Jak można być taką matką?! Oddała swojego 4-letniego synka do domu dziecka, bo nie chciała go leczyć – historia walki i cudownej adopcji w polskiej rodzinie

newskey24.com 3 godzin temu

A kto to widział takie matki, pytam się! Oddała swojego czteroletniego synka do domu dziecka, bo „nie chciało jej się” go leczyć oczywiście, bo i po co, skoro można mieć mniej problemów na głowie!

Mam przyjaciółkę, nazywa się Bożenka. Z Bożenką trzymam się już trzy dekady razem przeżyłyśmy więcej niż niejeden serial telewizyjny pokazuje w 10 sezonach. Bożenka to wspaniała kobieta; byłaby cudowną mamą, ale życie, a może i Pan Bóg, nie rzuciło jej i jej mężowi tej kości. No ale co z tego nie rozeszli się, bo jak mówi przysłowie, „miłość wszystko znosi, wszystko przetrzyma”.

Ja akurat swoje dzieci mam dwie córeczki. Bożenka jest ich matką chrzestną, bo przecież jak nie ona, to kto? Mieszka dwa bloki dalej, dzieci ją uwielbiają, a ja nie raz korzystałam z jej pomocy, gdy musiałam pilnie wyskoczyć do urzędu albo apteki. Ile razy potem razem z Bożenką ryczałyśmy wieczorami przy herbacie w mojej kuchni, iż ona swojej córki czy syna nie ma.

No i pewnego dnia zadzwoniła do mnie z szokującymi wieściami: okazało się, iż jakaś daleka rodzina ze strony jej taty chce oddać chłopczyka do domu dziecka. Chłopczyk cztery lata ciężka diagnoza od lekarzy, no i niestety, jak to w Polsce, brakuje pieniędzy na leczenie. A matka dzieciaka? Kogo to obchodzi. Ona, wiecznie zapatrzona za każdym, kto nosi spodnie, stwierdziła, iż dziecko jej niepotrzebne.

Bożenka nie mogła znieść tej myśli. Zadzwoniła do mnie, mówi, iż musi tam jechać. Gdy weszła do tego domu i spojrzała w te biedne dziecięce oczy, wiedziała już, iż nie ma odwrotu. Mąż Zbyszek od razu się zgodził. Takie rzeczy się czuje w sercu, a nie wymyśla głową.

Łatwo nie mieli, proszę państwa! Rok wędrówek po poradniach, rehabilitacjach, tysiąc złotych wydanych na leki, turnusy i lekarzy. Mały był autystą ale Bożenka, jak to Bożenka, nie dała za wygraną. Powoli, cierpliwie, krok po kroku chłopak zaczął wychodzić na prostą. Sąsiadki mówiły, iż „to się nie uda”, a potem to im oczy wychodziły ze zdumienia.

Nie uwierzycie, ale dziś ADAM ma już dwadzieścia cztery lata, świeżo skończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim (ku euforii babci i dumie Bożenki), a na półce medal za medalem sportowiec pełną gębą!

Wczoraj wróciłam z jego wesela w Krakowie. I wiecie co? Tańcząc z Bożenką poloneza na parkiecie, pomyślałam: może cudów nie ma, ale czasem zamiast cudu wystarczy trochę miłości i uporu.

Idź do oryginalnego materiału