– I ty mi proponujesz biegać z niemowlęciem przez dwa kilometry, żeby kupić chleb? A w ogóle, już ni…

twojacena.pl 16 godzin temu

I ty mi proponujesz z niemowlęciem dwa kilometry biegać, żeby kupić chleb? I w ogóle, nie wiem już, czy jesteśmy z Wiary potrzebni.

Z szpitala w Krakowie Jadwiga ze swoją córeczką Zuzanną przywitały mąż, rodzice i teściowie. W domu, oczywiście, usiedli przy stole, ale nie długo po godzinie goście odszedli, zostawiając młodych rodziców i jedyną wnuczkę samych.

Kacper, jak przystało na przyzwyczajenie, rozciągnął się na kanapie i włączył telewizor, a Jadwiga zajęła się sprzątaniem kuchni, którą mąż w cztery dni jej nieobecności zamienił w coś niewiarygodnego.

Po pracy Jadwiga nakarmiła Zuzannę i, gdy ta zasnęła, postanowiła położyć się na łóżeczku w pokoju dziecka dzień wydawał się dzisiaj burzliwy i pełen trosk.

Nie zdążyła się zamordować, jak ktoś zaczął natarczywie pukać w drzwi. Gdy Jadwiga wyszła z pokoju, zobaczyła gości, których Kacper już zaprosił do salonu.

To była Jana starsza siostra Kacpra, jej mąż i dwie przyjaciółki Jany, z którymi Jadwiga była ledwie znana.

Bracie, przyszliśmy cię przywitać! Pamiętam, jak byłeś mały, a teraz, patrzcie już sam tata! krzyczała siostra.

Reszta ściskała Kacpra w dłonie, tuliła i całowała.

Jano, ciszej proszę, Wiara właśnie zasnęła poprosiła Jadwiga.

A cóż! Małe jeszcze nic nie słyszy! Lepiej położ na stół przynieśli ciasto i szampana. Resztę od ciebie, rozkazała Jana.

Jadwiga położyła na stole to, co zostało po rodzinnej kolacji.

Coś wam brakuje! zmarszczyła się gość.

Przepraszam. Nie spodziewaliśmy się gości. Właśnie wróciłam ze szpitala. Więc wszystkie pretensje do Kacpra on tu bez mnie gospodarował odpowiedziała Jadwiga.

Dziewczyny, nie kłóćmy się! Zamówiłem już pizzę trzy rodzaje. Nikt nie zostanie głodny oznajmił Kacper.

Goście siedzieli aż do dziewiątej, a Jadwiga w końcu rzekła, iż musi kąpać córeczkę i położyć ją spać.

Gdy wstąpili, Kacper skrytykował żonę:

Jadwigo, mogłaś być bardziej uprzejma. Ludzie przyszli nas przywitać, a ty przy stole nie usiadłaś cały czas biegłaś za dzieckiem, a na końcu prawie wszystkich wyrzuciłaś.

A co miałam robić, skoro nie rozumiecie, iż w pierwszym dniu po szpitalu nie mam czasu w gości? Przyszli, by przywitać się. Przynajmniej tanie grzechotki dla dziecka.

I w ogóle zapamiętaj: od dziś w naszym domu nie goście są najważniejsi, ale dziecko. Wiara musi mieć swój rytuał. Dlatego proszę, przez najbliższe trzy miesiące nie zapraszaj nikogo.

Chcesz pogadać z chłopakami proszę, ale gdzie indziej odpowiedziała Jadwiga mężowi.

Mija miesiąc. Kacper pracuje, Jadwiga z Zuzanną zostają w domu. Wiara jest spokojna, a Jadwiga radzi sobie z obowiązkami domowymi, gotując jedynie proste potrawy. Kacper nie ma nic przeciwko.

Żyli normalnie, aż nagle pojawił się problem. Pojawił się w rodzinie ojciec Lidia Andrzejewska, matka Kacpra, ale postanowiła, iż rozwiązanie leży w rękach wnuczki.

Sprawa sprowadzała się do tego, iż Lidia miała osiemdziesięcioletnią mamę Katarzynę Iwonę, mieszkającą w wiosce Brzozówka, prawie sto kilometrów od miasta.

Baba Katia, jak ją nazywano, żyła w zwykłym wiejskim domku z tradycyjnymi udogodnieniami: woda z studni, drewno w szopie, reszta w podwórzu. Dom stał na działce dziesięciu arów, które sama uprawiała. Córka i wnuki pomagali tylko przy sadzeniu i wykopywaniu ziemniaków, które jedli przez całą zimę.

Zimą babcia przeziębiła się i ciężko zachorowała. Praca w ogródku stała się dla niej trudna.

Wtedy Lidia postanowiła, iż całe lato trzeba wysłać Jadwigę z dzieckiem do wioski, by pomogła babci.

Jadwiga najpierw nie uwierzyła, pomyślała, iż teściowa żartuje. A jednak była poważna.

Nie mogę zabrać matki do miasta ogród już cały zasadzony. Kto będzie podlewać? Sama pracuję. Przyjadę na weekend, załatwię sprawy, a w tygodniu kto będzie nosić wiadro ze studni?

Studnia nie była daleko zaledwie trzydzieści metrów, ale ciężkie wiadro sprawiało trudności. Niosła pół wiadra. A wiesz, ile wody potrzeba? Na dom i na nawadnianie. Codziennie chodzi tam i z powrotem.

Nie rozumiem, Lidio Andrzejewska, czy chcesz, żebym została wodonosicą? zdziwiła się Jadwiga.

Nie musisz nosić wiadra. Matka ma wózek, na którym można postawić dwie butelki po czterdzieści litrów i przewieźć. Matce już nie stać, a ty dasz radę. A w ogródku podlewać i odchwasiać to nie trud.

Nie, Lidio, podlejcie i odchwasiajcie swój ogródek sami. My z Kacprem kupujemy ziemniaki i warzywa w sklepie, niech więc pracują ci, którzy zbierają plony.

Wyślijcie Janę. Ona też nie pracuje odmówiła Jadwiga.

Ale Jana ma dwoje dzieci!

A ja, według ciebie, nie mam dzieci?

Nie porównuj: Jana ma starsze pięcioletnie, młodsze trzy lata. Trzeba o nie dbać. A Artur wtedy trzeba będzie wyciągać z przedszkola na całe lato, ale on i tak jest pod opieką.

A jak ma się dbać o Wiary? Czy ona gdzieś ucieknie? Nakarm ją, włóż do wózka i zajmij się sprawami powiedziała teściowa.

A wiesz, iż z Wiary muszę co miesiąc chodzić do przychodni? Szczepienia.

Można obejść się bez lekarzy. Dziecko zdrowe, nie ma potrzeby wpychać się w przychodnie, tam łatwiej złapać jakąś chorobę odparła Lidia.

Generalnie jedź. Nie wysyłaj nikogo więcej. A poza tym moja matka wyrosła wszystkie moje troje dzieci. Nie spędziłam ani razu długiego urlopu macierzyńskiego.

Jana w dwa miesiące przekazała matce, Witkowi i Kacprowi w cztery. Teraz matka jest słaba nadszedł czas, by oddać długi pomagać.

Szanuję Katarzynę Iwonę. Wiem, iż bardzo pomogła. Ale osobiście nie jestem jej nic winna. Wy, Jana, Witku i Kacprze, jesteście jej dłużnikami. Ja nie będę spłacać cudzych długów odparła Jadwiga.

W piątek rano Kacper przypomniał żonie:

Zgromadziłaś rzeczy? Jutro jedziesz do wioski.

Kacprze, już mówiłam twojej mamie i powtarzam: nie jadę do żadnej wioski i nie zawiozłabym Wiary. A jeżeli zachoruje? Mam iść dwadzieścia kilometrów pieszo do miasta?

Twoja zapomniana przez Boga wioska nie ma choćby autobusu, który by wjeżdżał tylko przejeżdża obok. Nie ma tam sklepu.

Sklep jest w sąsiedniej wsi.

I proponujesz mi z niemowlęciem dwa kilometry biegać, żeby kupić chleb? I w ogóle nie wiem, czy jesteśmy z Wiary potrzebni.

Gdy twoja matka proponowała mi podnieść czterdziestolitrowe butelki, milczałeś. Czyżbyś się z nią zgadzał? A jak podniosę taką butelkę, choć waży pięćdziesiąt siedem kilogramów?

Można nie napełniać butelek do końca powiedział Kacper. I wystarczy kłócić się. jeżeli matka powiedziała, iż pojedziesz, to jedz. Nikt więcej nie jedzie. Jutro o dziesiątej przyjedzie ojciec, odwiezie was. Lepiej już dziś spakuj rzeczy.

Kiedy mąż poszedł do pracy, Jadwiga zaczęła pakować. Przedtem zadzwoniła do rodziców. Mama Jadwigi była pielęgniarką w oddziale pediatrycznym, najpierw nie uwierzyła, iż Lidia chce zamknąć nowonarodzoną wnuczkę w wiosce.

Przecież w pierwszym roku trzeba monitorować rozwój dziecka. Trzy miesiące u lekarzy, potem znów w rok! Jak można tak nieodpowiedzialnie postępować! wyraziła oburzenie.

Ojciec Jadwigi w ciszy załadował bagaż do samochodu. Jadwiga z Zuzanną pojechały do mieszkania rodziców.

Gdy Kacper wrócił z pracy i zobaczył, iż nie ma ani żony, ani córki w domu, od razu wiedział, gdzie ich szukać. Dzwonił kilka razy przez wieczór, ale nie odbierano. W końcu sam podszedł. ale od pierwszej rozmowy Jadwiga pojął, iż mąż nic nie pojął.

Nie odsyłają cię do kopalni, tylko na wieś! Na świeże powietrze! Czy przez głupotę stworzyłeś cały problem? zapytał mąż.

Tak, stworzyłam sobie problem. Nie teraz, a dwa lata temu, kiedy wyszłaś za mnie. Podobałeś mi się: wysoki, szerokopiersiowy, dobry. Nie dostrzegłam, iż za tą fasadą kryje się syn mamy. Mały i posłuszny: co matka powie, to robisz. Gdyby matka wysłała cię do kopalni, i ty byś się nie sprzeciwił.

I co, nie wrócisz do domu? zapytał Kacper.

Nie wrócę. Bo dom to miejsce, gdzie jest bezpiecznie, kochają i chronią. Nie wykluczyłeś się jako obrońca. Żyj z matką.

Po pół roku udało jej się rozwieść z Kacprem.

Idź do oryginalnego materiału