Łucja, dość już! błagał mąż, nie da się żyć w jednej piwnicy z tobą! Samej się wpakowałaś w ten stan. Kto ci nie pozwala wyjść na ulicę? Czy ja cię trzymam w zamknięciu? Idź i spaceruj, kto ci przeszkadza?
***
Łucja siedziała przy dużym oknie salonu, patrząc z melancholią na opadające liście w parku przy Krakowskim Przedmieściu. Z zewnątrz życie wyglądało jak idealny spektakl: kochający mąż, oczekiwanie pierwszego dziecka, przestronny dom kupiony na kredyt hipoteczny. Miała dwadzieścia pięć lat i zewnętrznie wpisywała się w obraz sukcesu młodej kobiety, ale wewnątrz rozprzestrzeniła się gęsta, lepiąca się rozpacz.
Apatie przybrały rozpęd po tym, jak runęła jej jedyna szansa na zawodową samorealizację. Trzy lata temu, przeprowadzając się do Warszawy, podjęła pracę w agencji HR, ale po dwóch miesiącach projekt się rozpadł. Oczekiwanie na obiecaną premię zamieniło się w totalny bałagan, a od tego czasu ręce jej opadły. Rozmowy kwalifikacyjne załatwiane znajomymi nie przyniosły skutku, a lęk przed ludźmi stał się jej nieodłącznym towarzyszem.
Paradoks polegał na tym, iż z dyplomem psychologa stała się najgorszym przypadkiem dla samej siebie. Wykształcenie, które miało otworzyć drzwi do zrozumienia świata, stało się jedynie gorzkim przypomnieniem, jak bardzo oddaliła się od własnej kompetencji.
Samotność w wielkim domu przytłaczała ją szczególnie. Mąż, starszy od niej o kilka lat, pracował wiele godzin. Kiedy Łucja kiedyś spróbowała podzielić się ciężarem, on odrzekł z irytacją:
Odpocznij, już mnie nie męcz! Wywołujesz we mnie negatywne emocje, Łucjo powiedział suchym tonem.
Starała się nie przypominać mu o sobie, tym bardziej iż on zapewniał im pełne utrzymanie. Nie brakowało presji finansowej, ale drobne uwagi wdzierały się w codzienność.
Nie doceniasz tego, co robię mógłby rzec, choć Łucja wydawała minimalne środki na własne potrzeby.
W rodzinie męża pojawiały się kolejne tarcia. Teściowa nie polubiła jej od pierwszego spotkania. Łucja, nie będąc osobą towarzyską, nie wtrącała się w plotki, co tylko podsycało gniew teściowej.
Myśli, iż cała nasza rodzina to oszuści przyświecił jej myśl, wspominając przedślubny chaos.
Teściowa nalegała na umowę małżeńską, domagając się dowodu powagi intencji. Krewni przywieźli dziesięć tysięcy złotych sporą sumę dla rodziny z małej wsi, ale nie zmieniło to ich nastawienia. Stały napływ negatywnych uwag i sztucznej uprzejmości przy osobistych spotkaniach wyczerpywał Łucję do granic wytrzymałości.
Relacje z własnym ojcem były katastrofalne od dzieciństwa. Muszenie się o pieniądze, choćby na jedzenie, wywierciło głęboki bliznę. Ostatnio ojciec postawił kres, mówiąc, iż nie jest jej ojcem i iż jedyne, czego od niego potrzebowała, to kasy.
Dość błagania! wykrzyknął przez telefon pytaj męża! Wyszłaś za mąż, nie jestem zobowiązany cię utrzymywać!
Łucja wstydziła się prosić męża. Po tej wymowie zerwała wszelkie kontakty, ale poczucie poniżenia nie zniknęło.
Ciąża przyniosła krótkotrwały wdech ulgi: teściowa chwilowo ucichła. Jednak w tym samym czasie mąż coraz rzadziej wracał do domu, przybywając po zmierzchu prawie codziennie.
Muszę więcej wychodzić na zewnątrz mówiła sobie, ale lęk przed ludźmi paraliżował ją. Wyjść za próg było jak wyczyn mąż odmawiał towarzyszenia, zawsze zajęty.
Sytuację pogarszała młodsza siostra męża, której Łucja pomagała dostać się na warszawską uczelnię. Po otrzymaniu pomocy, siostra nagle zaczęła ją obrażać, nazywać nieudacznikiem i ignorować, jakby Łucja nie istniała.
Rozmawia ze mną jak z psem narzekała matka Łucji co ja jej źle zrobiłam? Wprost przeciwnie, zawsze pomagałam, ile mogłam.
Pewnego wieczoru, gdy mąż wrócił, Łucja zebrała się w sobie i usiadła naprzeciwko niego w salonie.
Musimy porozmawiać o tym, co się między nami dzieje zaczęła cicho.
Mąż odłożył telefon.
O czym, Łucjo? Miałem ciężki dzień. jeżeli zamierzasz znowu narzekać, lepiej od razu się nie zaczynaj! Jestem zmęczony!
Darek, nie mogę tak dalej żyć. Czuję się zupełnie niepotrzebna.
Mąż podniósł głos:
Mówisz bzdury. Masz wszystko. Dom, mnie, niedługo dziecko. Co ci nie tak?
Zewnętrznie tak, ale nie czuję się częścią tego wszystkiego. Boję się wychodzić z domu, lękam się ludzi, nie mogę pracować. To nie lenistwo, to problemy.
No tak, jesteś psychologiem uśmiechnął się sarkastycznie, a uśmiech go przypalił jak szewc bez butów. Samą siebie wciągnęłaś w ten kąt strachu. Przebij się i żyj jak normalny człowiek.
Nie rozumiesz, to nie strach, to wyobcowanie. Po tym, jak nie udało mi się znaleźć pracy, zgubiłam orientację. A twoja mama jej zachowanie jest nie do zniesienia.
Nie zaczynaj o mamie. Wie, iż bywa ostra, ale to starsza kobieta i martwi się o mnie.
Łucja uśmiechnęła się smutno:
Martwi się, iż ją oszukamy? Że nie jesteśmy tacy, jacy się wydajemy? przez cały czas nie wierzy w nasz związek, czuję to. Darek, ona uważa mnie za jakąś oszustkę.
Łucjo, dramatyzujesz. Po prostu znajdź sobie zajęcie. Idź do przyjaciółki, przejdź się po parku. Posprzątaj w końcu mieszkanie! Przychodzę z pracy, a w domu bałagan!
Nie mam tu przyjaciółek. Boję się wychodzić sama! I nic mi nie pomogłeś, kiedy powiedziałeś, iż wywołuję u ciebie negatywne emocje. Myślisz, iż to mnie wzmocni? Darek, potrzebuję wsparcia
Mam dość twoich ciągłych skarg! Ty siedzisz w domu, ja pracuję, żeby cię utrzymać, a ty tylko jęczysz
Nie proszę, żebyś mnie wszystko zapewniał! Darek, potrzebuję twojego wsparcia uwagi, troski, współczucia, przynajmniej tego. Czuję się jak podłoga, a ty to tylko potęgujesz.
Dość! wybuchł Darek zachowujesz się jak niewdzięczna.
Łucja poczuła, jak łzy podchodzą do gardła, ale powstrzymała je.
Nie czuję się twoją żoną, czuję się służącą w tym domu, która psuje obraz szczęścia. Twoja siostra mnie obraża, twoja matka knuje intrygi, a ty przychodzisz i mówisz, iż wywołuję u ciebie negatywność.
Może to ty prowokujesz ich swoim zachowaniem?
Rozmowa zakończyła się ciszą. Mąż wstał i udał się do sypialni, nie mówiąc nic więcej. Łucja pozostała w salonie, zdając sobie sprawę, iż próbując wylać serce, tylko wzmocniła mur między nimi. Upokorzenia ze strony ojca, teściowej, niepowodzenia w karierze wszystko to zlało się w jedną wielką kokłę, która teraz dusiła jej oddech.
***
Następnego dnia podjęła decyzję. Nie mogła zmienić teściowej ani ojca, ale mogła zmienić własne nastawienie. Mogła się poddać, zamknąć w skorupie i zerwać wszystkie kontakty ze światem. Nie mogła jednak tak zrobić niedługo zostanie matką i dla dziecka musiała podnieść się z kolan.
Łucja wzięła laptopa i po raz pierwszy od dawna otworzyła konto w mediach społecznościowych. Wśród znajomych były osoby z przeszłego życia, które mogły jej pomóc.
Cześć, Zuzanna. Potrzebuję pomocy. Całkowicie się zgubiłam napisała do jednej z dawnych koleżanek z uczelni, która prowadziła prywatną praktykę.
Wkrótce otrzymała odpowiedź z propozycją rozmowy telefonicznej. Gdy zaczęły dyskutować, Łucja po raz pierwszy od dawna poczuła, iż ktoś ją słucha bez osądzania i bez wymogu wdzięczności.
Łucjo, nie pomożesz sobie, jeżeli będziesz w tej izolacji. Ciąża to stres, a twój mąż nie jest psychologiem, po prostu nie wie, jak cię wesprzeć.
Jak mam wyjść z tego strachu przed światem? Nie mogę pracować, nie mogę choćby do sklepu pójść każdy krok wywołuje drżenie
Zaczniemy od małych rzeczy. Musisz codziennie opisywać, co czujesz, bez upiększeń. Nie zostawię cię w potrzebie.
Łucja rozpoczęła pracę online z Zuzanną, omawiając nie tylko traumy z dzieciństwa związane z ojcem, ale i aktualny stan. Strach nie zniknął od razu, ale Łucja systematycznie starała się go tłumić. Rozmowa z mężem o przyszłości odbyła się, ale tym razem nie obwiniała.
Zamierzam pracować zdalnie. To moja terapia i zawód. Nie będę prosiła o pieniądze, będę zarabiać na własne zajęcia.
Darek zapytał zdziwiony:
A co to będzie za praca?
Centrum kryzysowe szuka operatora. Będę rozmawiać z kobietami w trudnej sytuacji. Słuchając ich, pomogę im i sobie.
Darek wzruszył ramionami:
No tak, jesteś psychologiem. Spróbuj. Co gorszego już nie będzie.
Łucja pod czułym kierunkiem przyjaciółki powoli odrabiała swoje życie. Praca przynosiła satysfakcję naprawdę była potrzebna. Z czasem kobieta zaczęła wierzyć, iż znów będzie sobą. Najważniejsze, by jej stan nie odbijał się na dziecku. Najważniejsze, by wyciągnęła się z depresji. Bo już nie wątpiła, iż to depresja




