Jak chcesz, to się za to weź!

twojacena.pl 10 godzin temu

Dzisiaj znów miałam tę samą rozmowę z moim synem.

Mamo, ty i tata zdecydowaliście się na Maćka, więc sami się nim zajmujcie. Ja muszę się wyspać przed zajęciami.
Kamil, przecież tak rzadko cię proszę. Tylko raz, żebyś go odprowadził do szkoły. To przecież pierwszy września, wszystkie dzieci będą z rodzicami…
Właśnie, z rodzicami przerwał mi syn. A gdzie byli moi, kiedy miałem akademie? Zawsze z malcem. Niech teraz sam idzie, świat się nie zawali.
No nie zawsze… Parę razy tak było. Ale nie specjalnie, po prostu się tak złożyło…
No to teraz też niech się tak złoży spokojnie odparł Kamil i popił herbatę.

Zaskoczyła mnie jego stanowczość. Przecież my go utrzymujemy, a on nie chce choćby minimalnie włączyć się w życie rodziny.

Słuchaj zaczęłam, marszcząc czoło. Żyjesz w tej rodzinie. A w rodzinie wszyscy powinni sobie pomagać. My z tatą cię wspieramy: dajemy kieszonkowe, gotujemy, sprzątamy, czasem choćby w twoim pokoju. Więc bądź tak miły i ty też pomagaj.
Nie prosiłem, żebyście sprzątali mój pokój. I bez kieszonkowego też dam radę. Mam już osiemnaście lat, nie jestem dzieckiem ani niańką. Moje zdanie też się liczy.

Po tych słowach wziął kubek i poszedł do swojego pokoju. Zostałam sama, z ciężarem na sercu i gorszą myślą: iż mój syn stał się egoistą.

Kiedy to się stało?

Mój pierwszy małżeństwo nie było udane. Ojciec Kamila nigdy nie dorósł wolał leżeć na kanapie, grać w gry i przeglądać telefon, zamiast budować rodzinę. Czasem pracował, ale zarabiał grosze. W końcu podjęłam decyzję o rozwodzie i wróciłam do mamy.

Gdy wyszłam za mąż po raz drugi, Kamil miał pięć lat. Wtedy jeszcze zaakceptował nowego tatę. Andrzej gwałtownie nawiązał z nim kontakt i niedługo stał się jego „ojcem”.

Gdy Kamil miał dziesięć lat, urodził się Maciek. Pewnie wtedy wszystko zaczęło się psuć, choć ja tego wtedy nie widziałam.

Wtedy Kamil pierwszy raz poszedł sam na rozpoczęcie roku. Ja byłam po porodzie w kiepskiej formie, Andrzej pracował, a dziadkowie mieszkali daleko jedni w innym mieście, drudzy na działce.

Kamilek, no wiesz… Jesteś duży, dasz radę sam? spytałam przepraszająco. Bardzo bym chciała iść z tobą, ale widzisz, jak jest…
Widzę westchnął. Nic nie szkodzi. Już nie dziecko.

Wtedy myślałam, iż wszystko w porządku. Może był smutny, ale poszedł, nie narzekał. Okazało się, iż dobrze to zapamiętał.

Trzy lata później sytuacja się powtórzyła. Tym razem nie poszłam z nim, bo Maciek złapał infekcję w przedszkolu.

Chorował często. Raz choćby przyniósł ospę, akurat na dwa dni przed wycieczką Kamila do Krakowa. Syn musiał zostać w domu.

Mamo, rozumiem, ale mam już dość chorowania. Może chociaż Maćka odizolujecie? zirytował się, gdy smarowałam mu krosty.
Kamil, jesteśmy rodziną… Gdzie on, tam i ja. A ja krzątam się po domu, gotuję… Nie da się całkiem się odciąć.

Z jednej strony go rozumiałam. Prawie za każdym razem, gdy Maciek chorował, Kamil też się zarażał. Z drugiej wydawało mi się to nieuniknione.

Z czasem syn zaczął unikać pomagania w domu. Najpierw nie odmawiał wprost, tylko odkładał lub robił tak, iż wolałam zrobić sama. Zrzucałam to na karb wieku. choćby gdy zaczęły się kłótnie.

Dlaczego mam sprzątać salon, skoro tam prawie nie bywam? To wy z Maćkiem tam siedzicie, więc wy i sprzątajcie oświadczył pewnego dnia.
Ale bywasz w kuchni odparłam. A sprzątam tam ja. I gotuję, nawiasem mówiąc.
Wycierasz każdą kroplę. Gdybym żył sam, nie przejmowałbym się tak czystością. Tobie to potrzebne więc ty to rób.

Czasem zmuszałam go do pomocy. Czasem przymykałam oczy nerwy były ważniejsze. I do czego to doprowadziło…

Nie miał kto odprowadzić Maćka do szkoły. Dziadkowie jak zwykle daleko, Andrzej w delegacji, a mnie nie zwolnili z pracy. Kamil po raz pierwszy otwarcie odmówił, choć miał wolny dzień.

Co robić?

Zadzwoniłam do męża.

Aha. Więc chce dorosłego życia? No to niech spróbuje mruknął Andrzej. Jak wrócię, z nim pogadam.
Tylko bez przesady… zlękłam się. Już go tracimy. A tak to zupełnie odejdzie.
Niech odejdzie. Zobaczymy, jak sobie poradzi bez „tato, podwieź” i „mamo, odbierz paczkę”. My mu pomagamy, a on?

Mąż miał rację, ale bałam się. Andrzej był uparty i mógł postawić sprawę zbyt ostro.

Problem z Maćkiem rozwiązał się. Poprosiłam koleżankę Olę, z którą chodziliśmy do tego samego przedszkola, a teraz i szkoły. Nie tylko odprowadziła Maćka, ale i zabrała dzieci do parku. Nie to samo, co z rodzicami, ale zawsze coś.

Ola, dzięki, wybawiłaś mnie podziękowałam, odbierając syna. Wpadnij na herbatę.
Spoko. Ty też kilka razu zabierałaś mojego. Matki muszą się trzymać razem uśmiechnęła się.

Zaprosiłam ją do domu i zwierzyłam się z problemów z Kamilem. Ola była tylko kilka lat starsza od niego urodziła wcześnie i pamiętała, jak to jest być nastolatkiem.

Rozumiem Kamila westchnęła. Sama byłam na posyłki u rodziców. Dwie młodsze siostry… Może za bardzo na niego naciskasz? Chłopak nie widzi sensu sprzątać, skoro mieszka z wami. A Maćka… no, urodziliście go dla siebie. Ale i was rozumiem. To jednak rodzina.
Nie naciskam. Chcę tylko, żeby obowiązki były sprawiedliwe.
Dla ciebie sprzątanie to obowiązek, dla niego bezsensowny kaprys. Tak samo jak Maciek. Ja też tak miałam.
Więc co robić? Andrzej wraca za tydzień… Jest wściekły i pewnie będzie chciał Kamila wykopać.
To też pomysł. Ale masz dwie opcje: albo przestańcie mu pomagać, gotujcie tylko dla siebie, albo… dajcie mu własne mieszkanie. Niech spróbuje sam.
A jeżeli rzuci studia? Albo zniknie?
Zawsze jest ryzyko… Ale jeżeli zechce uciec ucieknie. Ja wyszłam za mąż, żeby wyrwać się od rodziców. I

Idź do oryginalnego materiału