Nie mogę pojąć, jak ziemia nosi takie matki! Wyobraź sobie, iż jedna kobieta oddała swojego czteroletniego synka do domu dziecka, bo nie chciało jej się go leczyć. Dla niej to dziecko było tylko przeszkodą.
Mam ci taką przyjaciółkę, nazywa się Wioletta. Znamy się już od trzydziestu lat taka przyjaźń od czasów podstawówki. Wiolka to złota kobieta, naprawdę. Byłaby wspaniałą mamą, ale niestety z mężem nie doczekali się własnych dzieci. Taki los, nie każdemu jest dane. Ale to małżeństwo dla mnie to definicja prawdziwej miłości, bo mimo tych trudności nie rozeszli się, tylko sobie pomagali, wspierali się zawsze.
A u mnie w domu jak w ulu. Mam dwie córki, Zuzę i Jagodę. Wiolka jest ich matką chrzestną, przecież to oczywiste, skoro to moja najbliższa przyjaciółka i mieszka trzy ulice dalej ode mnie. Zresztą mogłam na niej polegać zawsze. Z tyloma rzeczami mi pomagała, iż już nie zliczę, ile razy siedziała wieczorami z dziewczynkami, kiedy ja musiałam coś załatwiać. A potem nieraz obie siedziałyśmy w kuchni po nocach, płacząc nad herbatą, bo jej los nie dał dzieci.
I wiesz co? Pewnego dnia Wiolka dostaje telefon od swoich krewnych z Mazur. Okazało się, iż jakaś daleka kuzynka, już choćby nie pamiętam jej imienia, postanowiła oddać swojego synka do domu dziecka, bo lekarze orzekli u niego poważną chorobę, a ona nie miała na leczenie pieniędzy. Ale tak szczerze: ta kobieta zawsze tylko latała za facetami, dziecko jej w ogóle nie interesowało.
Wiolka przyszła do mnie z tą historią, jeszcze tego samego wieczoru. Powiedziała, iż coś jej nie daje spokoju i iż musi pojechać na miejsce, zobaczyć chłopca. No i pojechała. Gdy tylko spojrzała ten malec w oczy, jak potem mówiła, poczuła całą sobą, iż to jest jej dziecko. Jej mąż, Tomek, od razu przytaknął.
Nie miała lekko. Prawie przez dwa lata chodzili od lekarza do lekarza, masa rehabilitacji, szpitali, wydali na to majątek tysiące złotych. Chłopak miał autyzm, ale z Wiolką i Tomkiem dali radę. Mają tyle siły w sercu, iż to jest niepojęte.
I wiesz co, dziś ten chłopak, Adam cudowne polskie imię, ilekroć o nim myślę, mam łzy w oczach ma dwadzieścia cztery lata, skończył studia na Politechnice Warszawskiej! Ma dyplom z wyróżnieniem, a do tego uwierzysz? złoty medal na akademickich mistrzostwach Polski w lekkoatletyce.
A ja wczoraj wróciłam z jego wesela. choćby teraz opowiadając ci to, ściska mnie w gardle. Taka jest właśnie siła rodzinnej miłości.







