Jak teściowa przejęła naszego syna – odkąd się ożenił, nie odwiedza nas, pomaga tylko swojej mamie, …

twojacena.pl 2 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci się zwierzyć, bo już naprawdę nie wiem, co mam robić z tą całą sytuacją z naszym synem. Odkąd Witek ożenił się z Mariolką, dosłownie zniknął z naszego życia. Cały czas jest u tej swojej teściowej, pani Danuty, a my? No cóż, czujemy się jak piąte koło u wozu. Danutka zawsze z czymś mu dzwoni a to kran cieknie, a to kontakt do wymiany, innym razem półka w kuchni się urwała. Serio, nie mam pojęcia, jak ona w ogóle żyła, zanim jej córka wyszła za naszego Witka.

Witek i Mariolka są już po ślubie grubo ponad dwa lata. Zrobiło się tak, iż zamieszkali sami w mieszkaniu, które przecież dla niego kupiliśmy, jak jeszcze studiował na Politechnice Warszawskiej. Zawsze miał od nas wsparcie, nie narzekam, bo wychowywaliśmy go z całym sercem. Już przed ślubem trzymał się sam, bo jego kawalerka była rzut beretem od biura.

Nie będę ukrywać Mariolka na początku wydawała mi się taka dziecięca, trochę roztrzepana i szczerze mówiąc, nie sądziłam, iż poradzi sobie z codziennością, mimo iż od Witka była tylko dwa lata młodsza. Zdarzało się, iż potrafiła się obrażać o byle co, histeryzować, no i generalnie taka trochę kapryśna była. A Witek taki złoty chłopak, pomocny, uczynny, wiecznie uśmiechnięty, no i myśl sobie: jak ten mój syn dźwignie związek z takim dzieckiem?

Jak ich rodzinkę poznałam, a szczególnie panią Danutę, to już w ogóle miałam mieszane uczucia. Matka Mariolki w moim wieku, ale zachowuje się, jakby miała z piętnaście lat mniej. Naprawdę, są tacy ludzie, co są dziećmi przez całe życie, nie? Ona już słynęła w rodzinie z tego, iż po raz szósty była rozwiedziona, zanim Mariolka zdążyła pójść do ślubu. Tematów do rozmowy nie było żadnych, bo żyje swoim światem, ale przynajmniej nie wtykała nosa w nasze sprawy. Ograniczało się do tego, iż złożyłyśmy sobie życzenia przy ślubie dzieci i tyle.

Już przed ślubem zaczęły się pierwsze sygnały Mariolka ściągała Witka do matki przy każdej okazji. Raz kran przeciekał, raz kontakt się zepsuł, innym razem trzeba było przymocować półkę. Na początku przymykałam oko, bo wiadomo nie mają u siebie nikogo do pomocy, to chłopak chociaż coś porobi i wykaże się. Ale potem tych awarii u pani Danuty tylko przybywało, a Witek coraz rzadziej do nas zaglądał. Zaczęło się: „Nie wpadnę, bo jedziemy do mamy Mariolki, bo coś się znowu rozwaliło”.

W końcu choćby na święta do nas nie przychodzą. Siedzimy przy stole: ja, mój tata i moja teściowa, a oni całą rodziną u tej Danuty świętują. Smutno, no ale dobra, myślę młodzi się odnajdują, może to tylko taki etap. Gorzej się zrobiło, jak syn zaczął odmawiać pomocy nawet, gdy prosiliśmy o coś drobnego.

Wyobraź sobie, kupiliśmy lodówkę. Dzwonię do Witka, pytam, czy mógłby pomóc wnieść sprzęt, bo wiadomo ciężkie, stare kości już nie te. Zgodził się, ale potem zadzwonił, iż nie da rady, bo przecież musi z Mariolką pomóc jej mamie, bo pralka jej cieknie i trzeba natychmiast jechać. Moim zdaniem przesada Ale co ja mogę.

A jeszcze lepsze było, jak mój Zbyszek zadzwonił do niego, to w tle słychać było Mariolkę: „A Twoi rodzice nie mogą sobie wynająć ekipy przeprowadzkowej? Przecież to nie problem.” W końcu Witek łaskawie się pojawił, ale z miną, jakby cały świat mu się zawalił.

Tata, nie mogliście tego załatwić inaczej? Muszę się o wszystko martwić! rzucił, wpół wnerwiony.

No i puściły mi już nerwy. Zaczęłam się zastanawiać, czemu ta jego teściowa nie wzywa fachowca, tylko ciągle zawraca mu głowę. Może w tym jej świecie nie ma specjalistów i tylko zięć od wszystkiego? A Witek tłumaczył, iż nie ma co ufać obcym, bo to naciągacze kasę wezmą, a sprzętu nie naprawią.

Wtedy Zbyszek nie wytrzymał i mówi na rozbawieniu: Może nie zna się na pralkach, ale za to dobrze prowadzi jedną owcę. (Oczywiście chodziło o Witka.) No i syn się obraził, trzepnął drzwiami i tyle go widzieliśmy. choćby się nie wtrącałam w awanturę, bo co tu gadać? W sumie Zbyszek miał rację ileż można wykorzystywać własnego syna, kiedy tu w domu też by się przydała męska ręka.

Od tej kłótni Witek z ojcem nie gadają już ponad dwa tygodnie. Zbyszek też nie chce pierwszy wyciągać ręki. A ja mam rozdartą duszę wiem, iż mój Zbychu miał rację, ale mógłby jednak działać z głową, bo jak na razie Witek tylko się obraził i nie zamierza z nami utrzymywać żadnego kontaktu. I przecież nie po to go tyle lat wychowywaliśmy, żeby przez takie drobiazgi przestać widywać własne dziecko.

No i tak to wygląda mąż się zaciął, syn się zaciął, a ja stoję pośrodku i nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. A najlepsze, iż tylko ta Danuta najlepiej na tym wszystkim wychodzi.

Idź do oryginalnego materiału