Halo Grzesiu.
To nie Grzegorz. Tu Halina
Halina? Kim pani jest?
Przepraszam, a kim jest pani? Jestem dziewczyną Grzegorza. Czegoś pani chciała? Męża nie ma, został w pracy trochę dłużej
Zakręciło mi się w głowie, zauważyłam czerwone kropelki na podłodze. Brzuch mnie bardzo bolał, aż się skręcałam z bólu Wiedziałam, iż dziecko zaraz się urodzi.
Mój mąż Grzegorz od pięciu lat wyjeżdża do pracy za granicę. Najpierw jeździł tirem w Niemczech, potem robił remonty w Polsce. Wyjechał, bo chcieliśmy odłożyć pieniądze. Mamy dwóch synów, chcieliśmy dać im wszystko, co najlepsze. Doskonale rozumieliśmy, iż w Polsce nie dorobimy się zbyt wiele.
Grzegorz miał trochę szczęścia tam za granicą. Raz w miesiącu wysyłał nam paczki z jedzeniem: jakieś konserwy, kasze, olej, słodycze. Przelewał mi też złotówki na konto, żeby odkładać w banku na lokatę. Uzbieraliśmy sumę pozwalającą kupić starszemu synowi mieszkanie.
Wydawało się, iż wszystko jest w porządku. Ale kilka miesięcy temu poczułam, iż coś dziwnego dzieje się z moim ciałem. Najpierw pomyślałam może klimakterium, ale objawy były inne. Bardzo przytyłam, ciągle chciałam spać, więcej jadłam i miałam huśtawki nastrojów. Internet podpowiadał, iż to typowe objawy ciąży. Ja i ciąża w wieku 45 lat? Nie chciałam w to uwierzyć, zrobiłam test. Po chwili zobaczyłam dwie wyraźne czerwone kreski.
Nie mówiłam o tym ani synom, ani synowym. Po co? Żeby się wyśmiali? Powiedzieli, iż matka zwariowała na starość? Postanowiłam ukryć ciążę. Akurat zbliżała się zima, więc ubierałam się w grube, duże swetry i kurtki, spod których nie było widać brzucha.
Szczerze mówiąc, nie chciałam tego dziecka. Ktoś powie, iż nie mam serca, ale ja mam 45 lat, nie jestem już młodą kobietą. Mam synów i wnuki, którym chciałam poświęcić czas, nie wracać do pieluch i nocnych pobudek. Poza tym nie mieliśmy pieniędzy na trzecie dziecko. Grzegorz znowu musiałby wyjeżdżać, a ja bez niego sobie nie radzę.
W szpitalu powiedzieli mi, iż to już późny termin i operacja byłaby za bardzo ryzykowna. Nie było pewności, czy mnie nie zaszkodzi. Więc próbowałam się przekonać, iż może będzie dobrze. Myślałam, iż Grzegorz się ucieszy, gdy się dowie. Zadzwoniłam do niego na Skypie, ale włączyłam tylko mikrofon, nie kamerę.
Halo, Grzesiu
To nie Grzegorz. Tu Halina.
Halina? Kim pani jest?
Przepraszam bardzo, kim pani jest? Ja jestem dziewczyną Grzegorza. Chciała pani czegoś? Męża nie ma, pracuje.
Rozłączyłam się i rozpłakałam. Życie potrafi zaskoczyć mąż zdradza mnie z kimś innym. Chciałam natychmiast napisać podanie o rozwód, wyrzucić jego rzeczy, nigdy go nie oglądać.
Wciąż miałam nadzieję, iż gdy wróci do domu i dowie się, iż będziemy mieli dziecko, coś się zmieni. Wiedziałam, iż w lutym przyjeżdża nasi synowie mają wtedy urodziny i dostał wolne. Śniło mi się nawet, iż spacerujemy całą trójką w parku, a Grzegorz trzyma za jedną rękę naszą córeczkę, a ja za drugą.
14 lutego, w Walentynki, Grzegorz przyjechał. Przygotowałam kolację przy świecach, puściłam muzykę chciałam, żeby wieczór był wyjątkowy.
Grzesiu, mam dla ciebie niespodziankę. Jestem w ciąży. Podobno będzie dziewczynka.
Ty wariatko! krzyknął.
Aż się cały zaczerwienił ze złości, przewrócił talerze na podłogę, walił pięściami w stół:
Ja tam haruję jak wół za granicą, a ty bawisz się z obcymi facetami?! Teraz chcesz mi dziecko kogoś innego przywiesić?!
Grzesiu, to nie tak
Odsuń się! Nie chcę cię widzieć! popchnął mnie tak, iż uderzyłam brzuchem o kant stołu i upadłam.
Grzegorz wyszedł, zgarnął torbę i trzasnął drzwiami. A mnie znowu zakręciło się w głowie, zobaczyłam czerwone plamki na podłodze. Ból brzucha był nieznośny. Ledwo znalazłam telefon, żeby wezwać karetkę. Czułam, iż dziecko zaraz się urodzi.
Kiedy pogotowie przyjechało, trzymałam już w ramionach naszą córeczkę. Dziewczynka spokojnie spała, nie płakała.
Jedzie pani z nami do szpitala?
Nie. Zabierzcie dziecko, ona nie jest mi potrzebna.
Jak to?
Normalnie! Zabierajcie ją, powiedziałam! Przez nią straciłam rodzinę! Może ktoś ją pokocha, ale na pewno nie ja. Proszę ją zabrać, nie chcę jej widzieć!
Bez wyrzutów sumienia oddałam córeczkę w ręce lekarza. Zbadali mnie w domu, nie było żadnych komplikacji, wszystko przebiegło spokojnie. Po ich odjeździe posprzątałam mieszkanie, wzięłam prysznic i poszłam spać.
Nikt z dzieci nie wie, iż oddałam dziewczynkę. Codziennie chodzę do kościoła i modlę się, żeby wyrosła zdrowa, żeby znalazła rodzinę. Bo wiem, iż nie poradzę sobie. Nie chcę znowu przechodzić przez macierzyństwo. Chcę tylko, żeby Grzegorz wrócił do domu. Ale znów wyjechał do Niemiec, rozmawia tylko z synami.
Możecie mówić, iż jestem dziwna. Ale ja wybieram męża zamiast dziecka. Bóg mnie osądzi.
