I jak można być tak bezduszną matką! Oddała swojego synka do domu dziecka, bo nie chciała go leczyć, a chłopiec miał zaledwie cztery lata.
Mam jedną przyjaciółkę, której na imię jest Bożena. Przyjaźnimy się już od trzydziestu lat. Bożena to cudowna kobieta i wiem, iż byłaby wspaniałą matką, gdyby tylko los dał jej dzieci. Niestety, ona i jej mąż, Marek, nie mogli mieć potomstwa. Los im tego nie dał, ale zostali razem. Myślę, iż ich miłość była zbyt silna, żeby cokolwiek ją zniszczyło.
Ja sama mam dwie córki Anię i Weronikę. Bożena jest ich ukochaną matką chrzestną, bo przecież jest jak siostra i mieszka tuż obok. Zawsze mogłam na nią liczyć pamiętam, jak opiekowała się moimi dziećmi, bawiła się z nimi i pomagała, kiedy musiałam załatwić pilne sprawy. Nieraz zdarzało się, iż siadałyśmy potem w kuchni i płakałyśmy razem, iż ona nie ma własnego dziecka.
Pewnego dnia zadzwonili do mnie krewni z Lublina i powiedzieli, iż daleka kuzynka ze strony ojca postanowiła oddać swojego syna do domu dziecka. Niestety, chłopczyk otrzymał ciężką diagnozę, a matki nie było stać na leczenie. Ona zawsze była lekkomyślna, interesowały ją tylko imprezy i nowi mężczyźni. Syn był dla niej balastem.
Bożena opowiedziała mi o tym przypadku i powiedziała, iż czuje w sercu, iż musi zobaczyć to dziecko. Zdradziła mi potem, iż już po pierwszym spotkaniu, kiedy spojrzała w smutne, pełne tęsknoty oczy chłopca, wiedziała, iż nie może go zostawić. Marek poparł jej decyzję.
Nie było im łatwo. Przez ponad rok jeździli po całej Polsce po specjalistach, codziennie poświęcali mnóstwo czasu w rehabilitację. Chłopiec był autystyczny, ale dzięki wytrwałości Bożeny i Marka oraz olbrzymiej pracy, udało się mu pomóc.
Dziś może trudno w to uwierzyć, ale ten chłopczyk, Kacper, ma już 24 lata. Jest zdrowym, pogodnym mężczyzną, skończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, zdobył choćby medale w lekkoatletyce. Wczoraj miałam zaszczyt być na jego ślubie.
Taka historia tylko utwierdza mnie w przekonaniu, iż prawdziwa miłość i oddanie potrafią czynić cuda. Czasem nie liczy się, kto nas urodził, ale kto nas wychował i pokochał jak własne dziecko.










