Co ty wyprawiasz, iż nie chcesz przyjąć naszego nazwiska?! krzyknęła pani Kowalczyk w samym środku Urzędu Stanu Cywilnego, cała czerwona ze złości.
Renata wcale nie miała w planach wychodzić za mąż, przynajmniej nie w tak młodym wieku. Miała dziewiętnaście lat, gdy zaszła w ciążę z Przemkiem, kolegą ze swojego liceum, z którym była już trzy lata. Poczuła, iż nie ma wyjścia nie chciała, by jej dziecko rosło bez ojca.
Przemek, chociaż starszy, zupełnie nie był dojrzały. Matka o wszystkim decydowała, a on tylko przytakiwał klasyczny maminsynek. Ale odpowiedzialności się nie wyparł: zapewnił, iż się ożeni, wychowa dziecko, zrobi wszystko tak, jak trzeba. Zaczęły się gorączkowe przygotowania do ślubu.
Renata, gdyby tylko mogła, po prostu by za niego wyszła i już. Jednak rodzina musiała zrobić z tego całe wesele na sto fajerek. Kompletnie nie rozumiała sensu wydawania tysięcy złotych na zabawę dla znajomych matki i ciotek, podczas gdy te pieniądze mogłyby pójść na nowe łóżeczko albo wózek. Nikt nie pytał jej o zdanie. Restaurację, suknię, listę gości wszystko ustaliły za nią pani Kowalczyk i jej własna siostra, Jagoda.
Na przymiarkę sukni szła jak na ścięcie. Przed oczami miała obraz siebie w kiczowatej, przesadzonej kreacji pełnej falban i cekinów w stylu, jaki obie panie lubiły najbardziej. Gdy Renata próbowała zaprotestować, nazwano ją niewdzięcznicą i rozpętała się awantura. Ale ona nie zamierzała tracić sił na rodzinne konflikty, miała własne problemy przygotowania do matury, egzaminy, zbliżający się poród.
Do USC Renata przyszła więc w skromnej, śnieżnobiałej sukience, która była jakby stworzona właśnie dla niej. I to właśnie tam wszystko nabrało tempa.
Rodzina Przemka choćby nie podejrzewała, iż Renata chce zachować swoje nazwisko o tym wiedział tylko on i nie miał nic przeciwko. Za to pani Kowalczyk dostała szału. Cała sala zamarła, gdy podniosła głos:
Jak możesz tak robić naszej rodzinie? Nazwisko to tradycja!
Renata odpowiedziała cicho, z lekkim uśmiechem, a potem stanęła z boku. Wiedziała, iż następnego dnia czeka ją jeszcze wesele na podlaskiej wsi, gdzie zjechać miała cała rodzina Przemka i pół wioski. Musiała oszczędzać nerwy.
To małżeństwo nie przetrwało długo. Przemek okazał się beznadziejnym mężem i ojcem. Każdy weekend spędzał przy komputerze i nie interesował go ani dom, ani dziecko. Kiedy Renata doszła do kresu wytrzymałości, spakowała walizki i wyjechała.
Pani Kowalczyk była wściekła i długo nie mogła tego zaakceptować. A Renata, stojąc sama w nowym mieszkaniu, po raz pierwszy od dawna poczuła, iż oddycha pełną piersią i wreszcie jest naprawdę szczęśliwa.






