Dziennik, 14 października
Tak sobie myślę, iż naprawdę nie mamy żadnego obowiązku utrzymywać mojego szwagra wraz z jego rodziną, a już na pewno nie powinniśmy opłacać za nich mieszkania. Chciałbym na początku zaznaczyć, iż to ja jestem właścicielem trzypokojowego mieszkania, w którym w tej chwili żyjemy. Nabyłem je jeszcze przed naszym ślubem, było w opłakanym stanienie zapomnę tych drzwi wejściowych, które choćby nie były zamontowane, tylko opierały się o framugę. Ale cena była korzystna, więc remontowałem wszystko powoli, własnymi rękami, krok po kroku. Jednak nie to jest sednem sprawy.
Kiedy poznałem moją żonę, dwa pokoje były już kompletnie wyremontowane, choćby udało się kupić kilka niezbędnych mebli. Mieszkanie stało się wygodne i przytulnetakie, o jakim zawsze marzyłem.
Moja żona, Aniela, była piękną, mądrą kobietą, i wtedy wynajmowała kawalerkę na Pradze. Kilka miesięcy po naszym pierwszym spotkaniu wprowadziła się do mnie. Zaraz po ślubie urządziliśmy wspólnie pokój dziecięcy, a potem Aniela urodziła najpierw naszego synka Marka, a dwa lata później córeczkę Jagodę.
Przez kilka lat nasza rodzina żyła spokojnie i szczęśliwie, dopóki pewnej chłodnej, październikowej nocy nie usłyszeliśmy dzwonka do drzwi i nie ujrzeliśmy mojej teściowej, Danuty, stojącej na progu z walizkami i zapłakaną twarzą.
Synku, czy mogłabym się na chwilę u Was zatrzymać? Wasylmój drugi synprzyprowadził kobietę do mojego mieszkania. Może to ta, z którą spędzi resztę życia. Nie będę długo, mogę Wam pomagać odbierać dzieci z przedszkola, gotować obiady. Nie mam nikogo poza Wami!
Płakała i wyglądała naprawdę żałośnie, więc oczywiście ją wpuszcziliśmy. Oddaliśmy jej największy pokój. Danuta była już od kilku lat na emeryturze, zajmowała się naszymi dziećmi, jak obiecała, i rzadko pokazywała się u siebie, bo młodszy syn mój szwagier urządzał tam sobie życie z nową partnerką. Mieszkał z żoną i dwójką dzieci (jedno ich wspólne, drugie z poprzedniego związku partnerki) w jednopokojowym mieszkaniu teściowej na Targówku.
Jeszcze za komuny, zanim teść zachorował, moi teściowie sprzedali swoje większe mieszkanie, a za uzyskane z tego pieniądze kupili sobie kawalerkę i dwupokojowe dla Wasylka. Po śmierci teścia wszystko się posypało. Wasyl po szkole ożenił się z Haliną koleżanką ze szkoły mieli dwójkę dzieci, potem się rozwiedli, a on zostawił mieszkanie byłej żonie, która gwałtownie znalazła nowego partnera i do dziś mieszka tam z trojgiem potomstwa.
Po rozstaniu Wasyl wrócił do matki. Powiedział wtedy tylko: Mamo, pozwól mi z Tobą pomieszkać. Chcę ułożyć sobie życie od nowa. Wynajmę coś w swoim czasie. Rzeczywistość była jednak inna: kilka miesięcy później dołączyła do niego nowa partnerka.
Co weekend Danuta przywoziła swoje wnuki zarówno z pierwszego, jak i drugiego małżeństwa syna istny dom wariatów!
Po roku powiedzieliśmy Danucie, iż nadszedł czas, żeby porozmawiała ze swym synem i wróciła do siebie. Od razu wpadła w histerię, łzy lały się strumieniami, a atmosfera w domu zrobiła się nie do zniesienia.
Zebrałem się na odwagę i poszedłem do Wasyla. Powiedziałem wprost: „Wiesz, Wasyl, twoja mama potrzebuje swojego mieszkania. My tu już naprawdę nie mamy miejsca.” On rozłożył ręce, mówiąc, iż przecież ma dzieci, zarabia mało i go nie stać na wynajem. I co ja mogę na to poradzić?
Ostatnio moje stosunki z teściową są bardzo napięte, wręcz unikam powrotów do domu. Zdecydowałem się odbyć poważną rozmowę z Anielą. Dałem jej jasno do zrozumienia, iż albo Danuta rozwiąże swój problem mieszkaniowy, albo będę zmuszony wystąpić o rozwód.
Taka deklaracja bardzo ją zszokowała nie wiedziała, co zrobić z matką, bo przecież nie wyrzucimy jej na bruk.
Zaproponowałem, by Danuta wynajęła kawalerkę, stać nas przecież na taki wydatek odłożyliśmy trochę złotych, moglibyśmy jej pomóc. Ale ona nie chciała słyszeć o żadnym wynajmie! Według niej to my mieliśmy wynająć duże, dwupokojowe mieszkanie dla Wasyla i jego rodziny, a ona wtedy wróciłaby do siebie.
Dla mnie to była już gruba przesada. Powiedziałem twardo, iż jeżeli Danuta w ciągu tygodnia się nie wyprowadzi, spakuję jej rzeczy i wystawię za drzwi. Naprawdę nie widzę innego wyjścia.
Nie sądzę, abyśmy byli zobowiązani utrzymywać rodzinę mojego szwagra, a tym bardziej zapewniać im mieszkanie. Dzisiejsza sytuacja pokazała mi bardzo wyraźnie, iż choćby dla najbliższych trzeba umieć stawiać granice. jeżeli tego nie zrobimy, nasza własna rodzina gwałtownie pogrąży się w chaosie cudzych problemów.











