– Jak to nie zamierzasz zajmować się dzieckiem mojego syna? – nie wytrzymała przyszła teściowa – Po…

newsempire24.com 2 godzin temu

Jak to nie zamierzasz zajmować się dzieckiem mojego syna? nie wytrzymała teściowa.

Po pierwsze, wcale nie odsuwam się od Igorka. Chcę przypomnieć, iż to ja, jak porządna żona i matka, po powrocie z pracy tyram drugi etat przy gotowaniu, praniu i sprzątaniu w tym domu.
Mogę pomóc i doradzić, ale nie zamierzam przejmować na siebie wszystkich obowiązków rodzicielskich.

Jak to, nie zamierzasz? To znaczy, iż jesteś po prostu zakłamana? fuknęła teściowa.

Daj spokój, Rytka. Kto by chciał robić coś bez wynagrodzenia? jak zwykle, na spotkaniu klasowym Sylwia nie traciła okazji, by wszystkich obgadywać i krytykować.

Skończyły się już jednak czasy, kiedy Rytka nie wiedziała, jak się odezwać. Teraz radziła sobie z takimi sytuacjami znakomicie.

To, iż musisz się zastanawiać, skąd wziąć pieniądze, nie znaczy, iż inni ludzie mają takie same problemy rzuciła lekko wzruszając ramionami. Mi po tacie zostały dwie kawalerki w Warszawie.

Jedna jego, w której mieszkaliśmy przed rozwodem rodziców, druga po dziadkach, najpierw do niego, potem do mnie przeszła.
A czynsze za wynajem w stolicy są takie, iż starcza mi i na życie, i na drobne przyjemności, więc mogę wybierać pracę nie kierując się tylko zarobkami.

Właśnie dlatego przekwalifikowałaś się z lekarki na ekspedientkę, co?

To miał być sekret. Rytka obiecała nikomu nie mówić.
Ale jeżeli Sylwia naprawdę chciała to ukryć, powinna była lepiej się pilnować zamiast publicznie nazywać Rytkę debilką.

Serio liczyła, iż nikt jej tego nie wypomni? jeżeli tak, to jednak nie Rytka jest tu głupią.

Sprzedawczyni? Żartujesz?

Przecież obiecałaś milczeć! pisnęła Sylwia, porywając torebkę i wybiegając z restauracji, ledwo powstrzymując łzy.

Dobrze jej tak skomentował Andrzej po chwili ciszy.

Dokładnie. Już nie można jej znieść, kto ją w ogóle zaprosił? dopytywała Anka.

Ja wszystkie zapraszałam usprawiedliwiała się była przewodnicząca klasy, teraz organizatorka spotkań, Anna. Pamiętam, iż Sylwia nie była najprzyjemniejsza w szkole, ale ludzie się chyba zmieniają. Czasem…

Ale nie zawsze wzruszyła ramionami Rytka.

Cała paczka się roześmiała, po czym inni zaczęli dopytywać Ritkę o jej pracę.
Ta ciekawość (czysta ciekawość, bez przytyków do wyboru zawodu czy rozumu Rytki) była w pełni zrozumiała.

Mało kto zna tę branżę (a i nie życzyłby tego nikomu), więc wokół takiej pracy krąży mnóstwo mitów i plotek.

Rytka stopniowo wszystko tłumaczyła podczas rozmowy.

Po co w ogóle się starać tych ludzi leczyć, skoro nie ma sensu? zapytał ktoś z byłych kolegów.

Kto powiedział, iż nie ma? Mam chłopca, pięć lat, w trakcie porodu miała miejsce niedotlenienie, no i teraz malec ma opóźniony rozwój.

Rokowania są lepsze niż się spodziewano po prostu zaczął mówić bliżej trzeciego roku życia, ale teraz rodzice wożą go do logopedów i neurologów.

Ma duże szanse pójść do zwykłej szkoły, a potem pewnie nie będzie miał większych problemów w dorosłym życiu.

A gdyby nikt się nim nie zajmował wyglądałoby to zupełnie inaczej.

No to wszystko jasne. Jak nie musisz gonić za złotówką, to poświęcasz się pracy społecznie pożytecznej podsumował Waldek.

Później rozmowa przeszła na inne tematy rodziny, życiowe perypetie dawnych kolegów.

Niespodziewanie Rytka poczuła na sobie czyjś wzrok. Zignorowała to najpierw jako przejaw przewrażliwienia, ale uczucie znów się pojawiło.

Dyskretne spojrzenie przez ramię utwierdziło ją, iż nikt się na nią nie gapił. Goście restauracji nie zwracali na nią szczególnej uwagi.

Szybko więc wróciła do rozmów, a potem zupełnie zapomniała o tym dziwnym wrażeniu.

Minął tydzień od spotkania klasowego.

Wczesnym rankiem Rytka szykowała się do pracy. Kiedy zeszła na parking, zorientowała się, iż ktoś zastawił jej samochód.

Zadzwoniła pod numer zostawiony za szybą i już po chwili młody mężczyzna z przeprosinami podbiegł do auta.

Przepraszam najmocniej, zupełnie nie było gdzie stanąć. Jestem Maksymilian przedstawił się.

Rytka, miło mi. Coś w Maksie od razu wzbudziło moją sympatię. Jego styl, postawa, choćby zapach perfum… Bez wahania zgodziłem się na zaproszenie na kawę.

Potem kolejne spotkanie. Po trzech miesiącach trudno było mi wyobrazić sobie życie bez Maksa.

Co więcej, zarówno jego matka, jak i syn z pierwszego małżeństwa, przyjęli mnie jak rodzinę.

Chłopiec okazał się mieć specjalne potrzeby, ale dzięki moim umiejętnościom gwałtownie złapaliśmy nić porozumienia.

Podsunąłem Maksowi kilka nowych metod pracy z Igorem, by ułatwić ich kontakty i wspomóc rozwój chłopca.

Po roku związku wprowadziliśmy się do siebie adekwatnie to ja przeprowadziłem się do Maksa i Igora.

Swoje mieszkanie na Ochocie już rutynowo wynająłem przez tę samą agencję co kawalerki w Warszawie.

I wtedy pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały.

Najpierw drobiazgi: pomóż Igorkowi się ubrać, posiedź chwilę, jak będę w sklepie.

Nie robiłem z tego problemu w końcu Igora polubiłem, a gdy miałem czas, chętnie pomagałem.

Z czasem jednak prośby zaczęły rozmnażać się w lawinowym tempie.

Zdecydowałem się porozmawiać z Maksem: jego dziecko to jego główna odpowiedzialność. Ja chętnie pomogę w miarę sił, ale nie zamierzam zrzucać na siebie więcej niż piątą część obowiązków wobec Igorka. Tym bardziej, iż w pracy mam takich wyzwań po uszy.

Maks niby się zgodził. Jednak przed samym ślubem on i jego matka zaczęli narzucać mi prowadzenie kompleksowej rehabilitacji Igora, jakbym miał tym się zajmować po godzinach.

Hola, hola, chwileczkę drodzy państwo zatrzymałem ich szybko. Mamy, Maks, umowę: to ty zajmujesz się swoim synem.

Nie proszę cię, żebyś biegał do mojej mamy pomagać sprzątać czy remontować jej mieszkanie. Sama sobie radzę.

No, już przesadzasz mruknęła przyszła teściowa. Matka to matka, dorosły żyjący osobno, a dziecko to dziecko. Są inne sytuacje.

Chyba nie sądzisz, iż po ślubie przez cały czas będziesz się odsuwać od Igorka, a my to zaakceptujemy?

Po pierwsze, nie odsuwam się od niego. Przypomnę tylko, iż to ja po pracy zapieprzam tu w domu, ogarniam sprzątanie, gotowanie, pranie. Ale nie wezmę na siebie jeszcze dodatkowo całej rehabilitacji Igora, bo to syn Maksa, czyli jego podstawowy obowiązek.

Mogę pomagać i doradzać, ale nie zamierzam być głównym rodzicem.

Jak to nie zamierzasz? Czyli pięknie opowiadasz znajomym o swojej pracy, aż się słuchać chce, a jak przychodzi co do czego, to się migasz od opieki nad dzieckiem?

O czym wy w ogóle mówicie? nie mogłem uwierzyć.

Wtedy nagle mnie olśniło. Przypomniałem sobie, iż matka Maksa dorabia na zmywaku w tej samej restauracji, gdzie było spotkanie klasowe.

Puzzle wskoczyły na swoje miejsce.

Czyli specjalnie to wszystko ustawiliście, żeby zrzucić na mnie opiekę nad waszym synem?

Myślisz, iż naprawdę chciałem być z kimś takim jak ty? wybuchł Maks. Gdyby nie Igor i twoja praca, nigdy bym na ciebie nie spojrzał…

No to nie patrz więcej ściągnąłem obrączkę i rzuciłem byłemu narzeczonemu pod nogi.

Jeszcze będziesz żałować zagrozili mi Maks z mamą Porządnemu facetowi nie potrzeba takiej szarej myszki z marną robotą i bez grosza przy duszy.

Mam dwie kawalerki w Warszawie, więc mnie nie żal odbiłem piłeczkę.

Z satysfakcją patrzyłem, jak im rzedną miny, i poszedłem się pakować.

Oczywiście zaraz były próby pogodzenia się. Obietnice, iż Maks już sam będzie zajmował się synem, przeprosiny, zapewnienia o miłości i poprawie.

Nie będąc naiwny nie uwierzyłem. Zażartowałem tylko, iż Maks stracił myszkę i raczej ja za tym płakać nie zamierzam.

Ze znajomymi długo jeszcze mieliśmy z tego ubaw. Cały czas mam jednak nadzieję, iż kiedyś znajdę osobę, która pokocha mnie nie za majątek czy umiejętności, tylko za to, kim jestem.

Póki co, cieszę się ulubioną pracą, przyjaciółmi i chyba pora przygarnąć kota, bo on daje się wychować, w przeciwieństwie do niektórych facetów.

Ta historia nauczyła mnie jednego warto być sobą i jasno ustalać granice. Szacunek do siebie to podstawa szczęścia.

Idź do oryginalnego materiału