Jak teściowa zabrała nam syna
Odkąd nasz syn ożenił się, praktycznie przestał nas odwiedzać. Cały czas bywa u teściowej. Zawsze znajdzie coś pilnego do zrobienia w jej mieszkaniu. Trudno mi sobie wyobrazić, jak radziła sobie wcześniej, zanim jej córka wyszła za naszego Wojtka.
Nasz syn jest żonaty od ponad dwóch lat. Zaraz po ślubie z Anią wynieśli się od nas i zamieszkali w mieszkaniu, które kupiliśmy Wojtkowi, kiedy zaczynał studia na Politechnice Warszawskiej. Zawsze dla niego byliśmy wsparciem, słuchaliśmy i pomagaliśmy. Już przed ślubem mieszkał sam, bo miał blisko do pracy w centrum Warszawy.
Nie mogę powiedzieć, iż Ania jakoś wyjątkowo mi nie pasowała, po prostu od początku wydawała mi się za mało dojrzała, żeby zakładać rodzinę. Mimo iż Wojtek jest starszy tylko o dwa lata, ona często zachowywała się dziecinnie, czasem była kapryśna. Nasz syn to złoty chłopak, martwiłam się, jak sobie da radę z taką żoną.
Pamiętam pierwsze spotkania z teściową naszego syna, panią Grażyną. Byłyśmy w podobnym wieku, a jednak ona miała zachowanie nastolatki, a nie dojrzałej kobiety. Może znacie takie osoby choćby na starość zachowują się jak dzieci? Takie osoby są niesamodzielne i zagubione w życiu. Grażyna akurat wtedy miała już siódmy ślub za sobą.
Rozmowy z nią były trudne, bo żyła swoim życiem i rzadko się z nami komunikowała. Cały kontakt ograniczał się do kurtuazyjnych życzeń z okazji ślubu dzieci, nic poza tym.
Pierwsze wątpliwości zaczęły się jeszcze przed ślubem ciągle coś trzeba było u niej naprawić, a Ania zabierała Wojtka na Żoliborz. Kran cieknie, światło nie działa, półka odpadła. Na początku przymykałam na to oko; nie było tam mężczyzny, więc pomoc pewnie była potrzebna.
Ale potem nic się nie zmieniało wręcz przeciwnie, coraz więcej usterek, a nasz syn praktycznie do nas nie zaglądał. Zawsze odpowiadał, iż z Anią muszą jechać do jej mamy. choćby święta przestali spędzać z nami. W Wigilię siedzieliśmy tylko ja, mój mąż Piotr i moja teściowa, a u nich cała rodzina Ani.
Gdy Wojtek zaczął odmawiać pomocy nam, zrobiło się naprawdę przykro. Kupiliśmy nową lodówkę i chcieliśmy, żeby nam pomógł ją wnieść na trzecie piętro. Najpierw się zgodził. Potem jednak zadzwonił, iż musi jechać do teściowej, bo zalała jej łazienkę pralka.
Mój mąż wziął słuchawkę. W tle słyszałam, jak Ania mówi: „Naprawdę nie mogliście wezwać ekipy przeprowadzkowej?” Syn w końcu przyszedł, ale był naburmuszony.
Tato, zmobilizuj się, mogliście przecież zadzwonić po pomoc. Teraz muszę sam to dźwigać!
Wtedy puściły mi nerwy. Pomyślałam: „A czemu teściowa sama nie wezwała hydraulika?” Może w jej świecie nie ma numerów do specjalistów? Wojtek próbował ją tłumaczyć, iż kobiety teraz często są oszukiwane, iż przyjdzie pseudo-fachowiec, weźmie pieniądze a naprawa jak leżała, tak leży.
Na to Piotr nie wytrzymał i mruknął: Może twoja teściowa nie zna się na naprawach, ale świetnie potrafi prowadzić jedną owcę na pastwisko… dając do zrozumienia, iż manipuluje Wojtkiem.
Wojtek wściekł się, trzasnął drzwiami i od dwóch tygodni nie rozmawia z ojcem. Piotr też się uparł, nie chce pierwszy wyciągnąć ręki. Ja jestem między młotem a kowadłem wiem, iż mąż ma rację, ale mógł to powiedzieć delikatniej. Syn poczuł się dotknięty i nie chce widzieć się z ojcem, a przecież nie chcę, żeby przez takie głupoty się od nas odwrócił.
Mąż odciął się na dobre, Wojtek też nie ustępuje i mówi, iż do ojca się nie odezwie, dopóki ten go nie przeprosi. W tej całej sytuacji tylko pani Grażyna wygląda na szczęśliwą.










