Pamiętam, iż kiedyś, w małym mieszkaniu przy ulicy Jana Pawła II w Warszawie, moja żona Jadwiga dwudziestopięcioletnia, z wyraźnym wdziękiem i dyplomem psychologii stała przy wielkim oknie salonu i patrzyła smutno na opadające liście w pobliskim parku. Z zewnątrz życie wyglądało jak idealna scenografia: kochający mąż Jacek, oczekiwanie pierwszego dziecka, przestronny dom w Zielonej Buli kupiony na kredyt. Zewnętrznie wydawała się spełnioną młodą kobietą, ale wewnątrz nosiła ciężką, gęstą rozpacz.
Ten stan apatii pojawił się po tym, jak runęła jej jedyna szansa na zawodową samorealizację. Trzy lata temu, po przeprowadzce do Warszawy, Jadwiga podjęła pracę w agencji reklamowej, ale po dwóch miesiącach projekt się nie powiódł, a obiecane wynagrodzenie okazało się jedynie pustym marzeniem. Od tamtej pory ręce jej opadły. Rozmowy kwalifikacyjne, które organizowali znajomi, nie przyniosły efektu, a lęk przed ludźmi stał się jej nieodłącznym towarzyszem.
Paradoks polegał na tym, iż posiadając dyplom psychologa, Jadwiga stała się najgorszym przypadkiem dla samej siebie. Wykształcenie, które miało otworzyć drzwi do zrozumienia świata, stało się jedynie gorzkim przypomnieniem, jak daleko jest od własnej kompetencji.
Samotność w dużym domu przytłaczała ją szczególnie mocno. Jacek, starszy od niej o kilka lat, pracował dużo i rzadko wracał do domu. Gdy Jadwiga kiedyś odważyła się podzielić ciężarem, mąż odrzekł z irytacją:
Przestań już, Jadwigo! Nie naprażaj mnie, wywołujesz we mnie negatywne emocje powiedział sucho.
Starała się nie przypominać mu o sobie, tym bardziej iż on zapewniał ich w pełni. Nie brakowało presji finansowej, ale od czasu do czasu w drobnych uwagach pojawiały się drobne złośliwości.
Nie doceniasz tego, co robię mógłby rzeknąć, choć Jadwiga wydawała minimalne wydatki na siebie.
Problemy w rodzinie męża były równie liczne. Teściowa, Stachuta, nie polubiła jej od pierwszego spotkania. Jadwiga, nie będąc zbyt towarzyską, nie brała udziału w plotkach, co zdawało się tylko drażnić teściową.
Ona myśli, iż cała nasza rodzina to oszuści i złodzieje przelotnie przewijała się w głowie Jadwigi, wspominając przedślubne zamieszanie.
Teściowa nalegała na umowę majątkową, żądając dowodu powagi intencji. Rodzina przywiózła sto tysięcy złotych ogromną sumę dla nich, pochodzącą z wsi, ale to nie zmieniło jej stosunku. Stały negatyw i udawana uprzejmość przy osobistych spotkaniach wyczerpywały ją do granic możliwości.
Relacje z własnym ojcem były katastrofą, trwającą od dzieciństwa. Musiała żebrać o pieniądze choćby na jedzenie, co odcisnęło głęboki bliznę. Niedawno ojciec postawił kres, mówiąc, iż nie jest jej ojcem i iż potrzebował od niej jedynie kasy.
Dość żebrać! wrył w słuchawkę poproś męża! Wyszłaś za mąż, nie mam obowiązku cię utrzymywać!
Jadwiga nie śmiała prosić męża. Po tym odcięła wszelkie kontakty, ale poczucie upokorzenia nie zniknęło.
Ciąża przyniosła krótką ulgę: teściowa na chwilę ucichła. Niestety, Jacek stał się jeszcze rzadszy w domu, wracając późno, niemal codziennie.
Muszę więcej spacerować mówiła sobie, ale strach przed ludźmi paraliżował.
Wyjść za próg było niczym wyczyn Jacek nie chciał jej towarzyszyć, zawsze miał za mało czasu.
Sytuację pogarszała młodsza siostra Jacka, Aneta, której Jadwiga pomogła dostać się na studia w Warszawie. Po otrzymaniu pomocy Aneta nagle zaczęła być nieprzyjazna, obrażała, ignorowała, zachowując się jakby Jadwiga nie istniała.
Rozmawia ze mną jak z psem narzekała matka Jadwigi co ja jej złego zrobiłam? Wręcz przeciwnie, zawsze pomagałam, kiedy mogłam.
Pewnego wieczoru, gdy Jacek wrócił do domu, Jadwiga zebrała się na odwagę i usiadła naprzeciw niego w salonie.
Muszę porozmawiać o tym, co się między nami dzieje zaczęła cicho.
Mąż odłożył telefon.
O czym, Jadwigo? Miałem ciężki dzień. jeżeli znowu chcesz lamentować, lepiej nie zaczynaj! odpowiedział zirytowany.
Jacek, nie mogę już tak żyć. Czuję się całkowicie niepotrzebna.
Jacek wybuchł:
Mówisz bzdury. Masz wszystko. Dom, ja, niedługo dziecko. Co ci nie tak?
Z zewnątrz tak, ale nie czuję się częścią tego wszystkiego. Boję się wyjść z domu, lęk przed ludźmi, nie mogę pracować. To nie lenistwo, to problemy.
A przecież jesteś psychologiem uśmiechnął się, ale uśmiech ten spalił. Jak szewc bez butów. Sama wpakowałaś się w ten kąt strachu. Przebij się i żyj jak normalny człowiek.
Nie rozumiesz, to nie strach, to wyobcowanie. Po niepowodzeniu w pracy straciłam orientację. A twoja matka jej zachowanie jest nie do zniesienia.
Nie zaczynaj od mamy. Wie, iż bywa ostra, ale jest starsza i martwi się o mnie.
Jadwiga westchnęła z smutkiem:
Martwi się, iż nas oszuka? Że nie jesteśmy tacy, jak wyglądało to w wyobrażeniu? Nie wierzy w nasz związek, czuje to. Jacek, ona uważa mnie za oszustkę.
Jadwigo, dramatyzujesz. Po prostu znajdź sobie zajęcie. Idź do przyjaciółki, przejdź się po parku. Posprzątaj w końcu mieszkanie! Przychodzę z pracy, a w domu bałagan!
Nie mam tu przyjaciółek. Boję się iść sama! I nic nie pomogło, kiedy powiedziałeś, iż wywołuję u ciebie negatywne emocje. Myślisz, iż to mnie wzmacnia? Jacek, potrzebuję wsparcia
Mam dosyć twoich ciągłych narzekań! Ja pracuję, żeby cię utrzymać, a ty tylko jęczysz
Nie proszę, byś wszystko zapewniał! Jacek, potrzebuję twojego wsparcia: uwagi, troski, współczucia, przynajmniej. Czuję się niżej od progu, a ty to pogłębiasz.
Dość! wybuchł Jacek zachowujesz się jak niewdzięczna.
Jadwiga poczuła łzy spływające po policzkach, ale powstrzymała je.
Nie czuję się twoją żoną, czuję się służką w tym domu, która psuje obraz dobrobytu. Twoja siostra mnie obraża, twoja matka knuje intrygi, a ty przychodzisz i mówisz, iż wywołuję u ciebie negatywność.
Może to ty prowokujesz ich swoim zachowaniem? odezwał się.
Rozmowa zakończyła się ciszą. Jacek wstał i poszedł do sypialni, nie mówiąc już nic. Jadwiga została w salonie, zdając sobie sprawę, iż próbując wylać duszę, jedynie wzmocniła mur między nimi. Upokorzenia od ojca, teściowej, niepowodzenie w karierze wszystko połączyło się w jedną wielką kłębek, który teraz dusił ją.
Następnego dnia podjęła decyzję. Nie mogła zmienić teściowej ani ojca, ale mogła zmienić swoje nastawienie. Mogła się poddać, zamknąć w skorupie i zerwać wszystkie kontakty z światem, ale nie mogła niedługo zostanie matką i dla dziecka musiała coś zmienić.
Wzięła swój laptop i po raz pierwszy od dawna otworzyła konto w mediach społecznościowych. Wśród znajomych były osoby z przeszłości, które mogły jej pomóc.
Cześć, Magdo. Potrzebuję pomocy. Całkowicie się zagubiłam napisała do jednej ze byłych koleżanek z uczelni, która prowadziła prywatną praktykę.
Wkrótce otrzymała odpowiedź i propozycję rozmowy telefonicznej. Gdy zaczęły rozmawiać, Jadwiga po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuła, iż ktoś ją słucha bez oceniania i bez żądania wdzięczności.
Jadwigo, nie możesz pomóc sobie, siedząc w izolacji. Ciąża to stres, a twój mąż nie jest psychologiem, po prostu nie wie, jak cię wesprzeć.
Jak wyjść z tego lęku przed światem? Nie mogę pracować, nie mogę choćby wyruszyć do sklepu drży mi serce przy każdym kroku
Zaczniemy od małych rzeczy. Opowiadaj mi codziennie, co czujesz, bez upiększeń. Nie zostawię cię w potrzebie.
Jadwiga rozpoczęła pracę z Magdą online, analizując nie tylko dziecięce traumy związane z ojcem, ale i obecny stan. Strach nie zniknął od razu, ale Jadwiga wytrwale dążyła do jego osłabienia. Rozmowa z mężem o przyszłości się odbyła, a tym razem nie obwiniała.
Zamierzam pracować zdalnie. To moja terapia i zawód. Nie będę prosiła o pieniądze, będę zarabiać na własne zajęcia.
Jacek był zdziwiony:
Co to będzie za praca?
Centrum kryzysowe szuka operatora. Będę rozmawiać z kobietami w trudnych sytuacjach. Słuchając ich, pomogę im i sobie.
Jacek wzruszył ramionami:
No dobrze, jesteś psychologiem. Spróbuj. Gorsze już nie będzie.
Pod czujnym okiem przyjaciółki Jadwiga powoli zmieniała swoje życie. Praca przynosiła satysfakcję naprawdę była potrzebna. Z czasem nadzieja powróciła, iż znów będzie sobą. Najważniejsze było, by stan nie odbijał się na dziecku. Najważniejsze było wyciągnąć się z depresji. A to, iż to depresja, Jadwiga już nie wątpiła.









