! Hahahaha!

Powtarzał to z dziesięć razy, tonem coraz bardziej nieskrywającym dumy i zdenerwowania. Nagle coś mu zaświtało:

Przecież jeszcze nie wymyśliliśmy dla niego imienia! Może nazwijmy go jak któryś z lekarzy? rzucił i zaczął spacerować po korytarzu, czytając nazwiska na drzwiach gabinetów. Andrzej? Stefan? A może Zbigniew?

Po rundzie korytarzem usiadł obok swojej dziewczyny i wciąż się zaśmiewał, do bólu wymuszonym śmiechem. Kiedy przechodziła starsza pani, poczuła się w obowiązku zareagować:

Szanowny panie, proszę trochę ciszej, jesteśmy w przychodni, a nie na jarmarku!

Młody człowiek spojrzał na nią kompletnie zaskoczony i rzucił lekceważąco:

A co, babcię też do ginekologa wezwali? Hahaha!

Jego dziewczyna zachichotała cichutko, z tym samym naiwnym uśmiechem zadowolenia, jakby cały świat nie istniał poza ich własnym ruchem. Musiałam ugryźć się w język. Nie chciałam wszczynać kłótni dziewczyna przecież w ciąży.

Po chwili chłopak znowu zaczął narzekać:

O matko, umieram z głodu! Jeszcze pół godziny tej kolejki
Chodźmy na pierogi z kapustą do baru mlecznego, wrócimy później!
Nie chcę pierogów.
Teraz wszystko ci przeszkadza! Oj, będzie z tobą wesoło, hohoho…

Cały korytarz już bolała głowa od jego paplaniny, ale na szczęście para w końcu opuściła poczekalnię czy poszli na pierogi, czy na szarlotkę zupełnie nie miało znaczenia. Najistotniejsze, iż wyszli.

Pociągnęłam głęboki oddech. W myślach przemknęła mi obawa: jakie wartości przekażą swojemu dziecku? Czy z tych młodych rodziców wyrosną kiedyś odpowiedzialne osoby? Może dziadkowie będą się starać, by ich wnuk rósł na porządnego człowieka; choć jeżeli wychowali takie dzieci, to chyba nie ma co na to liczyć.

Idź do oryginalnego materiału