Jak ziemia może nosić takie matki Wydaliła własne dziecko do domu dziecka, bo nie chciała go leczyć, a chłopczyk miał zaledwie cztery lata.
Mam jedną przyjaciółkę nazywa się Grażyna. Przyjaźnimy się już od trzydziestu lat. Grażyna to cudowna kobieta i byłaby wspaniałą matką, gdyby tylko los nie był dla niej tak okrutny. Ona i jej mąż, Piotr, próbowali przez lata, ale dzieci im nigdy nie było dane. Mimo to wytrwali razem może właśnie dlatego, iż tak bardzo się kochają.
Ja sama mam dwie córki, Kasię i Malwinę. Grażyna jest ich matką chrzestną to oczywiste, w końcu mieszka kilka ulic dalej i zawsze była dla mnie jak siostra. Ile to razy zostawała z moimi dziewczynkami, bawiła się z nimi, zabierała na spacery do parku im. Kościuszki, układała im włosy w śmieszne warkocze A potem, jak już spały, siedziałyśmy razem w kuchni, popijałyśmy herbatę z cytryną i płakałyśmy, iż ona nigdy nie poopowiada bajki własnemu dziecku.
Pamiętam, jak nagle zadzwoniła do mnie roztrzęsiona. Ewa, nie uwierzysz, co się stało wyszeptała do słuchawki. Okazało się, iż daleka krewna Grażyny ze strony ojca jakżeby inaczej, zawsze była kontrowersyjna postanowiła oddać swojego synka do sierocińca w Łodzi. Lekarze zdiagnozowali u niego poważną chorobę, podobno była potrzebna droższa terapia, a ona nie miała pieniędzy na rehabilitację. Tak przynajmniej mówiła, choć wszyscy wiedzieli, iż od zawsze bardziej ciągnęło ją do szalonych nocy i męskiego towarzystwa niż do macierzyństwa.
Grażyna przyszła do mnie, zrozpaczona. Powiedziała mi, iż czuje, iż musi zobaczyć tego chłopca. Moje serce nie wytrzyma, muszę spróbować szeptała, ściskając w rękach różaniec po swojej mamie. Pojechała razem z Piotrem do domu dziecka. Gdy tylko spojrzała w oczy temu dziecku, wyczytała w nich ogromny smutek i samotność. Od razu pragnęła go zabrać ze sobą. Piotr przytulił ją tam, pod drzwiami salki i powiedział cicho: Zróbmy to.
Zaczęła się dla nich długa walka: rehabilitacje, codzienne wizyty w poradni psychologicznej na Sienkiewicza, nieprzespane noce z albumami medycznymi i telefonami do specjalistów z Warszawy i Poznania. Chłopczyk, Adaś, był autystyczny. Przez ponad rok codziennie uczyli się od nowa jak być rodziną, jak uśmiechnąć się do siebie, jak powtarzać: Kocham cię, synku.
Dziś trudno w to uwierzyć, ale Adaś ma już 24 lata. To wspaniały, wysoki chłopak, absolwent Politechniki Łódzkiej, zdobywca złotych medali w biegach przełajowych dla niepełnosprawnych. Ludzie patrzą na niego z podziwem, a Grażyna Grażyna promienieje niczym słońce.
Wczoraj trzymałam w rękach bukiet na jego weselu. Stałam przy Grażynie, obie miałyśmy łzy w oczach, patrząc jak Adaś tańczy pierwszy taniec z żoną na eleganckiej sali w centrum Łodzi. Życie bywa okrutne, ale potrafi też być sprawiedliwe.














