„Ja i AIDS (Pompa)”. Małgorzata Minchberg

magazynszum.pl 1 dzień temu

„Co niesie krążąca w nas krew?” – zapisuje Małgorzata Minchberg obok schematu przedstawiającego działanie stworzonej przez siebie instalacji pompującej czerwoną ciecz[ref]Dziękuję artystce za udostępnienie szkicu instalacji.[/ref]. Z perspektywy biologicznej należałoby odpowiedzieć, iż jest to płyn ustrojowy składający się z elementów morfotycznych i osocza, którego najważniejsze funkcje to rozprowadzanie tlenu i składników pokarmowych, transportowanie produktów przemiany materii do narządów wydalniczych, regulacja wartości parametrów środowiska wewnętrznego oraz udział w procesach immunologicznych.

Krew to jednak przede wszystkim ponadhistoryczny i ponadgatunkowy znak, którego treści ściśle łączą się z obszarem stosunków społecznych. Dotyczy szeroko rozumianych relacji między podmiotami, potwierdza podobieństwo i różnicuje, daje gwarancję kontynuacji. Metaforyczny potencjał tych części ludzkiego ciała, które stanowią narzędzie działania lub są – jak krew – widzialnymi komponentami procesów życiowych, zdaje się wynikać z antropocentrycznego charakteru języka[ref]Emilia Czarnota, Frazeologizmy somatyczne z komponentem krew w szkolnych słownikach frazeologicznych, „Z Teorii i Praktyki Dydaktycznej Języka Polskiego” 2018, 27, s. 194.[/ref]. Odbija się w nim obraz świata, w którym człowiek zajmuje nadrzędną pozycję: wyprowadza obserwację od siebie, między innymi od własnej cielesności, ku otoczeniu, które również poddaje opisowi. Metafory somatyczne powstają zatem w oparciu o wnioski płynące z obserwacji, ale też inspirowane są powszechnymi przekonaniami o roli i cechach konkretnych fragmentów ciała. Anna Pajdzińska i Andrzej Maria Lewicki stwierdzają, iż „wielokomponentowy skład i metaforyczna (metonimiczna geneza) frazeologizmów sprzyjają […] utrwalaniu w nich realiów obyczajowo – społecznych, ludzkich przekonań i poglądów na świat”[ref]Andrzej Maria Lewicki, Anna Pajdzińska, Frazeologia, w: Współczesny język polski, red. Jerzy Bartmiński, Lublin 2001, s. 321.[/ref]. W ten sposób na przykład wyrażenia dotyczące twarzy i oczu łączą się z takimi zagadnieniami, jak komunikacja interpersonalna i stany emocjonalne. Krew natomiast funkcjonuje jako adekwatna dla wielu pozycji i układów w ramach normatywnej struktury społecznej przenośnia lub zamiennia: pochodzenia, pokrewieństwa, rodziny, rodu, ciągłości dynastycznej. Wiąże się też z kategoriami narodu i obywatelstwa oraz z konkretną wizją międzyludzkiej relacji lub związku. Wreszcie odnosi się do dyskryminacji i hierarchii społecznej opartej na pochodzeniu oraz utrwala się w przesądach i legendach, które wynikają z uprzedzeń i wrogości[ref]Zob. Joanna Tokarska-Bakir, Legendy o krwi. Antropologia przesądu, Warszawa 2008.[/ref]. W bardziej ogólnym ujęciu krew potwierdza zgodność pewnych cech, a jej znaczenie rozciąga się na osoby o wzajemnych relacjach politycznych lub wspólnym historycznym i kulturowym tle. Znajduje to odbicie w utrwalonych w polszczyźnie frazeologizmach, takich jak: „w czyichś żyłach płynie czyjaś krew”, „krew z krwi”, „mieć coś we krwi”, „więzy krwi”, „błękitna krew” czy „czystej krwi”. Podobnie jak badanie laboratoryjne, analiza znaczeń pojęcia krwi pozwala określić granice społecznej normy oraz wskazać, co w danej kulturze jest uznawane za normalne, a co za patologiczne.

Mimo iż strumień cieczy rozbijał się o powierzchnię naczynia, uniemożliwiając bezpośredni kontakt, to przezroczystość szkła i widok nadciągającego zagrożenia wystarczały, by wzbudzić uczucie nagłego lęku.

Tę znaczeniową pojemność krwi odzwierciedla także niejednoznaczna konstrukcja językowa, jakiej użyła Minchberg w swoim pytaniu. Poza fizycznymi adekwatnościami krwi konotuje ona inne jej znaczenia: krew nie tylko transportuje tlen, składniki odżywcze, dwutlenek węgla i inne, ale może też nieść coś za sobą. Obok związków krwi z ciałem i jego fizjologią do pracy artystki przywiera wiele innych, pozasomatycznych sensów.

Gdy odbiorcy i odbiorczynie pochylali się nad szklanym, prostopadłościennym obiektem, słup czerwonej cieczy gwałtownie uderzał od dołu w jego pokrywę[ref]Korespondencja e-mailowa z Małgorzatą Minchberg, kwiecień 2020. Dalej jako: „Korespondencja z M. Minchberg”.[/ref]. Ta uniemożliwiała wylanie się płynu poza krawędzie naczynia. Rozproszony na przezroczystym wieku, ściekał on strużkami ku podstawie. We wnętrzu pojemnika znajdowało się drugie, mniejsze naczynie okalające zamontowany mechanizm pompujący. Otwory wycięte u dołu jego ścian umożliwiały przepływanie cieczy, a zgodnie z zasadą naczyń połączonych jej poziom w obu zbiornikach się wyrównywał. Sekwencja działań się powtarzała: pompa miarowo zasysała płyn i tłoczyła go pod ciśnieniem w górę. Jego objętość odpowiadała ilości krwi znajdującej się w układzie krążenia dorosłej kobiety. Artystka obliczyła ją proporcjonalnie, uwzględniając masę własnego ciała – 55 kilogramów. Zgodnie z przyjętym przez nią przelicznikiem odpowiadały one 3575 mililitrom cyrkulującej w instalacji cieczy[ref]Informacja pochodzi od artystki, natomiast na szkicu znajduje się zapis: „obieg 5 litrów cieczy”.[/ref]. Pozostający w uchwytnej zależności z ciałem artystki obiekt można więc potraktować jako szczególny rodzaj metonimii, w której część, na przykład objętość krwi w ciele i obieg płynu, zastępuje pewną całość, w tym przypadku odpowiednio: ciało i układ krążenia. Konwulsyjnie tryskający, czerwony płyn zamknięty w stabilnej, uporządkowanej formie to adekwatnie przeniesienie do medium instalacji artystycznej zewnętrza ciała o ściśle określonych granicach i jego tętniących wnętrzności.

1
Podcast 03.04.2025

Godzina Szumu #136 Ja z HIV. Rozmowa wokół wystawy „Tygrysia krew” w Galerii Foksal

Karolina Plinta; postprodukcja: Izabela Smelczyńska

Instalacja, przypominająca muzealną, ustawioną na postumencie gablotę, aktywowała wyuczone wcześniej sposoby oglądu, takie jak nachylanie się, przybliżanie twarzy do szyby, odczytywanie towarzyszących eksponatom podpisów. Zamiast zwykle nieruchomych przedmiotów na pokaz wystawiono tu jednak przelewającą się czerwoną ciecz, zaś obserwację z dystansu, która wywołać mogła na przykład ciekawość lub znużenie, zastąpiło doświadczenie konfrontacyjne. Osoba schylająca się do zbiornika znajdowała się niejako na tej samej prostej, co tryskający płyn. Zwrot obu czynności był jednak przeciwny, antagonistyczny. Ryzyko zetknięcia się z cieczą i naruszenia w ten sposób przestrzeni osobistej mogło u niespodziewającego się podmiotu wywołać uczucie bliskie przerażeniu. Idea przenikania z jednej strony na drugą jest zresztą wpisana w samą semantykę słowa opisującego tę reakcję. „Przerażenie”, pochodzące od czasownika „razić”, etymologicznie łączy się ze znaczeniami, takimi jak przeszywanie, przenikanie i przebijanie na wylot – podobnie jak „zarażenie”[ref]Razić, w: Słownik etymologiczny języka polskiego, red. Wiesław Boryś, Kraków 2008, s. 511.[/ref]. Mimo iż strumień cieczy rozbijał się o powierzchnię naczynia, uniemożliwiając bezpośredni kontakt, to przezroczystość szkła i widok nadciągającego zagrożenia wystarczały, by wzbudzić uczucie nagłego lęku.

Co ponadjednostkowego odkrywa indywidualne przeżycie przerażenia i wstrętu, związane z naruszaniem granic ciała? Jaka jest społeczna morfologia tego jednostkowego doświadczenia?

Zbliżenie twarzy do naczynia i wytryskującej cieczy mogło wywołać potrzebę gwałtownego cofnięcia. Intensyfikacji ruchu pomiędzy ciałami i przedmiotami dotyczy także «odraza», o pokrewnym do «przerażenia» źródłosłowie[ref]Tamże.[/ref]. Obrzydzenie wymusza odsunięcie się poprzedzone przekraczającym granicę, niepożądanym zbliżeniem. Jak pisała o tej afektywnej kategorii Sara Ahmed: „Kluczowe dla wewnątrzcielesnego doświadczenia wstrętu jest to, iż dystansowanie się wymaga bliskości”[ref]Sara Ahmed, Performatywność obrzydzenia, tłum. Anna Barcz, „Teksty Drugie. Teoria literatury, krytyka, interpretacja” 2014, 1, s. 173.[/ref]. Zbyt duże natężenie ruchu we własnej przestrzeni może natomiast nieść ryzyko utraty integralności. Według kanonicznej teorii abiektu Julii Kristevej to, co znajduje się zbyt blisko i wskazuje na brak integralności organizmu – na przykład wydaliny i brud – a także to, co odnosi się do paradygmatu śmierci, komplikuje i destabilizuje granice, poprzez które określa się jednostka, a także wieści nieuchronność jej rozpadu[ref]Zob. Julia Kristeva, Potęga obrzydzenia. Esej o wstręcie, Kraków 2007, s. 9–12; Monika Bakke, Ciało otwarte. Filozoficzne reinterpretacje kulturowych wizji cielesności, tłum. Maciej Falski, Poznań 2000, s. 24–27. [/ref]. Abiekt pojawia się w momencie naruszenia linii podziału pomiędzy tym, co zamknięte i otwarte, stałe i płynne, podmiotowe i przedmiotowe. To relacja dwubiegunowa, a przy tym ściśle hierarchiczna, która realizuje koncepcję nowoczesnego ciała jako zamkniętej jedności[ref]Alfred I. Tauber, The Immune Self: Theory or Metaphor?, New York 1996, s. 44–80; Ed Cohen, A Body Worth Defending: Immunity, Biopolitics, and the Apotheosis of the Modern Body, Durham 2009, s. 68–129.[/ref]. Wcześniejsze sposoby jego rozumienia osadzały ciało w wymiarze materialnym i akcentowały jego przepuszczalność, w tym witalnych składników przenikających z otoczenia. Granice nowoczesnego ciała zostały wyznaczone zwłaszcza przez paradygmaty ukształtowane w oparciu o koncepcje immunologiczne. Jak pisała Donna Haraway:

Układ odpornościowy jest mapą narysowaną po to, by kierować rozpoznawaniem i błędnym rozpoznawaniem siebie i innych w dialektyce zachodniej biopolityki. Oznacza to, iż układ odpornościowy jest planem działania, które służy konstruowaniu i utrzymywaniu granic pomiędzy „ja” a „innym” w kluczowych obszarach tego, co normalne i tego, co patologiczne[ref]Donna Haraway, Simians, Cyborgs, and Women: The Reinvention of Nature, New York 1991, s. 204.[/ref].

W myśl bionauki i współczesnej immunologii krew się staje miejscem nieustannej obrony przed zagrożeniem ze strony wnikającego otoczenia. Dyscypliny te ujęły swe twierdzenia w ramy wojennego dyskursu, opisując organizm jako „broniące się wnętrze, które musi się bronić przed wrogim zewnętrzem”[ref]Ed Cohen, Ciało warte obrony. Wyjaśnienie kilku pojęć: rozważania wstępne, tłum. Przemysław Wewiór, Aleksandra Derra, „Avant” 2012, 3(1), s. 286.[/ref], a jego działania jako „skierowane przeciw światu”[ref]Tamże, s. 280.[/ref]. Unikanie bezpośredniego kontaktu z nie-własną krwią w miejscach naruszenia ciągłości skóry lub o zwiększonej przenikalności takich jak błony śluzowe byłoby w tym ujęciu obroną granic własnej podmiotowości, granic oddzielających „ja” od otoczenia.

Transmisji wirusa poprzez kontakt błon śluzowych lub uszkodzonej skóry z krwią, w której obecna jest duża liczba jego cząstek, zapobiega profilaktyczne stosowanie barier, takich jak prezerwatywy i rękawiczki, a także używanie sterylnych igieł i strzykawek. Molekularne i fizyczne oddzielenie ma jednak swoje odzwierciedlenie w mechanizmach dystansu i wyłączania z udziału. Ta teoretyczna perspektywa kształtuje też rzeczywistość społeczną. Krew, będąc łącznikiem pomiędzy komórkami i narządami, krąży również w obiegu społecznym i upolitycznionym ciele. Wiremia HIV to nie tylko liczba kopii wirusa w mililitrze krwi, ale i mnogość innych składowych znaczeń, takich jak stygmatyzacja, wykluczenia czy zakotwiczone w moralności kategorie winy i kary. Krytyka modelu biomedycznego – skoncentrowanego na tym, co mierzalne, i osadzonego na założeniach redukcjonizmu – wskazuje, iż precyzyjne pomiary diagnostyczne zawężają pojęcie dobrostanu i zmniejszają rolę jego innych determinant: materialnych warunków życia, dostępu do zasobów, prowadzonej polityki społecznej, stosowanych rozwiązań gospodarczych czy pozycji w społeczeństwie. Odpowiedzią na te redukcjonistyczne ograniczenia jest ujęcie biopsychospołeczne, które analizuje wpływ zjawisk o szerszym kontekście – społecznych, kulturowych i psychologicznych – na procesy zachodzące w mniejszej, biologicznej skali[ref]Zob. George L. Engel, The Need for a New Medical Model: A Challenge for Biomedicine, „Science” 1977, 196(4286), s. 129–136; Derick T. Wade, Peter W. Halligan, The Biopsychosocial Model of Illness: A Model Whose Time Has Come, „Clinical Rehabilitation” 2017, 31(8), s. 995–1004, https://doi.org/10.1177/0269215517709890; Francesc Borrell-Carrió, Anthony L. Suchman, Ronald M. Epstein, The Biopsychosocial Model 25 Years Later: Principles, Practice, and Scientific Inquiry, „Annals of Family Medicine” 2004, 2(6), s. 576–582, https://doi.org/10.1370/afm.245.[/ref]. W diagnozie organizmu, którego stan może zostać oceniony dzięki badania medycznego, uwzględnia się również jego uwarunkowania środowiskowe i społeczne. W tej optyce sens pojęcia krwi rozszerza się o to, co pozasomatyczne i trudne do bezpośredniej weryfikacji empirycznej. Warto więc zapytać: co ponadjednostkowego odkrywa indywidualne przeżycie przerażenia i wstrętu, związane z naruszaniem granic ciała? Jaka jest społeczna morfologia tego jednostkowego doświadczenia?

Małgorzata Minchberg, „Ja i AIDS (Pompa)”, 1995, instalacja, widok odsłony bydgoskiej
Małgorzata Minchberg, „Ja i AIDS (Pompa)”, 1995, instalacja, widok odsłony bydgoskiej

„Moja praca pt. Ja i AIDS odnosiła się do znanych wówczas faktów, które powodowały panikę społeczną, gdzie podczas zabiegów w szpitalach dochodziło do zakażeń przypadkowych ludzi, szukających pomocy medycznej” – pisała artystka o swojej instalacji[ref]Korespondencja z M. Minchberg.[/ref]. Z analizy danych udostępnionych przez Państwowy Zakład Higieny (dalej: PZH) wynika, iż w latach 90. odnotowano siedem przypadków AIDS w związku ze stosowaniem preparatów krwiopochodnych u osób z hemofilią i trzy w wyniku transfuzji[ref]Dane pochodzą z Ogólnopolskiego Systemu Nadzoru Epidemiologicznego i Środowiskowego nad Bezpieczeństwem Ludności, udostępnionych przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny. Zob. artykuły Wandy Szaty dotyczące HIV i AIDS z „Przeglądu Epidemiologicznego” obejmujące lata 1986–1999.[/ref], mimo iż od 1987 roku każda donacja krwi była poprzedzana badaniem próbki w kierunku przeciwciał HIV[ref]Ewa Sulkowska, Piotr Grabarczyk, Methods of identification of human immunodeficiency virus (HIV) infections in Polish blood donors (2005–2022), „Journal of Transfusion Medicine” 2023, 16(4), s 216.[/ref]. Liczba osób, u których doszło do rozwoju pełnoobjawowego AIDS w wyniku zakażenia HIV podczas objęcia opieką zdrowotną, mogła być znacznie wyższa, biorąc pod uwagę fakt, iż w wielu przypadkach nie określono dróg transmisji. najważniejsze były tu jednak niedobory zasobów: odpowiednich pomieszczeń i sprzętów, w tym artykułów jednorazowego użytku, między innymi rękawiczek, okularów ochronnych, igieł, strzykawek i zestawów do przetaczania krwi. Jak wspominałam, uwagę na niewystarczające zaopatrzenie, zarówno w zakresie produkcji krajowej, jak produktów importowanych, zwracała Zofia Kuratowska w trakcie prac Podzespołu do Spraw Zdrowia podczas obrad Okrągłego Stołu. Reprezentantka opozycji poruszała tę problematykę w odniesieniu do profilaktyki HIV, ale także bezpieczeństwa osób zatrudnionych w placówkach ochrony zdrowia. Ówczesną sytuację systemu opieki zdrowotnej w Polsce dobrze obrazuje uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego z 2000 roku, który oddalił apelację złożoną przez pozwany Szpital Wojewódzki w Legnicy w sprawie wypłaty zadośćuczynienia w związku z zakażeniem pacjenta HIV i HBs w trakcie dializ: „W lutym 1994 r., w wyniku dochodzenia epidemiologicznego stwierdzono, iż warunki lokalowo-techniczne na oddziale dializ uniemożliwiały przestrzeganie zasad postępowania przeciwepidemicznego i stwarzały ryzyko wystąpienia zakażeń”[ref]Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 13 czerwca 2000 r., V CKN 34/00.[/ref]. Wizytujący legnicki Oddział Dializ Pozaustrojowych Państwowy Wojewódzki Inspektor Sanitarny podkreślał: „wyjątkową niefunkcjonalność pomieszczeń, nadmierne zagęszczenie stanowisk dializacyjnych, brak magazynów na zapasowe nerki, na sprzęt jednorazowego użytku, bieliznę pościelową, dokumentację chorych, zapas koncentratu do dializ”[ref]Wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 28 kwietnia 1998 r., I ACa 308/98.[/ref]. Szczegółów dostarcza dalszy opis sposobów postępowania z medycznym sprzętem:

Od momentu I wątpliwego wyniku anty-HIV w stacji zastosowano dializatory jednorazowego użytku. Wcześniej dializatory były płukane. Każdy pacjent miał swój dializator, który był podpisany i przechowywany po zabiegu płukania w specjalnym pojemniku oznakowanym (pisownia oryginalna)[ref]Tamże.[/ref].

Wielokrotne używanie i sterylizowanie sprzętu było standardem, choć, jak donosił przywołany już artykuł opublikowany w 1989 roku na łamach „Gazety Wyborczej”, od pięciu do piętnastu procent takich narzędzi wykazywało niejałowość, a w związku z nieskutecznymi metodami kontroli informacja o tym pojawiała się dopiero po tygodniu[ref]mp, AIDS, „Gazeta Wyborcza”, 17.07.1989.[/ref].

Ciąża podważa paradygmaty „ja” i „nie-ja” oraz odporności jako obrony, kiedy organizm matki nie odrzuca płodu i nie uznaje go za intruza.

Sposoby konceptualizowania zakażeń jatrogennych wyrastały z systemu moralnego, w którym pojęcie niesprawiedliwości stanowiło ramę interpretacyjną, odwołującą się do winy i kary. Dyskurs medialny w pierwszej połowie lat 90. zarówno odzwierciedlał, jak i utrwalał funkcjonującą w świadomości społecznej konstrukcję moralnego postrzegania tych zakażeń. Za przykład posłużyć tu mogą programy telewizyjne transmitowane w polskiej telewizji publicznej. W 1990 roku zaprezentowano materiał o chorującym na hemofilię nastolatku – Ryanie Whicie – zakażonym HIV w wyniku podania produktu krwiopochodnego zawierającego czynnik VIII[ref]Program na życzenie: rozmowy bez sekretów, TVP 2, 20.09.1990.[/ref]. Trzy lata później wyemitowano wywiad z seropozytywną osobą zakażoną tą samą drogą[ref]Rozmowa – program publicystyczny, TVP 1, 20.09.1993.[/ref], a w 1994 roku – film dokumentalny AIDS w rodzinie wyprodukowany przez telewizję BBC, który przedstawiał historie zakażeń przez krew wśród heteroseksualnych par i w wyniku transfuzji po porodzie[ref]AIDS w rodzinie, TVP 1, 19.05.1994.[/ref]. Istotny wydaje się fakt, iż tego rodzaju narracjom, które wpisywały się w model niezawinionej choroby, pozwalano publicznie wybrzmieć.

Odnosząc się do okoliczności towarzyszących powstawaniu instalacji, Minchberg powiedziała: „Kiedy pracowałam nad jej koncepcją, byłam w pierwszych miesiącach ciąży, więc przede mną był pobyt w szpitalu”[ref]Korespondencja z M. Minchberg.[/ref]. Sposób działania obiektu, w ramach którego można wyróżnić etapy pauzy, zasysania płynu i jego wyrzutu, odtwarzał czynności zbierania sił, parcia i wypychania w trakcie porodu. Krążąca w zbiorniku krew konotowała zachodzącą między matką a płodem wymianę składników pokarmowych, ale także potencjalność transmisji wirusa. Do zakażenia HIV może bowiem dojść przez łożysko, zwykle od dwudziestego tygodnia ciąży, w okresie okołoporodowym oraz już po porodzie, w wyniku karmienia piersią[ref]Zob. Justyna Kowalska, Maria Jankowska, Małgorzata Lemańska, Leczenie antyretrowirusowe u kobiet w wieku rozrodczym i kobiet w ciąży, w: Zasady opieki nad osobami zakażonymi HIV. Zalecenia PTN AIDS 2021, red. Miłosz Parczewski, Elżbieta Jabłonowska, Magdalena Witak-Jędra, Warszawa – Szczecin 2021, s. 76–83.[/ref].

Praca Minchberg skłania do namysłu nad założeniami perspektywy biomedycznej, która utrwala przekonanie o istnieniu wyraźnej granicy między organizmem ciężarnej a rozwijającym się w nim płodem, ujmując ich relację jako powiązanie dwóch odrębnych, choć współzależnych układów. Biomedyczne rozumienie cielesnych granic wywodzi się z koncepcji integralności utrwalonej w zachodniej tradycji myślenia o ciele. Zgodnie z nią płód, początkowo zależny i złączony z matką, podczas porodu zostaje wyodrębniony jako samodzielny organizm, co szerzej interpretowane jest także jako moment oddzielenia od matczynej podmiotowości i autonomicznego wkroczenia w życie społeczne. Obie te perspektywy zakorzenione są bowiem w zachodniej wizji podmiotu pojmowanego jako skończony oraz koncepcji tożsamości rozumianej jako trwała i niezależna, ustanawiana w momencie narodzin i utrzymywana aż do śmierci. Ciąża podważa paradygmaty „ja” i „nie-ja” oraz odporności jako obrony, kiedy organizm matki nie odrzuca płodu i nie uznaje go za intruza. Mimo iż w perspektywie biomedycyny łożysko traktuje się jako element służący obustronnej wymianie, to równocześnie postrzega się je jako barierę chroniącą odrębność ciał matki i płodu. Badania wskazują jednak, iż łożysko jest miejscem, w którym przecinają się kody genetyczne matki i dziecka (tak zwany mikrochimeryzm płodowo-matczyny). Ich wyniki podważają zatem wiarygodność twierdzenia o genetycznej nienaruszalności, co ma implikacje dla modelu „ja” i „nie-ja”. Odtwarzając dyskusję o chimerycznej relacji między organizmami i o ich przenikalności, Susan Elizabeth Kelly przywołała potwierdzające to zjawisko dowody empiryczne, w tym obecność komórek płodu we krwi matki, również długo po porodzie, czasem po poronieniach i aborcji. Według jednej z hipotez mają one potencjał regeneracyjny dla organizmu[ref]Susan Elizabeth Kelly, The Maternal-Foetal Interface and Gestational Chimerism: The Emerging Importance of Chimeric Bodies, „Science as Culture” 2012, 21(2), s. 239–245, https://doi.org/10.1080/09505431.2011.628014.[/ref]. Jak zaznaczała Margrit Shildrick, celem takiej perspektywy nie jest „wymazanie różnicy, ale raczej uznanie, iż matka i płód, a później matka i dziecko, są wzajemnie uwikłane na wielu poziomach i stają się pojęciami niestabilnymi”[ref]Margrit Shildrick, Maternal–Fetal Microchimerism and Genetic Origins: Some Socio-legal Implications, „Science, Technology, & Human Values” 2022, 47(6), s. 8, https://doi.org/10.1177/01622439221090686.[/ref].

1
Do zobaczenia 21.02.2020

„HIVstorie: Żywe polityki” w Biennale Warszawa

Redakcja

Problematyzowane w instalacji Minchberg poczucie lęku związane z przewidywaniem nadchodzącego zagrożenia ulega tu konkretyzacji: w obliczu trudnej sytuacji ekonomicznej szpitali i braku skutecznych procedur przeobraża się w strach przed realnym niebezpieczeństwem. Jak podaje PZH, w latach 90. w wyniku zakażenia wertykalnego HIV, czyli odmatczynego, powikłania związane z AIDS wystąpiły u czternaściorga dzieci[ref]Dane pochodzą z Ogólnopolskiego Systemu Nadzoru Epidemiologicznego i Środowiskowego nad Bezpieczeństwem Ludności, udostępnionych przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny. Zob. artykuły Wandy Szaty dotyczące HIV i AIDS z „Przeglądu Epidemiologicznego” obejmujące lata 1986–1999.[/ref]. Z danych zebranych w punktach konsultacyjno-diagnostycznych HIV i AIDS w latach 1986–1996 wynika natomiast, iż wskaźnik transmisji wertykalnej HIV wynosił około siedemnastu procent (piętnaście potwierdzonych przypadków na osiemdziesiąt osiem obserwowanych seropozytywnych ciężarnych)[ref]Medard M. Lech, Małgorzata Szczepańska-Putz, New Epidemiological Problem in Poland: Vertical Transmission of Human Immunodeficiency Virus, „Paediatric and Perinatal Epidemiology” 1998, 12(4), s. 462.[/ref]. Strach mogła również zwiększać obojętność personelu medycznego, jego niewrażliwość na potrzeby i odczucia pacjentek. W instalacji za wizualną reprezentację tego rodzaju postawy można uznać gładką, przezroczystą taflę szkła tworzącą barierę i powodującą wrażenie dystansu. Z tej perspektywy Monika Osiecka-Leczew opisywała w piątym numerze „Czerei” ówczesny stan opieki okołoporodowej. W tekście tym skupiła się na osobistym doświadczeniu pobytu na oddziale położniczym:

Ten poród to był gwałt. Wywołali sztucznie akcję porodową, zamiast czekać, aż zacznie się sama. Dali kroplówkę, żeby przyspieszyć skurcze. Zastrzyk narkotyku – na znieczulenie. […] Lekarze nie zwracali na mnie uwagi, rzucali spojrzenia mówiące, iż przeszkadzam w pracy. […] Spieszyli się na film po dzienniku, słyszałam rozmowy[ref]Monika Osiecka-Leczew, Drżące uśmiechy dziewicze, „Czereja” 1995, 5, s. 22.[/ref].

Kategoria rodziny wielokrotnie i w różnych momentach historii służyła za narzędzie społecznego dyscyplinowania. Polityczny dyskurs przybierał wówczas formę przepowiedni: wieszczono nieuchronny jej upadek.

Wśród poruszanych przez pracę Minchberg wątków można wskazać też ten dotyczący politycznej ingerencji w sferę społeczną, a dokładniej: regulacji praw reprodukcyjnych. Szklany obiekt ma charakter dyscyplinujący niczym praktyki władzy nakładane na ciało. Te odegrały istotną rolę w kształtowaniu się projektu demokracji, w którym wzmacniano – jak stwierdziła między innymi Sylwia Breczko – męską dominację[ref]Zob. Ewa Hauser, Traditions of Patriotism, Questions of Gender: The Case of Poland, w: Genders 22. Postcommunism and the Body Politics, ed. Ellen E. Berry, New York 1995, s. 78–104; Agnieszka Graff, Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym, Warszawa 2001; Agnieszka Graff, Rykoszetem. Rzecz o płci, seksualności i narodzie, Warszawa 2008, za: Sylwia Breczko, Polityzacja ciała. Między dyskursem publicznym a teorią socjologiczną, Kraków 2013, s. 135.[/ref]. Podczas okrągłostołowych negocjacji, w trakcie dyskusji nad poziomem opieki okołoporodowej uczestnicy reprezentujący poglądy skrajnie prawicowe postulowali zaostrzenie przepisów o przerywaniu ciąży. Jan Waleczek, związany z katolickim Stowarzyszeniem PAX, wspierającym od pewnego momentu „Solidarność”, zabiegając o wprowadzenie takiego zapisu do postanowień podzespołu, zaznaczał: „jest ogromne parcie zrozumiałe ze strony Kościoła katolickiego, Episkopatu i innych środowisk innych religii, różnych środowisk społecznych”[ref]Stenogram z trzeciego posiedzenia Podzespołu do spraw Zdrowia w dniu 8 marca 1989, Warszawa 1990, s. 147.[/ref]. Inicjatywa ta, mimo kilku niepowodzeń, ostatecznie doprowadziłą do przyjęcia Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży[ref]Dz.U. 1993 nr 17 poz. 78.[/ref], która ograniczyła wówczas możliwość wykonania aborcji do trzech przesłanek. Regulacje te zmieniły – choć w drodze konsekwencji, nie poprzez zapis w ustawie – postępowanie lekarskie w przypadku seropozytywnych ciężarnych. Jak wynika z danych Krajowego Programu Działań Zapobiegawczych i Zwalczania AIDS w Polsce w latach 1988–1990, obecność przeciwciał anty-HIV u kobiet w ciąży stanowiła jedno ze wskazań do aborcji[ref]AIDS. Wybrane zagadnienia, red. Jerzy Bończak, Warszawa 1989, s. 130.[/ref]. Choć programu nie wprowadzono, to fragment ten nie spotkał się z negatywnym odbiorem społecznym, prawdopodobnie z dwóch względów: liberalnych przepisów aborcyjnych i braku skutecznej metody leczenia. Choć w świetle przyjętej w 1993 roku ustawy duże prawdopodobieństwo zakażenia płodu mogło stanowić podstawę do usunięcia ciąży, to jednym z wymagań uznania przesłanki embriopatologicznej było przeprowadzenie badań prenatalnych. Te natomiast wiązały się z narażeniem płodu na zakażenie. Jak zaznaczała Eleonora Zielińska w 1996 roku, „w obecnym stanie wiedzy medycznej nie wykonuje się badań prenatalnych polegających na pobraniu materiału do badań z tkanek płodu, dochodząc do nich przez tkanki zakażonej matki”[ref]Eleonora Zielińska, AIDS i ciąża – problemy prawnokarne, w: AIDS i prawo karne, red. Andrzej J. Szwarc, Poznań 1996, s. 123.[/ref]. Do 1994 roku zakażenie HIV u niemowlęcia potwierdzano dopiero po osiemnastym miesiącu życia, na podstawie utrzymywania się przeciwciał anty-HIV w surowicy jego krwi (po zaniknięciu przeciwciał matczynych)[ref]Magdalena Marczyńska i in., 20-letnie doświadczenie w opiece nad dziećmi zakażonymi HIV, „Przegląd Epidemiologiczny” 2007, 61, s. 365.[/ref]. W 1994 roku wprowadzono testy pozwalające na bezpośrednie wykrycie obecności wirusa – oznaczenie antygenu p24 oraz metodę PCR – co umożliwiało postawienie diagnozy już w drugim lub trzecim miesiącu życia dziecka[ref]Tamże.[/ref].

Na brak odpowiednich rozwiązań prawnych nakładała się nieefektywność leczenia. Do 1994 roku, czyli do momentu opublikowania wyników badań zrealizowanych przez amerykańskie Public Health Service Task Force, które dotyczyły przyjmowania zydowudyny przez osoby z HIV w czasie ciąży, nie stosowano profilaktyki zakażeń wertykalnych[ref]Tamże, s. 366.[/ref]. Ten skodyfikowany sposób postępowania, nazywany protokołem ACTG 076[ref]Zob. Edward M. Connor i in., Reduction of Maternal-Infant Transmission of Human Immunodeficiency Virus Type 1 with Zidovudine Treatment, „The New England Journal of Medicine” 1994, 331(18), s. 1173–1180.[/ref], został oficjalnie przyjęty w Polsce w 1995 roku, ale w jednostkowych przypadkach stosowano go już pod koniec 1994 roku[ref]Magdalena Marczyńska i in., 20-letnie doświadczenie…, dz. cyt., s. 366.[/ref]. Protokół regulował wytyczne dotyczące porodu i postępowania z noworodkiem, a przede wszystkim określał procedurę włączania zydowudyny podczas ciąży. Zgodnie z zaleceniami lek podawano również dożylnie w trakcie porodu, a następnie stosowano u niemowlęcia przez cztery do sześciu tygodni. Średnie ryzyko zakażenia, oceniane wcześniej na około trzydzieści procent, po wprowadzeniu nowych metod działania mieściło się w przedziale od pięciu do ośmiu procent. Gdy ciężarne przyjmowały co najmniej dwa leki antyretrowirusowe, a profilaktykę stosowano też w trakcie porodu i u niemowlęcia, nie było ryzyka zarażenia[ref]Tamże.[/ref]. Od 1997 roku w Polsce stosuje się w tego rodzaju leczeniu wspominany już schemat, nazywany pierwotnie HAART – mieszankę przynajmniej trzech leków antyretrowirusowych w zalecanej kombinacji.

Utrzymywanie w szklanych ścianach tego, co trudno okiełznać, interpretuję jako (nie)widzialne dyscyplinowanie ciała dzięki decyzji politycznych. Nie tylko tych wprowadzanych drogą legislacji, ale także poprzez różnorodne procesy mające na celu formowanie życia społecznego i nadawanie mu oczekiwanego kształtu. Tutaj ujawnia się między innymi znaczenie polityki prorodzinnej. Kategoria rodziny wielokrotnie i w różnych momentach historii służyła za narzędzie społecznego dyscyplinowania. Polityczny dyskurs przybierał wówczas formę przepowiedni: wieszczono nieuchronny jej upadek. Elaine Tyler May zauważyła, iż nie jest to kategoria stabilna, ale płynna, a jedynym stale towarzyszącym jej elementem jest zmiana[ref]Elaine Tyler May, “Family Values”: The Uses and Abuses of American Family History, „Dans Revue française d’études américaines” 2003, 3(97), s. 10.[/ref]. Analizując przyczyny, dla których politycy i przywódcy tak chętnie odwoływali się do wizji jej upadku – a w konsekwencji do rozpadu narodu – badaczka stwierdziła, iż obawy o rodzinę nasilają się w momentach, gdy stabilność norm wydaje się zagrożona. Osoby, które funkcjonują poza utrwalonymi i obowiązującymi zasadami, postrzegane mogą być jako niebezpieczne dla utrzymania ładu.

„Chroń zdrowie własne i swojej rodziny”, 1994, plakat, Krajowe Biuro Koordynacyjne ds. Zapobiegania AIDS
„W dobie AIDS rodzina najwyższą wartością”, 1994, plakat, Krajowe Biuro Koordynacyjne ds. Zapobiegania AIDS
Pomniejszone i wyszarzone sylwetki przywodzą na myśl zarówno widma przeszłości usunięte z rodzinnych wspomnień, jak i widma ryzyka, z jakim wiążą się nieformalne związki i przypadkowe relacje.

Rodzajem wizualnej egzemplifikacji tego zjawiska chciałabym tu uczynić nie tylko pracę Minchberg, ale także dwa plakaty wydane w 1994 roku przez Krajowe Biuro Koordynacyjne ds. Zapobiegania AIDS, w których kategoria rodziny otrzymała funkcję regulacyjną i dyscyplinującą. Na pierwszym z nich kobieta i mężczyzna spacerują w parku wraz z dwojgiem dzieci i psem. Więzi tej grupy osób wydają się trwałe, a ich spoiwem są ręce chłopca obejmujące szyję kobiety. „W dobie AIDS rodzina najwyższą wartością”, głosi zamieszczone na plakacie hasło. Przyglądając się użytemu krojowi pisma w czerwonym kolorze, można stwierdzić, iż w czasach niestałości i strachu przed chorobą to rodzina zapewnia bezpieczeństwo i stabilizację. Układ drugiego przedstawienia jest bardzo podobny. Kobieta podtrzymuje na swoim boku dziewczynkę, natomiast mężczyzna niesie na swych barkach chłopca. Ich relacje wydają się równie bliskie i wizualnie zespolone jak w przypadku poprzedniej sceny. Jednak w tej wersji uwagę przyciąga tło przygaszone szaro-niebieską tintą. Zabieg ten stworzył dysonans pomiędzy dwoma planami wykorzystanej na plakacie fotografii. Sportretowana w jasnych, ciepłych barwach rodzina, której fundamentem jest związek małżeński kobiety i mężczyzny, dostarcza euforii i gwarantuje dobrostan. dzięki jednolitej, półprzezroczystej warstwy koloru odseparowano od niej osoby spacerujące w pojedynkę oraz parę w wyraźnie romantycznym uścisku. Pomniejszone i wyszarzone sylwetki przywodzą na myśl zarówno widma przeszłości usunięte z rodzinnych wspomnień, jak i widma ryzyka, z jakim wiążą się nieformalne związki i przypadkowe relacje. „Chroń zdrowie własne i swojej rodziny”, nakłania znajdujący się powyżej slogan.

Oba projekty przygotowano w 1994 roku z okazji Światowego Dnia AIDS, obchodzonego wówczas pod hasłem AIDS and the Family (AIDS i rodzina). Wydarzenie to odbywało się pod auspicjami Globalnego Programu ds. AIDS Światowej Organizacji Zdrowia (dalej: WHO/GPA), jednak przygotowanie krajowych odsłon tej uroczystości znajdowało się w gestii odpowiednich podmiotów państwowych, które mogły dostosować formę obchodów do lokalnego kontekstu[ref]Implementation of the Global AIDS Strategy, 48. Światowe Zgromadzenie Zdrowia, WHO, 23.02.1995, s. 3.[/ref]. W efekcie działania władz często odbiegały od ogólnoświatowych, naukowych wytycznych i były niekorzystne dla osób z HIV i AIDS. Interpretacja pojęcia rodziny przyjęta w kampanii polskiej instytucji rządowej potwierdza tę rozbieżność stanowisk. Propagowany przez nią model życia rodzinnego uwarunkował i ukształtował program profilaktyki, w którym nakłaniano do zachowywania abstynencji seksualnej do czasu sformalizowania związku oraz do wierności małżeńskiej. Przyświecające jej hasła były w istocie nakazami moralnymi. Założenia kampanii znacznie różniły się przy tym od propozycji WHO/GPA. Przedstawiciele tej organizacji w opisie ramowych założeń Światowego Dnia AIDS z 1994 roku zdefiniowali rodzinę jako „grupę osób połączonych uczuciem zaufania, wzajemnym wsparciem i wspólnym losem”[ref]World AIDS Day – December 1, 1994, „Morbidity and Mortality Weekly Report”, 18.11.1994, 43(45), s. 825.[/ref]. Przyjęcie takiej inkluzywnej formuły pozwalało na zaakcentowanie innych funkcji rodziny niż ta prokreacyjna – na przykład opiekuńczej i wspomagającej. Zamieszczony w „World AIDS Day Newsletter” tekst dostarczał dalszych wyjaśnień:

Pojęcie to nie musi być ograniczone do więzów krwi, małżeństwa, partnerstwa seksualnego czy adopcji. W tym świetle zgromadzenia religijne, stowarzyszenia pracownicze, grupy wsparcia dla osób z HIV i AIDS, młodociane gangi uliczne, kręgi osób przyjmujących narkotyki dożylnie, kolektywy osób sprzedających usługi seksualne oraz sieci organizacji rządowych, pozarządowych i międzyrządowych mogą być postrzegane jako rodziny w ramach nadrzędnej rodziny ludzkości[ref]AIDS and the Family: Families Take Care, „World AIDS Day Newsletter” 1994, 2, s. 1.[/ref].

Z takim jej rozszerzonym ujęciem, niedeterminowanym przez relacje pokrewieństwa, korespondował oficjalny plakat opublikowany przez WHO/GPA, na którym zamieszczono wyłącznie zarysy ludzkich sylwetek oraz dopisek Families take care (Rodziny troszczą się o siebie). Ukierunkowanie tych obchodów na problematykę rodzin(y) pozostawia pewne pole do krytyki, bowiem kwestia pomocy instytucjonalnej została przysłonięta przez zachętę do samoopieki i korzystania z prywatnych sieci wsparcia. Jednak w punkcie wyjścia tego działania zakładano istnienie różnorodnych form międzypodmiotowych relacji i nie narzucano konkretnego modelu funkcjonowania w społeczeństwie.

1
W magazynie 26.03.2020

Żywe metafory. Dwie wystawy o chorobach

Wiktoria Kozioł

Kampania Krajowego Biura Koordynacyjnego ds. Zapobiegania AIDS nie brała pod uwagę strukturalnych, społecznych ani legislacyjnych uwarunkowań związanych z HIV i AIDS, nie odpowiadała też na potrzeby populacji ani osób, do których została zaadresowana. Komunikowane przez nią treści, sformułowane w oparciu o system wartości i niezgodne z wiedzą naukową, wynikały raczej z pobudek politycznych, gospodarczych i demograficznych. Pomijały one przy tym rzeczywiste problemy ekonomiczne i społeczne obecne w obszarze, którego dotyczyły, skupiając się na wydawaniu nakazów i zakazów opartych na moralności. Biorąc pod uwagę na przykład warunki bytowe w Polsce pierwszej połowy lat 90., stan oddziałów ginekologiczno-położniczych i neonatologicznych czy niewystarczające zaopatrzenie placówek medycznych w elementarne sprzęty, można stwierdzić, iż działania systemowe podejmowane głównie przez ministerstwo zdrowia rozmijały się z wydanym przez agendę tego samego ministerstwa zaleceniem „ochrony zdrowia własnego i swojej rodziny”.

Ideologiczne interwencje w szeroko pojętą politykę społeczną i opiekę zdrowotną podejmowały zarówno władze socjalistyczne, jak i ugrupowania reformatorskie, odcinające się od nich lub wywodzące się z opozycji. Rodzinne wartości były istotnym elementem retoryki obu zwalczających się stronnictw, w obu też pełniły odmienną funkcję. Interesujących wniosków dostarcza analiza stenogramów sesji Zgromadzenia Ogólnego (dalej: ZO) ONZ, na których podejmowano kwestię ustanowienia wspomnianego Międzynarodowego Roku Rodziny. Mimo iż ostateczne ustalenia dotyczące jego obchodów przyjęto podczas posiedzenia ZO w 1993 roku[ref]AONZ, 47/237, International Year of the Family, 47. Zgromadzenie Ogólne ONZ, 112. sesja plenarna, 20.09.1993, k. 7–9.[/ref], to z inicjatywą tą wyszło polskie przedstawicielstwo, co więcej, już w połowie lat 80. W przemówieniu wygłoszonym na forum ZO w 1986 roku, Marian Orzechowski, ówczesny członek Biura Politycznego KC PZPR i bliski współpracownik Wojciecha Jaruzelskiego, zaznaczał: „Uważamy również, iż rola rodziny zasługuje na większą uwagę ze strony Organizacji Narodów Zjednoczonych. Naszym zamiarem jest zaproponowanie Zgromadzeniu Ogólnemu rozważenia możliwości ogłoszenia Międzynarodowego Roku Rodziny”[ref]AONZ, A/41/PV.10, Provisional Verbatim Record of the Tenth Meeting, 41. Zgromadzenie Ogólne ONZ, 10. posiedzenie, 25.09.1986, k. 75.[/ref]. Pomysł zaistniał w szczególnych okolicznościach politycznych. Władze PRL podejmowały wówczas starania na rzecz przełamania izolacji na arenie międzynarodowej, spowodowanej próbami tłumienia ruchów opozycyjnych i wprowadzeniem w 1981 roku stanu wojennego, który skutkował sankcjami gospodarczymi nałożonymi przez Stany Zjednoczone. Postulat ustanowienia międzynarodowych obchodów poświęconych rodzinie podniesiono również podczas sesji ZO w 1987 roku w ramach prezentacji „Polskiego planu obniżenia zbrojeń i zwiększenia zaufania w Europie”, zwanego planem Jaruzelskiego[ref]AONZ, A/42/PV.22, Provisional Verbatim Record of the Twenty-Second Meeting, 42. Zgromadzenie Ogólne ONZ, 22. posiedzenie, 6.10.1987, k. 21–30.[/ref]. Przemówienie dotyczyło przede wszystkim takich kwestii, jak demilitaryzacja, kooperacja międzynarodowa, wzrost gospodarczy i prawa człowieka. Podkreślano współzależność pomiędzy rozbrojeniem i rozwojem – gwarancją równowagi i postępu miała być pokojowa kooperacja na polu ekonomicznym i społecznym. Plan Jaruzelskiego stanowił element strategii dyplomatycznej, obliczonej na poprawę międzynarodowego wizerunku kraju[ref]Zob. Małgorzata Świder, Zaangażowanie Polski w inicjatywy rozbrojeniowe w latach 80. XX wieku – grupa robocza PZPR-SPD i plan Jaruzelskiego, „Bezpieczeństwo. Teoria i Praktyka” 2019, 1, s. 266–273; Justyna Zając, Ryszard Zięba, Polska w stosunkach międzynarodowych 1945–1989, Toruń 2005, s. 218–224.[/ref]. Korespondował też z nowo obranym przez ZSRR kursem politycznym: wprowadzaną przez Michaiła Gorbaczowa restrukturyzacją systemu politycznego i ekonomicznego, zakładającą poprawę stosunków z Zachodem. Warto wspomnieć w tym kontekście strategię Ronalda Reagana, który kwestię pokoju międzynarodowego uzależniał od przestrzegania praw człowieka[ref]Zob. Tamar Jacoby, The Reagan Turnaround on Human Rights, „Foreign Affairs” 1986, s. 1066–1086; Aryeh Neyer, Human Rights in the Reagan Era: Acceptance in Principle, „The Annals of the American Academy of Political and Social Science” 1989, 506, s. 30–41; B. Wayne Howell, Reagan and Reykjavik: Arms Control, SDI, and the Argument from Human Rights, „Rhetoric and Public Affairs” 2008, 11(3), s. 389–415.[/ref]. Zaprzestanie naruszania tych ostatnich było jednym z kluczowych warunków negocjowania zakończenia wyścigu zbrojeń, postawionych ZSRR przez władze amerykańskie. Dyplomatyczna inicjatywa władz PRL pozostawała więc w ścisłym związku z toczącymi się między Stanami Zjednoczonymi a ZSRR pertraktacjami, a głos w politycznej dyskusji zabrano w celu wzmocnienia pozycji kraju.

Marylin Langfeld, „Families take care”, 1994, plakat, World Health Organization, Global Programme on AIDS

Neoliberalny mechanizm ujawnił się w polskim dyskursie transformacyjnym, gdzie odwołania do wartości rodzinnych legitymizowały wycofywanie się państwa z funkcji opiekuńczych

W tym kontekście wykorzystywanie rodzinnej retoryki można postrzegać jako narzędzie polityczne. Zwrot w stronę rodziny, określanej przez polską delegację mianem „podstawowej komórki społecznej i naturalnego środowiska dla wzrostu i dobrobytu wszystkich jej członków”[ref]AONZ, A/42/PV.22, dz. cyt., k. 31.[/ref], miał umożliwić „wkład w rozwój wspólnych wartości”[ref]Tamże.[/ref]. Z jednej strony podkreślano jej rolę w rozwoju gospodarczym i wzroście demograficznym, z drugiej przedstawiano ją jako spoiwo doświadczeń międzynarodowych, ponad podziałami politycznymi i ekonomicznymi. Przykładem podobnego zastosowania tej kategorii może być rozmowa Michaiła Gorbaczowa i Raisy Gorbaczowej z Ronaldem Reaganem i Nancy Reagan podczas ich pierwszego spotkania w Genewie w 1985 roku[ref]Memorandum of Conversation, Dinner Hosted by the Gorbachevs, Genewa, 19.11.1985, National Security Archive, https://nsarchive.gwu.edu/document/21544-document-07 (21.06.2022).[/ref]. Gorbaczow podkreślał, iż rodzina jest zarówno podstawą społeczeństwa, jak i fundamentem, któremu grozi erozja. Wyrażał zaniepokojenie spadkiem liczby zawieranych związków małżeńskich i coraz częstszą sytuacją wychowywania dzieci wyłącznie przez jednego z rodziców. Zaznaczał, iż podejmie tę kwestię podczas swego wystąpienia na kolejnym Zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Obietnica ta została spełniona: w przemówieniu wygłoszonym podczas XXVII Zjazdu Gorbaczow podkreślił, iż niska liczba nowo zawartych małżeństw negatywnie przekłada się na wychowanie dzieci oraz aktywność zawodową i publiczną kobiet i mężczyzn[ref]Mikhail Gorbachev, Political Report of the CPSU Central Committee to the 27th Party Congress, Moscow 1986, s. 64–65.[/ref]. Co ciekawe, wypowiedzi Sekretarza Generalnego KPZR były bliskie postawie Ronalda Reagana, często odwołującego się do wartości rodzinnych[ref]Ronald Reagan, Radio Address to the Nation on the American Family, 3.12.1983, YouTube, https://www.youtube.com/embed/IrZiTlZoEAg; Ronald Reagan, Radio Address to the Nation on Family Values, 20.12.1986, YouTube, https://www.youtube.com/embed/pDIueebd12M (9.10.2025).[/ref]. Koncepcja rodziny socjalistycznej była nakierowana przede wszystkim na zapewnienie siły roboczej ogromnemu państwu i stanowiła rodzaj wartości kolektywnej, natomiast w ujęciu neoliberalnym odpowiedzialność społeczno-ekonomiczną przesuwano z państwa na rodzinę, nadając jej w ten sposób moc sprawczą i uznając jej aktywny udział w systemie gospodarczym. Pomimo odmiennych założeń ideologicznych, oba modele łączyło postrzeganie rodziny jako elementu systemu ekonomicznego o istotnym potencjale gospodarczym.

Rezolucję dotyczącą Międzynarodowego Roku Rodziny przyjęto pod koniec 1989 roku, w zmieniającej się sytuacji geopolitycznej[ref]AONZ, 44/82, International Year of the Family, 44. Zgromadzenie Ogólne ONZ, 78. sesja plenarna, 2.12.1989, k. 205–206.[/ref]. Państwom członkowskim ONZ nie udało się uzgodnić wspólnej jej koncepcji, kontrowersje budziły zarówno głosy na rzecz uwzględnienia rozmaitych jej form, jak i propozycje zdefiniowania jej jako związku kobiety i mężczyzny, wysuwane między innymi przez polską delegację[ref]Zob. AONZ, A/43/570, Families in the Development Process, International Year of the Family Report of the Secretary-General, 43. Zgromadzenie Ogólne ONZ, 19.09.1988; Marvine Howe, Year of Family Wins Friends and Some Foes, „New York Times”, 9.11.1988, s. 13.[/ref]. Trudności w zawarciu konsensusu dotyczącego definicji rodziny ukazują też stenogramy z Międzynarodowej Konferencji nt. Ludności i Rozwoju (ICPD), zorganizowanej w Kairze w 1994 roku, koordynowanej przez ONZ[ref]AONZ, A/CONF.171/13/Rev.1, Report of the International Conference on Population and Development, New York 1995.[/ref]. Duży sprzeciw wobec uwzględnienia innych form relacji międzyludzkich wyrażali przedstawiciele Watykanu. Kilka miesięcy przed rozpoczęciem obrad Jan Paweł II skierował list do organizatorów, w którym określił stanowisko Kościoła katolickiego wobec rodziny, uznając przy tym za jej podstawę małżeństwo kobiety i mężczyzny[ref]Ioannes Paulus PP. II, Letter of His Holiness John Paul II to the Secretary General of the International Conference on Population and Development, Vatican, 18.03.1994, „Acta Apostolicae Sedis” 1995, 87, s. 190–196.[/ref]. Rok 1994 ogłoszono też Rokiem Rodziny w Kościele katolickim, a postulaty dotyczące jej współczesnej postaci znaleźć można w liście do rodzin Jana Pawła II z 1994 roku[ref]Jan Paweł II, List do rodzin „Gratissimam sane” z okazji Roku Rodziny 1994, Watykan, 2.02.1994, Opoka, www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/listy/gratissimam.html (12.06.2022).[/ref]. Podobną wizję rodziny propagowano w Polsce w latach 90. w ramach polityki wewnętrznej, a dużą rolę w kształtowaniu tej koncepcji odegrał Kościół katolicki[ref]Zob. Dominik Hierlemann, Lobbying der katholischen Kirche. Das Einflussnetz des Klerus in Polen, Wiesbaden 2005; Krzysztof Kowalczyk, Kościół katolicki w Polsce jako podmiot oddziałujący na system polityczny, „Wrocławskie Studia Politologiczne” 2014, 17, s. 126–141.[/ref]. Zdaje się to tłumaczyć formę przeprowadzonej przez Krajowe Biuro Koordynacyjne ds. Zapobiegania AIDS kampanii społecznej.

Tłoczenie i zasysanie krążącej czerwonej cieczy budzi skojarzenia z fizjologią i procesem porodu. W szerszej perspektywie czynności te odnoszą się do konkretnych obszarów poddawanych regulacji: cielesności i reprodukcji, a także związanych z tą ostatnią kategorii rodziny i płci.

Przykład ten ujawnia również, iż projekt polskiej transformacji inspirowany był poniekąd konserwatywną i wolnorynkową rewolucją w Stanach Zjednoczonych z lat 80., a jej podłożem była doktryna neoliberalna. Jak zauważa Melinda Cooper, analizując to zjawisko, logika neoliberalizmu polegała na przeniesieniu odpowiedzialności z państwa na jednostkę i rodzinę oraz na promowaniu małżeństwa jako sposobu kompensowania społecznych kosztów ryzyka. Podobny mechanizm ujawnił się w polskim dyskursie transformacyjnym, gdzie odwołania do wartości rodzinnych legitymizowały wycofywanie się państwa z funkcji opiekuńczych. Zgodnie z założeniami opisywanymi przez Cooper, „by przeciwdziałać społecznym kosztom ryzykownych zachowań seksualnych, państwo powinno ograniczyć swoje interwencje do promowania małżeństwa”[ref]Melinda Cooper, Family Values. Between Neoliberalism and the New Social Conservatism, New York 2017, s. 173.[/ref]. Postawa ta maksymalizowała zyski po stronie władzy: zwiększały się psychologiczne koszty relacji intymnych poza małżeństwem, a obowiązek opieki przenosił się na współmałżonka. Małżeństwo stawało się „substytutem ubezpieczenia społecznego”[ref]Tamże, s. 174.[/ref], co znacznie zmniejszało koszty opieki zdrowotnej. Jak zaznaczała Cooper: „W ten sposób neoliberalna krytyka normatywności kończy się poparciem alternatywnej formy filozofii moralnej – takiej, która przywraca prywatnej rodzinie i jej prawnym zobowiązaniom do opieki fundamentalną rolę w porządku wolnorynkowym”[ref]Tamże.[/ref].

Normatywność jako pewna organizująca, regulująca i kontrolująca struktura znajduje swoje wizualne wyobrażenie w zrealizowanej przez Minchberg instalacji: w szklanym prostopadłościennym pojemniku zamknięto bowiem chaotycznie przelewający się płyn. Stabilna i zestandaryzowana bryła tamuje i porządkuje to, co bez niej mogłoby bezładnie się rozlać. Umieszczona w instalacji pompa, w sposób miarowy i ciągły wykonująca pracę, konotuje nie tylko wartości kapitalistyczne, ale także wzmacnia odczytanie tej realizacji jako „działającego systemu”. Tłoczenie i zasysanie krążącej czerwonej cieczy budzi skojarzenia z fizjologią i procesem porodu. W szerszej perspektywie czynności te odnoszą się do konkretnych obszarów poddawanych regulacji: cielesności i reprodukcji, a także związanych z tą ostatnią kategorii rodziny i płci. Laboratoryjny charakter szklanego pojemnika odsyła także do problematyki opieki szpitalnej: medykalizacji porodu, przedmiotowego traktowania pacjentek i pacjentów czy też – w dosłowniejszym rozumieniu – do zagadnień związanych z zaopatrzeniem w sprzęt medyczny. Owo laboratoryjne odczytanie nakłada się na to powiązane z normującym systemem, a ich splot można rozpatrywać także w kontekście strategii odwoływania się w dyskursie medycznym – w tym dotyczącym HIV i AIDS – do norm moralnych. Regulacyjne działania władz, zwizualizowane dzięki szklanej tafli ograniczającej przepływ cieczy, to także forma przezroczystej nakładki, poprzez którą wciąż dostrzegalne jest zagrożenie. Jak jednak opisać tu sposób działania cieczy zamkniętej w porządkującej strukturze? Wydaje się, iż uporczywie stara się ona rozszczelnić to, co narzucone.

Fragment książki Luizy Kempińskiej „Ja i AIDS”. Sztuka i praktyki emancypacyjne w czasach transformacji, wydanej przez Galerię Miejską Arsenał w Poznaniu w 2025 r.
Darmowy audiobook. Darmowy e-book w wersji łatwej do czytania i rozumienia.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

Idź do oryginalnego materiału