Godzina w kolejce u ginekologa: obserwacje młodych przyszłych rodziców prosto po maturze – ich wybry…

twojacena.pl 2 dni temu

Działo się to przed wieloma laty, gdy jeszcze sama byłam młoda i nie stroniłam od długich kolejek do lekarzy. Pamiętam, jak niedawno odwiedzałam ginekologa w jednym z warszawskich przychodni. Jak to zwykle bywało, gabinet otwierał się z opóźnieniem, a ludzie zniecierpliwieni przestępowali z nogi na nogę. Stałam w kolejce, a tuż za mną przyszła młodziutka dziewczyna, na oko osiemnastoletnia, z zaokrąglonym brzuchem, której towarzyszył jej chłopak, pewnie równolatek. Trudno było nie zauważyć ich zachowania kompletnie nie zważali na innych oczekujących, jakby cały świat miał się zatrzymać wokół nich.

Chłopak, o imieniu Karol, głośno i nieprzyzwoicie radośnie wykrzykiwał w korytarzu:
Ale numer, będziemy mieli syna! No czy to nie jest niesamowite? Hyyyyy-ha-ha-ha!

Powtarzał to w kółko, aż chyba dziesięć razy, aż w końcu nagle przyszła mu do głowy pewna myśl:
A imienia jeszcze nie wybraliśmy! Nadajmy mu jakieś imię po lekarzu!

I zaczął spacerować po korytarzu, czytając wiszące na drzwiach tabliczki z nazwiskami doktorów i komentując każde zawadiackim tonem. Gdy skończył swój przegląd, przysiadł obok dziewczyny, której na imię było Bożenka, i z powrotem zalał się śmiechem. Wtedy przechodząca starsza pani, typowa warszawska babcia z siwymi włosami zebranymi w kok, zwróciła mu uwagę z powagą:
Młody człowieku, trochę powagi, proszę!

Karol spojrzał na nią z wytrzeszczem, bardzo zdumiony, po czym wypalił:
O, babcia, może pani też spodziewa się dziecka! Hihi-haha-ho!

Bożenka zachichotała cicho, z tym swoim naiwnym, dziecinnym uśmiechem. Musiałam się bardzo powstrzymać, by nie powiedzieć paru ostrych słów nie chciałam przecież wywoływać awantury, zwłaszcza wobec ciężarnej. Zresztą zaraz pojawił się nowy temat na żarty jedzenie.

Padam z głodu! Ja-ja-ja-jacież…
Jeszcze pół godziny, a ja głodny jak wilk…
Może pójdziemy na pierogi? Wracajmy potem, co?
Ja nie chcę pierogów.
No widzisz! Zrobiłaś się wybredna przez tę ciążę! Ho-ho-ho-ho!

Od ich ciągłych śmiechów i przekomarzań zaczęły mnie boleć skronie, ale całe szczęście, postanowili wyjść. Dokąd poszli? Pewnie faktycznie na pierogi, może gdzieś do baru mlecznego na placu Konstytucji, a może na knedle do pobliskiej jadłodajni to było już bez znaczenia. Ważne, iż opuścili korytarz, pozostawiając po sobie ulgę.

Z niepokojem myślałam wtedy, jakie to dziecko przyjdzie na świat, wychowywane przez tak nieodpowiedzialnych rodziców. prawdopodobnie wyrośnie na równie rozbrykanego i mało wychowanego człowieka. Pragnęłam wierzyć, iż może dziadkowie wezmą sprawy w swoje ręce, ale skoro wychowali taką Bożenkę i Karola, to czy z wnukami pójdzie im lepiej? Cóż, czas pokaże, a Warszawa już nie takie rzeczy widziała.

Idź do oryginalnego materiału