Jak ja mam teraz żyć bez ciebie? Co mam robić? Po co mam dalej żyć? Po policzkach Tomasza płyną łzy, a w duszy rozpościera się pustka. Tam, gdzie kiedyś było serce, teraz zieje czarna dziura.
Tomasz zakochał się w Malwinie jeszcze w szkole. Była drobna, delikatna, z rudymi piegami na nosie. Właśnie taką zobaczył ją po raz pierwszy i wtedy, jeszcze w szóstej klasie, zakochał się w niej po uszy.
Malwina była od niego o trzy lata młodsza. Zawsze się dobrze uczyła, była prymuską w klasie, a do tego skromna i nieśmiała.
Tomasz każdego roku coraz bardziej garnął się do niej duszą. Przypatrywał się jej na przerwach, gdy skakała z koleżankami na skakance na szkolnym boisku. Lekka jak motyl, barwna jak kwiat. Marzył, iż kiedyś koniecznie się pobiorą.
Kiedy wrócił z wojska, tego samego dnia poszedł do Malwiny z bukietem kwiatów prosić o jej rękę.
Ojciec Malwiny był człowiekiem surowym, poważnym. Długo rozmawiał z Tomaszem w osobnym pokoju, a potem, z uśmiechem na twarzy, podał mu dłoń Malwiny.
Na weselu było tłumnie i bardzo wesoło. Przyjechali choćby najdalsi krewni. Przez trzy dni składano młodym życzenia. Oczy Malwiny błyszczały ze szczęścia, a Tomasz pękał z dumy. Uważał, iż trafiła mu się najlepsza panna młoda na całej wsi.
Po dwóch latach, z pomocą rodziców, Tomasz wybudował dom. Malwina była szczęśliwa jeszcze trzy miesiące przed narodzinami pierwszego dziecka, mogli się już przeprowadzić do własnych czterech kątów.
Urodziła się im córka, którą nazwali Jadwigą, po babci Malwiny. Dziewczynka była zdrowa i silna, ale poród dla Malwiny okazał się wielkim wyzwaniem.
Przez rok po narodzinach córki Malwina chodziła blada i wyczerpana. Tomasz woził ją po lekarzach, ci jednak tylko rozkładali ręce, powtarzając: potrzeba czasu, żeby organizm odzyskał siły.
Gdy Jadwiga miała półtora roku, Malwina odkryła, iż znów jest w ciąży. Lekarze sugerowali przerwanie ciąży. Przekonywali, iż organizm przez cały czas osłabiony, może nie przeżyć, a jeżeli przeżyje, dziecko i tak może nie mieć szans.
Tomasz namawiał Malwinę razem z lekarzami, ale ona była nieugięta.
Nigdy nie wyrzeknę się własnego dziecka! Ono przecież niczemu nie jest winne, iż chce przyjść na świat. Niech się dzieje, co ma się dziać mówiła Malwina na wszystko wola Boża!
Ostatni miesiąc ciąży był wyjątkowo ciężki i Malwina leżała w szpitalu. W domu tęskniła mała Jadwiga, a kochający mąż nie mógł sobie znaleźć miejsca.
Czuł zbliżającą się tragedię. I nie mylił się. Malwina nie przeżyła porodu jej serce po prostu się zatrzymało. Ale na świat zdążyły przyjść cudowne bliźniaczki.
Tomasz był niepocieszony w swoim smutku. Na cmentarzu patrzył na czarną pryzmę ziemi pustym, niewidzącym wzrokiem.
Całe wspólne życie z Malwiną przesuwa mu się przed oczami szczęśliwe chwile, jej uśmiech. W głowie dudni jej radosny śmiech. Tomasz klęka i szlocha jak zranione zwierzę.
Jak ja mam teraz żyć bez ciebie? Co mam robić? Po co mam dalej żyć? Łzy płyną po jego policzkach, a w duszy dzika pustka. Tam, gdzie kiedyś było serce, teraz zieje czarna dziura.
Po pogrzebie zaczął topić smutek w alkoholu. Pił na umór, by nie pamiętać, nie słyszeć w myślach jej śmiechu i głosu.
Rodzice Malwiny zabrali dziewczynki do siebie. Uznali, iż Tomasz nie wyjdzie już z żałoby i nie podoła roli ojca.
Czterdziestego dnia po śmierci żony Tomasz po raz kolejny zasnął na ganku po kilku głębszych. Przysnił mu się sen: Malwina wchodzi do domu w śnieżnobiałej sukience, z rozpuszczonymi na ramiona włosami, które w słońcu błyszczą rudozłotymi lokami.
Podchodzi do niego, gładzi po głowie i mówi czule, troskliwie jak kiedyś:
Tomku, kochany, co ty wyprawiasz? Nie wstyd ci? Mruży swoje zielone oczy i grozi palcem.
Córeczki wcale ojca nie widują, tęsknią. Kochany, są ci potrzebne tak, jak ja byłam tobie. jeżeli mnie przez cały czas kochasz, nie zawiedź ich. Pokochaj je tak, jak mnie kochałeś.
Obudził się Tomasz, a w głowie jakby rozjaśniało; przez okno wpada słońce i muska jego policzek ciepłym promieniem.
Jak tylko świt się zrobił, Tomasz poszedł do domu rodziców Malwiny ogolony, ubrany w wyprasowaną koszulę. Poważny, jakby z dnia na dzień postarzał się o pięćdziesiąt lat.
Całował rękę teściowej, mocno uścisnął teścia, zabrał córeczki i wrócił z nimi do swojego domu.
Od tej pory zaczęli mieszkać w czwórkę. Tomasz starał się być dla córek i ojcem, i matką. Nauczył się gotować obiady, prać i cerować.
A zaplatał warkocze lepiej niż niejedna mama. W szkole zawsze chwalono dziewczynki były grzeczne, pilne, serdeczne.
A gdy ktoś je skrzywdził, Tomasz od razu stawał w ich obronie.
Sąsiedzi często pytali Tomasza:
Czemu znów się nie ożenisz? Jeszcze jesteś młody, przystojny, zdrowy. Patrz, ile kobiet na ciebie spogląda.
On tylko się dziwił i każdemu odpowiadał:
Przecież jestem już żonaty.
Zobaczcie: w moim domu już trzy panny młode, a ja miałbym jeszcze jedną doprowadzić? Nie, z czterema sobie nie poradzę
I tak, żartując, z nieprzespanymi nocami, niedojedzoną kromką chleba i ciężką pracą, wychował Tomasz swoje córki piękne i mądre.
Gdy dziewczyny były już starsze, sąsiadka zaczęła coraz częściej bywać u Tomasza. To suszonych grzybów przyniosła, to śledzia w oleju. Na różne sposoby próbowała się zbliżyć.
Tomasz widział, iż kobieta nie odpuści. A nie chciał jej urazić. W końcu wymyślił. Zaprosił ją kiedyś wieczorem i pyta:
Którą z moich córek lubisz najbardziej?
Ona mu na to:
A córeczki twoje mnie nie obchodzą! Skończą szkołę i się rozlecą. A ty co, zamierzasz całe życie być sam? Kocham ciebie, a nie twoje córki!
Spojrzał na nią Tomasz:
Proszę, tu masz mój portret, i wręczył jej zdjęcie kochaj mnie sobie w domu, ile chcesz.
Tak sąsiadka wróciła do siebie, z portretem, zasmucona.
Dziewczyny usamodzielniły się, wyjechały na studia, ale ojca nie zapomniały. Na weekendy zawsze przyjeżdżały w trójkę, pomagały w gospodarstwie i ogrodzie.
Potem Tomasz wydawał swoje córki za mąż. Z każdym zięciem rozmawiał osobno, jak kiedyś jego teść z nim. Zawsze życzył swoim trzem księżniczkom wyłącznie szczęścia.
Teraz dziewczyny są już całkiem dorosłe. Każda ma własną rodzinę, dzieci, obowiązki. Ale ojca nigdy nie zapomniały!
W każde święto i w każdy wolny dzień cała rodzina przyjeżdża do niego na wieś. Tomasza kochają córki, wnuki i prawnuczek.
Gdy Tomasz obchodził osiemdziesiąte pierwsze urodziny, znów przyśnił mu się sen.
Stoi na łące młody, przystojny, szerokie ramiona, czarne włosy. A naprzeciw biegnie do niego ukochana Malwinka!
Ma na sobie białą sukienkę, biega boso, a w jej włosach lśnią złote pasemka, jakby chciały się wyswobodzić na słońce.
Rozwiera ramiona szeroko, a serce w piersi łomocze i drży, ledwo trzyma się w środku. Spotkali się, przytulili, spojrzała mu w oczy Malwinka i cicho szepnęła:
Tomku, kochany, spisałeś się wspaniale! Dałeś naszym córkom szczęśliwe życie. Widziałam wszystko, każdego dnia się za ciebie modliłam powiedziała i delikatnie ujęła go za rękę.
Chodź. Teraz będziemy już zawsze razem.
Chwycili się za ręce i poszli przez soczystą, zieloną trawę.
Na wspomnienie o Tomaszu przyjechała cała rodzina. Córki rozpaczały, trudno im było żegnać się z ojcem, ale każda rozumiała, iż teraz jest już z tą, którą kochał przez całe życie.
Ta historia to prawdziwe losy dobrego człowieka. Prawdziwego Ojca przez wielkie O! Opowiedziała mi o nim własna babcia.
Wszyscy go na wsi znali i szanowali. Bywa, iż mężczyzna wybiera życie pełne poświęcenia dla ukochanych córek, a nie dla siebie. Niech mu ziemia lekką będzie!
Dajcie znać w komentarzach, co o tym myślicie. Dodajcie lajka i obserwujcie stronę, żeby nie przegapić kolejnych historii!
