Drogi dzienniku,
Jadwiga, przestań już tak zachowywać się! błagał mąż, kiedy wpadliśmy w kolejny spór. Nie mogę dłużej żyć w jednej przestrzeni z tobą. Sam wciągnęłaś się w ten stan. Kto ci nie pozwala wyjść na dwór? Czy naprawdę trzymam cię w klatce? Idź, spaceruj, co ci przeszkadza?
***
Siedziałam przy dużym oknie w salonie, patrząc z żalem na jesienny park. Z zewnątrz wszystko wydawało się idealną scenerią: kochający mąż, oczekiwanie pierwszego dziecka, przestronny dom w kamienicy, który kupiliśmy na kredyt. Miałam dwadzieścia pięć lat i zewnętrznie pasowałam do obrazu udanej młodej kobiety, ale w środku tkwiła gęsta, lepka rozpacz.
Ta apatia rozkwitła po tym, jak legł w gruzach mój jedyny plan samorealizacji zawodowej. Trzy lata temu, przeprowadzając się do Warszawy, podjęłam pracę w agencji, ale po dwóch miesiącach wszystko legło w gruzach. Oczekiwanie obiecanej wypłaty zamieniło się w totalną klapę i od tego czasu ręce opadły. Rozmowy kwalifikacyjne, które organizowali znajomi, nie przyniosły efektu, a strach przed ludźmi stał się nieodłącznym towarzyszem.
Paradoks polegał na tym, iż posiadając dyplom psychologa, stałam się najgorszym przypadkiem dla samej siebie. Wykształcenie, które miało być kluczem do zrozumienia świata, stało się jedynie gorzkim przypomnieniem, jak daleko jestem od własnej kompetencji.
Samotność w dużym domu przytłaczała mnie szczególnie mocno. Mąż, starszy ode mnie o kilka lat, pracował dużo. Kiedy kiedyś spróbowałam podzielić się ciężarem, odrzucił mnie z irytacją.
O, dość tego! Nie udawaj, wywołujesz u mnie negatywne emocje, Jadwigo powiedział suchą nutą. Starałam się nie przypominać mu o sobie, zwłaszcza iż zapewniał nas finansowo. Nie brakowało nam pieniędzy, ale w drobnych sprawach wciąż pojawiały się drobne uwagi.
Nie doceniasz tego, co robię, mógłby powiedzieć, choć wydawało mi się, iż wydaję na siebie minimum środków.
Problemy nasilały się także po stronie rodziny męża. Teściowa Halina nie polubiła mnie od pierwszego spotkania. Nie byłam szczególnie towarzyska, więc nie wciągałam się w plotki, co, jak się okazało, tylko irytowało teściową.
Ona myśli, iż nasza rodzina to oszuści, przewijało się w mojej głowie, kiedy wspominałam przedślubne zamieszanie. Halina nalegała na intercyzę, domagając się potwierdzenia powagi naszych zamiarów. Krewni przywieźli pięć tysięcy złotych ogromną sumę dla nich, zamieszkałych na wsi, ale nie zmieniło to ich nastawienia. Stały, nieprzyjazny komentarz za plecami i sztuczna uprzejmość podczas spotkań wyczerpywały mnie do granic możliwości.
Moje relacje z ojcem, Stanisławem, były katastrofą sięgającą dzieciństwa. Musiałam prosić go o pieniądze choćby na jedzenie, co odcisnęło głęboki bliznę. Ostatnio wyciął mi na koniec, mówiąc, iż nie jestem jego córką i iż potrzebuję od niego tylko kasy.
Dość błagania! rzucił w słuchawce, pytaj u męża! Gdy wzięłaś ślub, nie mam obowiązku cię utrzymywać! Ja nie mam już nic do powiedzenia.
Bałam się zwrócić do męża o pomoc. Po tym odcięłam wszelkie kontakty z ojcem, ale poczucie upokorzenia wciąż tkwiło głęboko.
Ciąża przyniosła chwilową ulgę: teściowa na chwilę ucichła. Jednocześnie Jacek zaczął jeszcze rzadziej wracać do domu, pojawiając się dopiero po zmroku, prawie codziennie.
Potrzebuję więcej spacerów, mówiłam sobie, ale strach przed ludźmi paraliżował mnie. Wyjście za próg było dla mnie jak wyczyn mąż odmawiał, iż mnie nie poprowadzi. Zawsze miał coś na głowie.
Sytuację pogłębiała młodsza siostra męża, Ania, której pomogłam dostać się na studia w stolicy. Po otrzymaniu pomocy nagle zaczęła mnie lekceważyć, obrażać, ignorować, jakby wcale mnie nie było.
Rozmawia ze mną jak z psem, skarżyła się moja matka, co ja jej zrobiłam? Przecież zawsze starałam się pomóc, ile mogłam.
Pewnego wieczoru, gdy Jacek wrócił, zebrałam się na odwagę i usiadłam naprzeciwko niego w salonie.
Musimy porozmawiać o tym, co się między nami dzieje, zaczęłam cicho. Mąż odłożył telefon.
O czym, Jadwigo? Miałem ciężki dzień. jeżeli znowu chcesz narzekać, lepiej od razu nie zaczynaj! Jestem zmęczony! odpowiedział.
Jacek, nie mogę już tak żyć. Czuję się całkowicie niepotrzebna. powiedziałam. Mąż się rozzłościł:
Mówisz bzdury. Masz wszystko dom, mnie, dziecko w drodze. Co cię nie tak? zapytał.
Zewnętrznie tak, ale nie czuję się częścią tego wszystkiego. Boję się wychodzić z domu, ludzi, nie mogę pracować. To nie lenistwo, to problemy. wyjaśniłam.
No to przecież jesteś psychologiem, uśmiechnął się z pogardą, jak szewc bez butów. Sama wciągnęłaś się w ten kąt strachu. Przebij się i żyj jak normalny człowiek. Jego uśmiech spalił mnie.
Nie rozumiesz, to nie strach, to wyobcowanie. Po tym, jak nie udało mi się w pracy, zgubiłam orientację. A twoja matka jej zachowanie jest nie do zniesienia. dodałam.
Nie zaczynaj o mamie. Wie, iż potrafi być ostra, ale jest starsza i martwi się o mnie. odparł.
Uśmiechnąłem się smutno:
Martwi się, iż nas oszukamy? Że nie jesteśmy tym, kim się wydajemy? przez cały czas nie wierzy w nasz związek. Czuje się, jakby była jakąś oszustką. rzekłam.
Jadwigo, dramatyzujesz. Musisz znaleźć zajęcie. Spotkaj się z przyjaciółką, idź do parku. Posprzątaj w końcu mieszkanie! Wrócę z pracy, a tu bałagan! nalegał.
Nie mam tu przyjaciółek. Boję się wychodzić sama! I nie pomogłeś, kiedy powiedziałeś, iż wywołuję u ciebie negatywne emocje. Myślisz, iż to mnie wzmacnia? Jacek, potrzebuję wsparcia błagałam.
Mam dość twoich ciągłych narzekań! Pracuję, by cię zapewnić, a ty tylko jęczysz krzyczał.
Nie proszę, byś wszystko zapewniał! Jacek, potrzebuję twojej uwagi, troski, współczucia, choćby najmniej. Czuję się jak podłoga pod stołem, a ty to pogłębiasz. odpowiedziałam.
Dość! wybuchnął, zachowujesz się jak niewdzięczna.
Czułam, jak łzy zbierają się w gardle, ale udało mi się je powstrzymać.
Nie czuję się twoją żoną, czuję się służącą w tym domu, która psuje obraz dobrobytu. Twoja siostra mnie obraża, twoja matka knuje intrygi, a ty mówisz, iż wywołuję u ciebie negatywne emocje. powiedziałam.
Może to ty prowokujesz ich swoim zachowaniem? zapytał.
Rozmowa nic nie dała. Mąż wstał i poszedł do sypialni, nie mówiąc więcej. Zostałam w salonie, zdając sobie sprawę, iż próba wylania duszy tylko wzmocniła mur między nami. Relacje z ojcem, upokorzenia ze strony teściowej, zawodowa porażka wszystko to połączyło się w jedną wielką kulę, która teraz utrudniała mi oddychanie.
***
Następnego dnia podjęłam decyzję. Nie mogłam zmienić teściowej ani ojca, ale mogłam zmienić swoje nastawienie. Mogłam się zamknąć w skorupie i zerwać wszystkie kontakty ze światem. Nie mogłam jednak tak postąpić już niedługo zostanę matką i dla dziecka muszę znaleźć wyjście.
Wzięłam laptop i po raz pierwszy od dawna otworzyłam konto w mediach społecznościowych. Wśród znajomych były osoby z przeszłego życia, które mogły mi pomóc.
Cześć, Kasiu. Potrzebuję pomocy. Totalnie się zagubiłam, napisałam jedną z dawnych koleżanek z uczelni, która prowadziła prywatną praktykę.
Wkrótce dostałam odpowiedź z propozycją rozmowy telefonicznej. Kiedy zaczęłyśmy rozmawiać, po raz pierwszy od dawna poczułam, iż ktoś mnie słucha bez oceniania i bez wymogu być wdzięczną.
Jadwigo, nie pomożesz sobie, siedząc w izolacji. Ciąża to stres, a twój mąż nie jest psychologiem, po prostu nie wie, jak cię wesprzeć. powiedziała.
Jak wyjść z tego strachu przed światem? Nie mogę pracować, nie mogę choćby wyjść do sklepu już samo otwarcie drzwi mnie wstrząsa zapytałam.
Zaczniemy od małych kroków. Codziennie opisuj mi, co czujesz, bez upiększeń. Nie zostawię cię samej w trudzie. zapewniła.
Rozpoczęłam pracę z Kasią online, omawiając nie tylko dziecięce traumy związane z ojcem, ale i aktualny stan. Strach nie zniknął od razu, ale systematycznie walczyłam, by go stłumić. Rozmowa z Jacekiem o przyszłości odbyła się, tym razem bez oskarżeń.
Zacznę pracować zdalnie. To będzie moja terapia i zawód. Nie będę prosiła o pieniądze, będę zarabiać na własne zajęcia. powiedziałam.
Jacek był zdumiony:
Co to będzie za praca? zapytał.
Centrum kryzysowe szuka operatora. Będę rozmawiać z kobietami w trudnych sytuacjach, słuchać ich i pomagać im, a przy tym pomogę i sobie. wyjaśniłam.
Jacek wzruszył ramionami:
No tak, jesteś psychologiem. Spróbuj. Gorsze już nie będzie. mruknął.
Pod czujnym nadzorem przyjaciółki powoli zmieniam swoje życie. Działa to powoli, ale zaczyna przynosić satysfakcję w centrum kryzysowym naprawdę się przydaje. Z czasem mam nadzieję wrócić do dawnego siebie. Najważniejsze, by mój stan nie odbijał się na dziecku. Najważniejsze wyciągnąć się z depresji. A to, iż to depresja, już nie budzi we mnie wątpliwości.











